Dziś rozmowa nie z wielką gwiazdą prosto z ekranu telewizora i pierwszych stron gazet, a dziewczyną, która jest taka jak my – ma zwyczajne życie, własne problemy i marzenia, za którymi podąża. Dziś właśnie o jednym spełnionym marzeniu, które kiedyś wydawało się Malwinie nie do osiągnięcia, a teraz może powiedzieć, że w dwa dni przejechała 1200km na skuterze i pokonała własny strach. Zapraszam nie tylko do przeczytania rozmowy z młodą mieszanką Jastrzębia-Zdroju, ale i zainspirowania się jej historią.

Podróżowanie od zawsze było Twoją pasją, czy ten WIELKI WYPAD nad morze był jednorazowym pomysłem?
Malwina Nowak – W gimnazjum przeczytałam swoją pierwszą książkę Robinson Kruzo, a później Alchemika. Od tamtej pory fascynowały mnie podróże i bycie sam na sam ze sobą, ale zawsze był we mnie lęk, który mnie paraliżował i brak poczucia własnej wartości, które ciągle mi podpowiadało, że nic w życiu mi się nie uda. Więc moje marzenia o podróżowaniu zaczynały się w mojej głowie i w niej też się kończyły. Potrafiłam całymi dniami leżeć i fantazjować o wielkich podróżach i o byciu wielkim człowiekiem. Później wybrałam szybkie i łatwe życie – pochłonęły mnie imprezy i dyskoteki.

Imprezy i dyskoteki, by zapomnieć o szarej rzeczywistości, w której czułaś się beznadziejnie sama ze sobą..
Dokładnie tak, jednak przyszedł taki czas, w którym postanowiłam, że chce zmienić swoje życie. Gdy miałam dwadzieścia jeden lat zaczęłam budować poczucie własnej wartości , czytałam różne inspirujące książki, między innymi o pracy nad wadami i własnymi lękami, czytałam Beatę Pawlikowską – to między innymi dzięki niej poznałam siebie i przestałam się bać. Jeszcze rok temu nie miałam pomysłu na swoje podróżowanie, aż pewnego dnia wstałam rano i powiedziałam sama do siebie że pojadę moim skuterem 50 ccm w stroju smoka do Gdańska i z powrotem. Mój wypad nad morze jest spełnieniem marzenia i mam nadzieję, że moja chęć do realizowania marzeń nigdy się nie skończy – będę podróżować i czuć się dobrze sama ze sobą.

Wspomniałaś o niskim poczuciu własnej wartości. Z czego to wynikało? Ale cudowne jest to, co piszesz – że w końcu odzyskałaś wiarę w siebie i dałaś przykład ludziom, którzy bardzo często mają dziś ten problem. Brak pewności siebie chowają za imprezowym trybem życie, wyśmiewaniem innych, alkoholem, a często chowają się w czterech ścianach.. Masz jakieś rady dla młodych i zagubionych?
Od dzieciństwa czułam się gorsza i inna od ludzi dookoła mnie, w domu były różne problemy, z którymi też nie potrafiłam sobie poradzić. Czułam się samotna. Wiem, że mama mnie kochała i zawsze starała się, aby nigdy nic nie brakowało w domu, lecz pieniądze nie są w stanie zastąpić wsparcia. Dorosłam i zaczęłam szukać akceptacji na różnych imprezach, gdzie lał się alkohol, dzięki któremu czułam się fajna i zabawna. Wyśmiewałam się z innych, krytykowałam i oceniałam każdego po to, aby samemu poczuć się lepiej. Rada dla każdego -warto zwrócić się o pomoc do psychologa, terapeuty, do kogoś do kogo mamy zaufanie, przeczytać inspirującą książkę. Ja poprosiłam o pomoc i dzięki temu dzisiaj żyję!

Dojechałaś na przeciwległy koniec Polski na skuterze – to naprawdę bardzo odważne i szalone! Ani przez chwile nie zwątpiłaś w swój pomysł?
Zanim wyruszyłam nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to dla mnie takie ciężkie fizycznie i psychicznie. Podchodziłam do tego na luzie, starałam się nie myśleć o problemach jakie mogły mnie spotkać , gdy ktoś pytał czy się boję odpowiadałam że tak, ale nie chce o tym myśleć. Wolałam skupić swoje myśli na plusach, wyobrażałam sobie wiatr we włosach, wolność, piękne morze, w którym się wykąpie. Już pierwszego dnia pomyślałam, że to szaleństwo!

