Songo MLT – tajemnicza ksywka pod którą kryje się młody, a przede wszystkim niesamowicie zdolny mieszkaniec Tychów. Nie tylko nagrywa dobre piosenki, pisze teksty, ale i walczy. Daniel Długajczyk, bo o nim tutaj mowa, trenuje Muay Thai i już odnosi sukcesy – na Gali Walk Sparingowych w Krakowie został uznany za najlepszego zawodnika! Uważam, że ludzi walczących oraz tworzących muzykę z takim serce i pasją należy promować, a więc zapraszam do czytania i bliższego poznania Daniela.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Daniel Długajczyk – Zainspirował mnie świętej pamięci Tupac. Kiedy pierwszy raz puściłem sobie jego piosenkę, to już we mnie została i to dzięki niej od czterech lat sam nagrywam rap.

A 4 lata wcześniej miałeś jakąś zajawkę?
Oczywiście. Już w wieku 14 lat zacząłem trenować Muay thai, czyli po prostu tajski boks, walczę i trenuje po dzień dzisiejszy. W 2009 roku udało mi się zdobyć puchar Polski i na jednej z gali, gdzie było około 60 klubów z całej Polski zyskałem miano Najlepszego Zawodnika. Od tego roku zaczynam brać się ostro do roboty, by zdobyć jak najwięcej medali i szkolić swoje umiejętności, więc mam nadzieję, że cały rok 2014 będzie moim rokiem.

O, to wielkie gratulacje! Boks tajski wymaga ogromnego nakładu siły, samozaparcia no i kondycji, bo jest bardzo wymagający. Skąd pomysł na tajski boks?
Myślę, że wszystko zaczęło się w momencie, gdy miałem 7 lat i rodzice przynosili mi przeróżne filmy z Bruce Lee i innymi świetnymi aktorami. Miałem zajawkę na kung-fu, ponieważ marzyłem by być jak wielki bohater Bruce Lee, ale po czasie mi przeszło. W końcu mój kuzyn pożyczył mi film „ONG BAK” i aktor świetnie radzi sobie z w tajskim boksie, co mnie tak porwało, że dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez tej dyscypliny.

I skąd w Tobie tyle siły?
Sam się nad tym czasem zastanawiam, ale mam wrażenie, że w każdym z nas drzemie siła, którą po prostu trzeba umieć wykorzystać. Podczas treningów mogę się czasem wyżyć, gdy mam gorszy dzień, a w momencie, gdy nie mam na nic siły do dalszych treningów motywuje mnie muzyka.
Nie pozostaje nam nic innego, a z całego serca podziękować Twojemu kuzynowi, że dzięki niemu odkryłeś swoje powołanie i zostałeś mistrzem Polski, a kraj może być z Ciebie dumny! Od razu nasuwa mi się pytanie – dlaczego tajski boks jest mniej znany, niż ten powszechnie pokazywany w telewizji?
Kraj byłby ze mnie dumny, gdybym walczył na ważnych zawodach, tak jak mi to mówił trener. Ale było mnóstwo problemów i wyszło jak wyszło. Wracając do pytania, myślę, że niedługo tajski boks będzie równie popularny co boks czy zawody MMA, czuję, że zależy to od tego na co chwilowo panuje moda, więc to co w telewizji uzależnione jest od tego, czego oczekują telewidzowie. Zresztą tajski boks nie jest jeszcze na tyle popularny, by ściągać przed ekran telewizora miliony ludzi, więc mogłoby to być nieopłacalne.

Myślałam, że może być to też wynikiem tego, że tajski boks jest bardziej brutalny i niebezpieczny
Jest brutalny, ale tak samo jak wszystkie inne dyscypliny walki. Sam nie doświadczyłem poważniejszych kontuzji poza porządnym stłuczeniem stopy czy łokcia. Jak już mówiłem, prędzej czy później tajski boks będzie na poziomie MMA i będzie normalnie pokazywany w mediach. Już teraz czasem można usłyszeć o bardzo dobrych zawodnikach. Przyznam, że sam zaniedbałem tą sprawę, bo pod koniec roku miałem mieć kilka ważnych walk, ale problemy osobiste mi na to nie pozwoliły.

Potrafisz powiedzieć czy muzyka czy boks jest na pierwszym miejscu?
Trudno powiedzieć, naprawdę trudno. Rap tworzę nie tylko dla siebie, ale i dla innych ludzi, którzy wiedzą co to prawdziwe życie i w jakiś sposób utożsamiają się z moją muzyką. Trenuję dla siebie i własnej satysfakcji, ale to nie oznacza, że jedno góruje nad drugim. I boks i muzyka są dla mnie tak samo ważne i z niczego nie zamierzam rezygnować.

Mówiliśmy o tym, że zainspirował Cie Tupac i że nagrywasz od 4 lat, a ja chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej – kto jako pierwszy powiedział, że masz talent?
Było to dość dawno i nie potrafię precyzyjnie odpowiedź na pytanie, ale z tego co pamiętam to dużo ludzi mówiło mi, że mam talent, że mam w sobie to coś i zachęcali mnie żebym nagrywał dobrą muzykę.

Jest jakiś utwór z którego jesteś najbardziej dumny?
Jest wiele kawałków z których jestem dumny, ale jeden jest dla mnie szczególny, bo napisany dla mojej dziewczyny, a mowa tutaj o „Jesteśmy dla siebie”.

Miłość stała się dla Ciebie inspiracją..
Powiem szczerze, że gdyby nie moja dziewczyna to nie miałbym motywacji do tworzenia rapu czy do treningów. Ona dała mi większą wiarę w siebie i jest źródłem mojej siły.

To naprawdę piękne i mam nadzieję, że będziesz miał to swoje źródło zawsze przy sobie! Swoją przyszłość wiążesz z muzyką czy masz inny plan? Chciałbyś żyć z muzyki?
Na pewno chciałbym wydawać płyty, ale wiadomo, że to wcale nie jest takie łatwe, bo dookoła jest naprawdę dużo chłopaków, którzy są bardzo dobrzy w tym co robią, a ich kawałki są na najwyższym poziomie.

Mówisz, że jest dużo dobrych chłopaków, a więc kogo uważasz, za swoją największą konkurencję, a może po prostu kogo podziwiasz?
Ciężko tu mówić o konkurencji, ponieważ nie jestem jeszcze kimś, by móc się z nimi mierzyć. Po prostu nagrywam dla siebie i robię to co naprawdę lubię. Jeśli jednak chodzi o kogoś kogo podziwiam to jest to niewątpliwie mój przyjaciel „MzE”, który robi dobrą muzę z przekazem.

Rozumiem. Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz, skąd Twoja ksywka? Ostatnio wygooglowałam sobie „Songo” i nie dość, że jest to rodzaj kubańskiej muzyki, rasa psa, to na dodatek postać z Dragon Balla. Jeśli miałabym obstawiać to trzecią opcję!
No i to jest pytanie ! Miałem gdzieś z 9 lat może z 10 to oglądało się właśnie tą bajkę ”Dragon Ball”. Wiadomo jak to dzieci naoglądało się i rozrabiało pod blokami były tam jakieś bójki i już jakoś tak się przyjęło, że została mi ksywa Songo. Do mojej „rapowej ksywki” dodałem „MLT” co jest skrótem od „My life true”, co oznacza, że moje życie jest prawdą. Odnosi się to do mojej muzyki, która opowiada samą prawdę o życiu.

Viktoria Skrzypiec