Stephenie Meyer
„Intruz” (The Host)

Według Taldumu: „Dwie kobiety w domu – kłótnia w domu” Jeśli stwierdzenie jest prawdziwe to spróbujcie wyobrazić sobie dwie kobiety w jednym ciele. Skutki katastrofalne? Niekoniecznie.

Stephenie Meyer jest postacią, której przedstawiać raczej nie trzeba. Zasłynęła jako autorka bestsellerowego cyklu o wampirach i wilkołakach z międzygatunkowym romansem w tle. Co prawda żadna z części cyklu nie zahacza o literaturę piękną z najwyższej półki,( ani nawet z tej średniej ), jednak każda zdobyła zarówno przeciwników jak i zwolenników, mało kto pozostał całkowicie obojętny. Wraz ze stopniowym opadaniem szumu wokół sagi, wróżono autorce ciche czasy, jednak jak bardzo się mylono. Stephenie Meyer powróciła w pięknym stylu: pierwsza część nowo powstające trylogii szybko stała się hitem, uplasowała się na pierwszym miejscu listy bestsellerów New York Times’a (New York Times Best Seller) i utrzymała się na liście przez 31 tygodni. Co prawda było to już w 2008 roku, ale po dziś dzień książka święci triumf, czego dowodem może być stale rosnąca sprzedaż i ekranizacja powieści, która już 5 kwietnia pojawi się w polskich kinach. Na dzień dobry dostajemy dystopijną wizję świata, gdzie obca cywilizacja o bliżej niesprecyzowanym kształcie skolonizowała naszą planetę. Potrzebują oni ciał, czyli żywicieli, bez których nie są w stanie przetrwać dłużej niż kilka minut. Ziemia jest ich kolejnym miejscem zasiedlenia, jednak tutaj wszystko wychodzi po za utarty schemat i ludzkość staje największym wyzwaniem dla dusz. Człowiek bowiem, jest istotą, która przeżywa emocje znacznie mocniej niż inne gatunki i znacznie bardziej niż innym, człowiekowi zależy, żeby żyć. Melanie, protagonistka ostatnich przedstawicieli gatunku ludzkiego, bardzo chce żyć, nie tyle dla siebie co dla jej najbliższych: młodszego brata Jamie’go jak i ukochanego mężczyzny Jared’a. Wagabunda dusza, która zostaje zaimplikowana w ciało Melanie, staje przed nie lada wyzwaniem, bowiem dziewczyna złapana w trakcie walki nie poddaje się i nie opuszcza ciała do końca. Od tego momentu przyglądamy się wewnętrznej transformacji duszy- Wagabundy jak i człowieka – Melanie. Dwie kobiety w jednym ciele, dwa zupełnie inne gatunki, gatunki sobie tak dalekie, a nawet teoretycznie wzajemnie się wykluczające. Jesteśmy świadkami walki o prawdę, o godność, a w końcu o przetrwanie. Wagabunda podąża za świadomością Melanie, poznaje jej świat, staje się nawet jego znaczną częścią, a co za tym idzie dalej autentycznie tęskni za jej wspomnieniami, w których tak naprawdę nigdy nie wzięła udziału, granica się zaciera… Melanie wykonuje ryzykowny krok, by dotrzeć do bliskich sobie osób, dać im nadzieję, uratować, zapewnić przeżycie, decyduje się na współpracę z Wagabundą – przedstawicielką wrogiego gatunku. Czy podjęła prawidłową decyzję? W każdej chwili może zostać zdradzona, zamiast pomóc może sprowadzić nieszczęście na swoich najbliższych. A co jeśli to tylko sprytny podstęp ze strony dusz, by odnaleźć ostatnich żyjących ludzi?

Tematyka książki po mimo tak powtarzalnego i tak dobrze znanego schematu: Ziemia, obca cywilizacja i zniewolenie ludzkości, powiewa świeżością. Motywy dusz, żywicieli i moralno-egzystencjalnych rozterek (nie tylko ze strony ludzkiej, ale też ze strony przeciwnego gatunku) na pewno są warte zwrócenia uwagi. Faux pas byłoby jednak nie zaznaczyć, że dla prawdziwych wielbicieli gatunku science – fiction zawartość książki może okazać się zbyt nazbyt uboga, jeżeli chodzi o opisy zmian cywilizacyjnych, które Stephenie Meyer potraktowała być może trochę po macoszemu, ponieważ są one dosłownie tłem pod wydarzenia bazujące głównie na uczuciach bohaterów. Niemniej porównując „Intruza” do wcześniejszych dzieł autorki, jest to pozycja znacznie dojrzalsza i na pewno przeznaczona nie tylko dla kobiet, choć głównie one są odbiorczyniami tekstu.

Martyna Tycha