A powrót? Po setkach zrobionych kilometrów znów ta sama droga!
Zwątpiłam, gdy miałam wracać do domu – byłam mega zmęczona, bolało mnie całe ciało od malutkiego paluszka u stopy po czubek głowy. Czarne myśli podpowiadały mi, że nie dam rady, że mogę zginąć. Czułam ból ciała i duszy, czułam jak wszystko we mnie się buntuje i nie mam siły wsiąść na skuter . Zawsze jak mam problem staram się do kogoś zadzwonić i porozmawiać – zadzwoniłam do mojej siostry, której powiedziałam, że chyba nie dam rady i wracam pociągiem, byle już wrócić do domu. Opowiedziała mi, że ludzie mi kibicują, obserwują, że podróżują razem ze mną, ale byłam taka wykończona, że obraziłam się na nią i powiedziałam, że mnie nie rozumie. W złości się rozłączyłam i zadzwoniłam jeszcze do koleżanki. Postanowiłam, że przejdę się na spacer nad morze, aby odpocząć i pomyśleć. Przełamałam ból i zmęczenie, wieczorem ubrałam smoka i ruszyłam dalej skuterem.

Czy cała podróż przebiegła tak jak zaplanowałaś?
Zaplanowałam tylko, że wyruszę w niedziele 1 lipca, a reszta po prostu się wydarzyła. Teraz wiem, że rzeczywiście życie jest jak podróż, a podróż jest jak życie. Mogę mieć jakiś pomysł i plan, ale nie wiem co czeka mnie jutro, nie wiem co czeka mnie za zakrętem. Nie jestem w stanie nic zaplanować, kontrolować, a już na pewno nie to co będzie jutro. Więc podejmuję szalone decyzje, cieszę się chwilą i nie boję się zmian.

Zapewne podczas podróż miałaś postoje podczas, których regenerowałaś siły – czy to też było spontaniczne, czy jednak wiedziałaś, gdzie zajechać, by odpocząć?
Ze stresu prawie nie jadłam, najczęściej zatrzymywałam się na stacjach benzynowych, na których tankowałam skuter i jadłam hot-dogi. Na każdej stacji z braku sił leżałam na ziemi, najdłużej na stacji w Bytomiu, gdzie zostało mi do przejechania 60 km, a kompletnie nie miałam już na to siły. Jeżeli chodzi o noclegi to intuicyjnie zatrzymywałam się na ulicy i zaczepiałam miejscowych – pytałam czy może znają jakieś miejsca w miarę bezpieczne, żebym mogła rozbić namiot. Pierwszą noc spędziłam za stodołą ludzi, którzy mnie zaprosili na herbatę i rosół – mogłam też skorzystać z prysznica. Druga noc była w jakiejś pierwszej agroturystyce, którą znalazłam. Ten dzień był ciężki – padał deszcz, skuter tracił na mocy, byłam wykończona, modliłam się o jakieś suche miejsce do spania z łóżkiem i o tym, że zapłacę za to wszystkie pieniądze. I to tutaj zostałam zaproszona na poprawiny. Była to najlepsza impreza w moim życiu. Spotkałam tam bardzo życzliwych ludzi i jeszcze jedzonko dostałam na wynos. Trzeci dzień to przymusowa długa przerwa, ponieważ skuter się rozpadł już myślałam, że to koniec mojej przygody, ale zaczełam szukać pomocy i udało się. Szybka pomoc mieszkańców i naprawa skutera przez mechanika – Ci wszyscy ludzie są bohaterami tej podróży, bo bez nich moje marzenie by się nie spełniło. Jak prawdziwy smok wsiadłam na skuter i jechałam dalej. Znalazłam ruiny zamku wjechałam tam skuterem i postanowiłam, że odpocznę, ochłonę z emocji, nerwów i stresu. Chodziłam na boso, leżałam na ziemi, rozglądałam się, wspinałam się na mury i wyobrażałam sobie, że jestem prawdziwym smokiem na prawdziwym zamku . Czułam tam wolność i miłość. Nie było we mnie lęku. Dojechałam do Malborka zdobyć zamek, ale było już późno, więc rozbiłam namiot na polu namiotowym i poczekałam do rana. Oficjalnie jestem pierwszym smokiem na tym zamku. Jadę dalej jeszcze tylko 70 km. Dojeżdżam do Gdańska, plaża Stogi – krzyczę i trąbię z radości, nie wierzę, że się udało. Na następny dzień wieczorem wyruszyłam do domu po drodze zrobiłam sobie zdjęcie z krową, właściciele krowy zaprosili mnie na kawę, swojskie masło i kiełbasę, noc spędziłam na dziko na polu namiotowym. Cały dzień w drodze z krótkim przerwami na zdjęcia, podziwianie widoków, posiłki i tankowanie. Wieczorem okazało się, że nie ma paliwa i jedyna stacja była zamknięta. Nie mogłam znaleźć noclegu, rozłożyłam namiot przed stacją na skrzyżowaniu i było to mój zdecydowanie najbardziej dziki nocleg. Następnego dnia powrót do domu – marzę o łóżku i o tym żeby przytulić mojego psa. Wieczorem wróciłam do Jastrzębia-Zdroju i spałam jak zabita 10 godzin.

Podziwiam Cię za odwagę i upór, za to szaleństwo i radość życia!
Dziękuję! Mam kilka szalonych pomysłów, ale na razie odpoczywam i regeneruje siły.

 

 

Viktoria SKRZYPIEC