Jestem psychiczna. Jestem chora. Bardzo, bardzo chora. Ale co z tego? Ostatnio skończyłam grać w Alice: Madness Returns. I co? Popłakałam się, że gra się już skończyła.

Ale od początku…

Lubię grać, więc namiętnie szukałam gry po stronach internetowych która mogłaby mnie zainteresować. Natrafiłam na nią: Alice. Obserwując screeny z gier stwierdziłam, że twórca z pewnością bardzo boleśnie upadł na głowę i szybko zamknęłam okno przeglądarki. Nie mam pojęcia, czy to jakaś klątwa Alicji mnie nawiedziła, lecz pewnego dnia (chyba omamiona) w dziwny sposób postanowiłam w nią zagrać. Według zebranym już przeze mnie informacjom na temat gry, American McGee jakieś dziesięć lat temu stworzył pierwsza wersję gry- gdy Alicja była dzieckiem. Teraz mamy do czynienia z dorosłą już dziewiętnastolatką… OK., czas odpalać gierkę. Jakie były moje odczucia?…
O MÓJ BOŻE, TA GRA JEST CHORA! –krzyczałam do siebie, po chwili dodając – Fajnie! Gram dalej!

Może to jednak przez mój chory mózg i moje zamiłowanie do psychodelicznych rzeczy ale wersja Alicji uwięzionej w swoim chorym mózgu podoba mi się bardziej niż ta cukierkowa- Disneyowska. Gra zawiera charakterystyczne sytuacje i momenty, jakie prawdziwa historia Alicji mieć powinna. Bohaterka po napiciu się magicznego napoju staje się malutka- może wchodzić różne zakamarki i odkrywać rozmaite tajemnice, a po zjedzeniu ciastka staje się ogromna i może bez trudu rozdeptywać z przyjemnością urocze potworki. Nie można zapominać o diabolicznym kocie, który staje się jej mentorem i przewodnikiem, oraz o złej królowej, której wizerunek został tu ukazany nieco (mam na myśli „BARDZO”) potwornie. Tylko fabuła… bardziej przeraża.

No dobra, ale o co w tej grze chodzi, jeśli historia się nie zgadza? Otóż to! Historia Alicji sięga bardzo mrocznych czasów American McGee Alice (pierwsza odsłona gry). Alicja w pożarze domu traci wszystkich swoich rodziców, więc doktor Bumby zaleca jej stworzenie własnej krainy czarów: bez bólu, bez cierpienia… Jak nietrudno sobie wyobrazić, kraina naszej Alicji wymyka się spod kontroli. Alice: Madness Returns jest to, jak nazwa wskazuje powrót do szaleństwa- Zniszczona kraina czarów znowu powraca. Gra podzielona jest na sześć rozległych rozdziałów, a w pierwszym, dla własnego bezpieczeństwa bohaterka otrzymuje nóż i pieprzniczkę- tak w razie gdyby ktoś chciałby ją zaatakować. No ależ… Cóż może spotkać nas złego w Krainie Czarów?

Gra jest chora. Jest- bez wątpienia. Pełno w nich potworów, łaźni krwi i psychodelicznej muzyki. Właśnie! Muzyka jest z pewnością jedną z najlepszych bajerów w tej grze! Oprócz tego, że nasza bohaterka może ulepszać tasak i nóż oraz ma szeroką gamę dziwacznych strojów w swojej szafie to muzyka jest na jednym z najwyższych poziomów. Rzekłabym sloganem: „bardzo ryje banię”. Samo tło naszych planszy jest bardzo psychodeliczne, a jeszcze warto wspomnieć o historii Alicji z ogoloną głową w szpitalu psychiatrycznym. … Czy ten opis nie jest nieco przerażający? Przepraszam więc. Już schodzę na ziemię. Gra spodoba się wszystkim, którzy lubią psychodelę, lubują się w sferach ludzkiego mózgu i lubią naprawdę dziwne rzeczy (tak, to ja). Fabuła gry jak dla mnie jest jedną z najlepszych, w które grałam. Alicja próbuje odkryć tajemnicę spalonego domu. Nie będę spolerować, ale na pewno warto odkryć wraz z naszą bohaterką co za tym stoi! No i pozostaje jedno pytanie… Jeśli Alicja walczy z obrzydliwymi potworami w Krainie Czarów… To co robi w rzeczywistości?

Plusy gry:
-długa i obszerna,
-fantastyczna muzyka,
ciekawe rozdziały
-ciekawa postać Alicji jak i sama fabuła.

Minusy gry:
-dla niektórych gra może wydać się za głupkowata…
-…oraz monotonna,
-możemy grać jedynie z angielskimi napisami i lektorem (można pobrać spolszczenie, lecz niestety gra została spolszczona tylko do około 30%),
-w ogóle nie idzie w parze z Disneyowską Krainą Czarów, dlatego niektóre osoby się ku temu sprzeciwiają,
-gra +18, lecz kto na to patrzy?

 

Ja lubię tego typu gry. Chyba to sprawia, że zrobiło mi się żal obserwując napisy końcowe… Krążą plotki, że twórca planuje trzecią odsłonę gry. Nie wydaje mi się, żeby była tak dobra jak dwójka, ale trzymam kciuki i z pewnością zagram.

 Żana Błaszczyk