Znaleźć swojego genetycznego bliźniaka to jak znaleźć igłę w stogu siana – zadanie niemalże niewykonalne, ale zaś z drugiej strony, gdy przyłączy się bardzo dużo ludzi to wystarczy chwila, a igła będzie nasza. Tysiące ludzi chorych na białaczkę czeka na przeszczep szpiku, który często jest dla nich jedynym ratunkiem i jedyną szansą na życie. Tysiące chorych wierzy, że i im uda się znaleźć bliźniaka genetycznego, ale jest to możliwe tylko wtedy, gdy każdy kto tylko może zapisze się w bazie potencjalnych dawców szpiku.

Zabieg oddawania szpiku owiany jest dziesiątkami mitów – że to dużo kosztuje, że trzeba płacić, że ludzie nimili i że przede wszystkim igłę wbija się w kręgosłup w następstwie czego może i uratujemy komuś życie, ale sami je stracimy. Bzdura przez duże B. Koszty transportu, noclegu czy badań pokrywa Fundacja DKMS, która składa się z najmilszych osób pod słońcem, a żadnej igły w kręgosłup się nie wbija, co więcej – oba sposoby pobierania szpiku są w stu procentach bezpieczne i nikomu z dawców nic się nie stanie.

424563_10150598979723005_284481200_n

Żywym (dosłownie, przeżył!:)) przykładem jest dwudziestoletni mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju, który w marcu tego roku uratował życie małemu chłopcu oddając mu swój szpik. Miałam szansę porozmawiać z Danielem Dudkiem i zadać mu parę pytań, by dowiedzieć się jak to jest.

Zacznę może od tyłu, czy gdy w słuchawce telefonu usłyszałeś wiadomość, że znalazł się Twój bliźniak genetyczny, nie bałeś się?
Daniel Dudek – Nie, nie bałem się, nawet nie wiedziałem dokładnie z czym to się je.
Ale właściwie jak to się w ogóle stało, że zostałeś dawcą?
W 2012 roku w grudniu jechałem do Dziadków pod Częstochowe i w Auchanie była akcja – szukali dawców szpiku. Podeszła do mnie pewna pani z pytaniem, czy mam już osiemnaście lat i czy nie chciałbym zostać potencjalnym dawcą.
A dziś jesteś już nie potencjalnym, a faktycznym dawcą szpiku!
Dokładnie, ale kompletnie się tego nie spodziewałem. Telefon zadzwonił po dwóch latach i byłem naprawdę zdziwiony, ale i jednocześnie szczęśliwy.
Powiedz jak to tak wygląda – dostajesz telefon i jedziesz?
Dokładnie, jedziesz do najbliższej bazy, ja akurat pojechałem z Mamą do Gliwic. Zrobili mi dziesiątki badań, usg, badania krwi – po prostu badają Cię od stóp do głów. Musiałem przyjmować przez pięć dni zastrzyki, które od razu mówię wcale nie bolą i jest to tak cieniutka igiełka, że można samemu sobie je podawać, powodują tzw mobilizacje czyli wydostanie się komórek macierzystych szpiku do krwi obwodowej. I ostatecznie pojechałem do Gliwic, gdzie cztery i pół godziny oddawałem szpiku i już tego samego dnia wróciłem do domu.
Tak od razu?
Od razu ponieważ nic mnie nie bolało i nic mi nie było. Jedynym objawem był fakt, że byłem cały w skowronkach i ciągle myślałem, że dałem komuś szansę na uratowanie życia i nadzieje na zdrowie.
I już za dwa lata możesz spotkać się ze swoim genetycznym bliźniakiem!
Mam nadzieję, że uda nam się spotkać, ponieważ bardzo chciałbym go poznać. Za trzy miesiące dowiem się czy przeszczep się przyjął, a dziś jedyne co wiem, to że jest to ośmiolatek z Gdańska.
Wiadomo, że do pobrania szpiku stosuję się jedną z dwóch metod – z krwi obwodowej bądź z talerza kości biodrowej, nie obawiałeś się żadnej z metod?
Żadnej, nie miałbym też problem z tym, aby pobrali szpiku z kości, ale moje żyły były na tyle mocne, że lekarz zdecydował się na tradycyjne pobieranie z krwi obwodowej
I nie bolało!
Jasne, że nie bolało. Cała ta akcja z pobieraniem szpiku jest owiana takim mitem, że strasznie boli, że człowiekowi w kręgosłup wbijają igłe, że często ma się potem paraliż, a to bzdura.
Jak myślisz, dlaczego ludzie boją się podzielić cząstka siebie i uratować komuś życie? Przecież to nic nie kosztuje, a jedynie może pomóc.
Wydaje mi się, że ludzie się boją, ponieważ tak jak wcześniej wspominałem, krążą przeróżne mity, a ludzie nie chcę ryzykować swojego życia. Ja namawiam wszystkich dookoła – znajomych, rodzinę, przyjaciół, ponieważ wiem, że warto i chce też, aby ludzie przestali wierzyć w te głupoty o umieraniu na stole operacyjnym. Nikt jeszcze od tego nie umarł, a jedynie uratował ludzkie życie.

601899_10151462623083005_1490445594_n

Ja zaraz po skończeniu lat osiemnastu wypełniłam formularz dostępny na bazie DKMS i po jakimś czasie dostałam patyczki, którymi pobrałam wymaz z wnętrza policzka i odesłałam z powrotem. Nawet przez moment sie nie wahałam, ani nie zastanawiałam, ponieważ wiem, że warto. Gdy znajdzie się osoba, która będzie potrzebować mojego szpiku to z przyjemnością go oddam, bo czym są moje 4 godziny życia podczas których będą pobierać mój szpik w porównaniu do tysięcy dni jakie będzie miała szansę przeżyć choroba osoba. Przeżyć dzięki mnie. I przeżyć dzięki Wam – wystarczy chcieć.

Viktoria Skrzypiec