Jeśli nie mam ogródka w którym rosną świeże i piękne warzywa, to musimy pamiętać, że dla własnego dobra należy pozbyć się toksycznych chemikaliów, którymi na pewno psikane są wszystkie warzywa i owoce. I nie chodzi to już nawet o to, że w sklepie brudne ręcę każdego dziecka, dorosłego czy pracownika dotykają czegoś co czasem bezpośrednio trafia do naszych ust, ale dużo poważniejszym zagróżeniem są chemikalia.

Ważne jest, aby umyć warzywa i owoce na tyle dokładnie, by spłukać nie tylko brud i bakterie, ale i pestycydy. Myślę, że nikt z nas nie chciałby po zdjedzeniu chociażby jabłka przez tydzień cierpieć na dolegliwości żołądkowo-jelitowe z powodu E.coli czy Salmonelli! Z tego co możemy przeczytać na wielu popularnonaukowych stronach internetowych jak i w książkach medycznych jasno wynika, że biegunka czy wymioty to najmniejsze zło jakie może nas spotkać. Niektóre bakterie, wirusy czy mikroorganizmy mogą nawet wywołać zaburzenia neurologiczne i poważne choroby.

Na rynku i w internetowych sklepach możemy znaleźć preparaty do mycia owoców i warzyw i jasne – można kupić i używać, ale są to bardzo drogie płyny, które starczają na krótko. Na szczęście w pięć minut i to za grosze można pozbyć się wszystkich niechcianych przyjaciółk z naszych produktów. Musimy wykonać dwie płukanki – najpierw woda o kwaśnym odczynie (na 1 litr wody można dodąć pół szklanki octu jabłkowego, a nawet zwykłego, czy kwasku cytrynowego), a następnie w wodzie o odczynie zasadowym. Aby otrzymać taki odczyn należy do litra wody dodać najzwyklejszą sodę kuchenną – już jedna łyżka w zupełności wystarczy. Na koniec oczywiście opłukać pod czystą i bieżącą wodą, po czym warzywa i owoce są gotowe do spożycia.

Jasne, możemy płukać warzywa pod samą wodą, dzięki czemu mamy poczucia „odwalonej roboty” i złudnego zabezpieczenia się przed możliwym truciznami, ale czy o to w tym wszystkim chodzi? To trochę tak jakbyśmy myli zęby mokrą szczoteczą pozbawioną pasty, a kąpali się w samej wodzie bez użycia jakichkolwiek produktów do kąpieli. I możecie mówić, że zdarza wam się jeść owoce prosto ze sklepu, które nawet nie dotknęły bieżącej wody i jakoś nic Wam nie jest – jasne, że tak, ale być może za którymś razem traficie na owoc, który ma w sobie tyle pestycydów czy bakterii, że nie skończy się to tak dobrze.

A o tym, że pestycydy szkodą wiadomo już nie od dziś – „Według badania przeprowadzonego przez Europejską Federację Związków Pracowników Rolnych (EAF), najbardziej powszechne negatywne skutki oddziaływania pestycydów na pracowników i użytkowników obejmują bóle głowy, wymioty, bóle brzucha oraz biegunki. Występują one w wyniku narażenia w trakcie stosowania, przygotowywania lub mieszania pestycydów oraz w trakcie kontaktu z pojemnikami. Niskie lecz stałe poziomy narażenia mogą prowadzić do długotrwałej i przewlekłej utraty zdrowia (np. nowotworów, wad wrodzonych, problemów z płodnością, uczuleń). Najczęściej ludzie nie zdają sobie sprawy ze związku pomiędzy narażeniem na działanie pestycydów a chorobą. Dzieje się tak, gdyż nie ma wyraźnych objawów zatrucia występujących zaraz po narażeniu.”

Proszę więc Was, abyście umyli warzywa i owoce zanim je spożyjecie. Myślę, że zdrowie wasze, a i waszych bliskich jest cenniejsze niż pięć minut spędzone przy zlewie.

 

Viktoria SKRZYPIEC