Mario Frank
„Śmierć w Bunkrze Hitlera- Ostatnie dni Führera”
Wydawnictwo Dolnośląskie
20-30 kwiecień 1945r.

 Stęchły Bunkier Tajemnic

Przyciemniony, wybielony wapnem bunkier, pomimo jednego z radosnych dni kolorowego kwietnia wydaje się być bardziej przerażający niż zwykle. Zimne, betonowe ściany wydzielają wilgotny i stęchły zapach. Co może nas tutaj zatrzymać? Co sprawia, że ściany budynku przesiąknięte są jeszcze czymś innym- panicznym strachem o swoje życie? Czy wolno Hitlera ukazywać jako człowieka? Czy wolno i warto o tym mówić? Czy warto odtwarzać wspomnienia naocznych świadków? Warto. Mario Frank musiał bardzo się postarać, aby napisać tak dokładną i precyzyjną książkę. Wraz z Fuhrerem Niemiec- Adolfem Hitlerem możemy jak niewidzialnie istoty przenikać i przeżywać tą historię- choć mimo upływu czasu- wciąż żywą, ciągle od nowa.

Chciałabym w mojej recenzji opisać moje dni przebywania w historycznym bunkrze, nawet, jeśli zdarzenia te miały miejsce kilkanaście dobrych lat temu.

W piątek 20 kwietnia 1945r. stary, zmęczony Hitler kończy 56 lat. Ciągle w głowie krążą mi słowa: „Czy wolno ukazywać Hitlera jako człowieka?’ Frank opisuje dokładnie każdą zmarszczkę niemieckiego przywódcy, jego zmęczone, podkrążone oczy i problemy ze zdrowiem. Führer traci poparcie w swoim własnym narodzie. Rodzi się strach. Szokiem dla mnie jest jednak to, że znajdują się tacy, którzy mimo wszystko chcą go bronić. Przykładem tego jest mężczyzna, który postanawia otruć swojego najukochańszego psa z którym nie rozstawał się na krok na wszelki wypadek, gdyby ktoś wpadł na pomysł otrucia jego wspaniałego wodza. W rzeczywistości Hitler- wielki bóg Niemiecki wie, że wojna za niedługo się skończy i paradoksalnie, sam modli się do „czegoś” o cud.

Przez całą książkę zadawałam sobie jedno pytanie: „Co Hitler, jako zwyczajny człowiek myślał przez ten cały czas? Czy myślał jak zwykły człowiek?” Odpowiedzi odnalazłam. Autor ukazał wodza niemieckiego jako (co wydaje się być, jak już wyżej napisałam bardzo szokujące) normalnego człowieka.

Teraz to Adolf jest ofiarą, to na niego polują, chcą jego krwi.

W poniedziałek 30 kwietnia do Hitlera dochodzi brutalna prawda- nie wygra. Jego władza minęła i kontynuuje pożegnania. „Mein Fuhrer, byłem przy panu w dobrych czasach, i zostanę przy panu także w złych.” – Takie słowa wypowiedział Heinz Lingego gdy Adolf prosi go o powrót do swej rodziny. Momentami czytając książkę byłam w szoku i nie mogłam w to uwierzyć, jak zło potrafi zaślepić człowieka. Tego samego dnia Hitler definitywnie ogłasza, że popełni samobójstwo ze swoją żoną- Ewą. Jeśli mogłabym jeszcze wtrącić moją małą uwagę, to zupełnie nie mieści mi się w głowie, jak (normalny) człowiek kochający swoją małżonkę może zechcieć jej śmierci? Ale cóż… Ewa widocznie też była tą samą miłością zaślepiona, że bez problemów się na to zgodziła. Miłość miłością, ale to jest co najmniej dziwne…

Jeśli o dziwactwach już mowa, Mario opisuje ostatni posiłek Hitlera o godzinie 13:00. Jest to normalne spożywanie spaghetti ze swoimi „poddanymi” (bo tak muszę ich nazwać). Zero stresu, zero pogaduszek o śmierci, a jednak wygłasza swoją ostatnią mowę. W dalszym ciągu jestem w lekkim szoku, gdy czytałam słowa Hitlera. Pozwolę sobie je zacytować: „Późniejsza historiografia z pewnością mnie sprawiedliwie oceni”. No, tak, oczywiście…

Może to wstyd, ale to właśnie dzięki tej książce dowiedziałam się o niejakiej Magdzie Goebbels, która była zagorzałą zwolenniczką Hitlera. To co udało mi się wyczytać z książki Marka mnie zaszokowało. 1 maja 1945 roku zabiła swoje dzieci podając im morfinę. To wstrząsające, nie da się ukryć. Magda próbowała zatrzymać Hitlera przed samobójstwem, proponując mu ucieczkę, ale ten odpowiedział jej krótkie „nie”. Czy to odwaga, czy głupota? Choć z drugiej strony… Czy naprawdę byłoby łatwym stać się nagle niewidzialnym? Aczkolwiek (!)- patrząc na to z zupełnie innej strony- samobójcy to podobno tchórze. Myślę, że Adolf wolał po stokroć unicestwić się sam, niż żeby zrobiła to wściekła Armia Czerwona. Głupia duma, ot co.

Mario Frank opisał okres strachu i grozy w bunkrze Hitlera bardzo precyzyjnie. Autor posługuje się językiem współczesnym, co sprawia, że książkę czyta się niezwykle lekko. Bardzo podobał mi się podział na każdy poszczególny dzień i jego opis zapisany w czasie teraźniejszym. Czuję wtedy, że jestem na miejscu, jestem „na bieżąco”, nawet jeśli wydarzenie dawno miało już miejsce. Pomimo lekkości pisania, książka w niektórych momentach przeraża. Frank chciał ukazać Hitlera jako zwyczajnego człowieka, ale postawmy sobie jedno zasadnicze pytanie: czy tak zachowuje się normalny człowiek?

A więc zakończyłam swoją kilkudniową wycieczkę po bunkrze Hitlera. Dowiedziałam się nawet, że istniała tam także sala bankietowa. Czyż to nie brzmi dumnie? Dzięki Mariowi Frank dowiedziałam się mnóstwo ciekawych rzeczy i to nie tylko o byłym wodzu Niemiec. Książka ciekawa. Przeraża mnie fakt samej śmierci Hitlera, jej rytuał, oraz to, jak jego towarzysze dali się ponieść i obrali nową religię- Hitleranizm…

Polecam ją wszystkim głodnym informacji na temat śmierci Hitlera. Ja… Ja już swoją porcję otrzymałam i choć książka bardzo mi się podobała to z pewnością nie wrócą już do woniejącego stęchlizną i pulsującego od lęku budynku. No… Przynajmniej nie o godzinie: 00:25.

Żana Błaszczyk