Pierwszego sierpnia obchodziliśmy sześćdziesiątą ósmą rocznicę Powstania Warszawskiego. No i tyle jeśli chodzi o rzeczy które nie podlegają dyskusji, reszta jest tematem ciągłych sporów i debat historyków. Co chwilę padają pytania, takie jak: Czy Powstanie Warszawskie było potrzebne? Czy miało szansę na powodzenie? Czy powstańcy rzeczywiście byli tacy szlachetni? Tylko czy te pytania rzeczywiście są takie ważne w ogromie przeżyć i uczuć jakie oni odczuwali, czekając za rogiem jakiegoś budynku i modląc się o to żeby to nie był ten ostatni róg za którym będą stali, bo za nim mogą stać niemieccy żołnierze. Podejrzewam że wtedy sami powstańcy nie czuli się za bardzo chwalebnie. Wszędzie gruz, kurz, dym, krew i Niemcy. A mimo to szli dalej przed siebie i walczyli, dokonywali heroicznych czynów takich jak choćby obrona Starego Miasta i Mokotowa. W tym powstaniu brały udział dzieciaki w wieku jedenastu czy dwunastu lat. W naszych czasach takie dzieci uczy się o tym że jak jest ciepło to woda paruje, a jak zimno to zamarza… Ale cóż, ogłupianie narodu jest już rzeczą normalną, która działa na wszystkich frontach naszego życia.

Wmawiają nam że przez Powstanie Warszawskie zginęło niepotrzebnie wiele Polaków i Niemców, szczególnie cywili. Zapominamy o jednej rzeczy, wtedy ludzie nie wiedzieli jaki będzie wynik Powstania, my teraz wiemy. Należy również pamiętać o tym że Niemcy nie byli okupantem który szanował nasze prawa jako narodu. Łapanki i zsyłki do obozów były na porządku dziennym. Naziści sami doprowadzi do Powstania poprzez spowodowanie w naszym narodzie desperacji. Polska była niepodległa przez bardzo krótki okres czasu, w stosunku do okresu w którym w ogóle jej nie było na mapach. Próbują nam wmówić że patriotyzm jest prymitywny i niemodny ponieważ przez niego niektórzy ludzie mogą czuć się urażeni. Gdy powiesz Niemieckie Obozy Koncentracyjne to wielkie oburzenie nastaje, ponieważ to nie były obozy niemieckie tylko nazistowskie, lecz gdy gazety zagraniczne z uporem maniaka piszą w nagłówkach Polskie Obozy Śmierci to reagują tylko nieliczne środowiska polityczne i historyczne. To samo dzieje się z bohaterami z Powstania, są opinie że byli egoistami dlatego że narażali ludzi cywilnych i sobie bliskich z powodu brania udziału we wcześniejszych akcjach dywersyjnych. Tylko że Ci bliscy zazwyczaj się wtedy zgadzali bo mieli zupełnie inne poczucie wartości niż teraz. Wtedy dla nich najważniejszy był honor i poczucie wartości. Tak, wiem, to wygląda jak pusty frazes. Przecież umierając w gruzach miasta człowiekowi raczej ciężko było znaleźć honor, jednak przed tą krytyczną chwilą powstaniec miał wybór, mógł się poddać bez walki, szybka śmierć, kulka w łeb,  błogosławieństwo dla człowieka głodnego czy cierpiącego z powodu ran. Z jakiegoś powodu tego nie robili. Tych samych egoistów po powstaniu; przez krótki okres czasu, nim UB nie siadło im na kark i nie zaczęło likwidować; cieszyli się szacunkiem mieszkańców miasta. Ale teraz są egoistami którzy brali udział w bezsensownej bitwie, którzy nie są warci tego, by wspomnieć o nich poświęcając choćby paru minut.

Podczas Powstania Warszawskiego, jak i podczas okupacji ukazało się wiele szlachetnych osób. Rotmistrz Pilecki który został dobrowolnym więźniem Auschwitz, po to by zorganizować tam podziemie a później powstanie. Wojciech Zalewski, jedenastolatek o odwadze i sprycie na tyle dużym by móc pełnić rolę łącznika, przeprowadzać bezpiecznymi drogami całe oddziały powstańcze, w końcu zasłużyć na odznaczenie Krzyżem Walecznych, niestety – zginął w powstaniu nim go otrzymał. Polscy piloci na obczyźnie, którzy czasem musieli złamać rozkaz, aby wykonać, często samobójcze, loty które miały dostarczać jedzenie lub amunicje. Po to tylko aby świat się dowiedział że są osoby zdolne do takich poświęceń, do tak heroicznych czynów Powstanie Warszawskie było potrzebne. Te osoby były bardzo często młodsze od nas, a bez żadnego wyolbrzymiania, można śmiało powiedzieć że byli to bohaterowie. Ci bohaterowie byli przez komunistyczne władze wyłapywani i likwidowani. Teraz, w wolnej Polsce, poddawany jest wątpliwościom honor tych ludzi. I to jest chore.

Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

Krzysztof Kamil Baczyński
”Elegia o chłopcu polskim”

Adrian „Misiej” Milczarek