(wszystkie informacje zawarte w tekście odnoszą się do nagrań reporterskich/terenowych, bez dźwiękowca i często z ograniczonym sprzętem; nie jestem audiofilem ani ekspertem; w produkcjach kinowych stosuje się inne techniki i sprzęt)

Wbudowane mikrofony są zbyt małe aby zebrać porządny dźwięk. źródło: henrys.com

Wśród filmowców istnieje powiedzenie że dobry film to 40% obraz i 60% dźwięk. Dużo w tym prawdy bo w kwestii wizualnej jesteśmy w stanie przecierpieć wiele ale kiedy podczas dialogu nie rozumiemy co mówią bohaterowie albo muzyka grana przez nasz ulubiony zespół jest przesterowana, natychmiast nas to odrzuca. Większość współczesnych aparatów i kamer posiada wbudowany mikrofon jednak zazwyczaj jego jakość jest co najwyżej dostateczna a jego dokólna charakterystyka zbierania dźwięku sprawia, że wszystkie dźwięki zlewają się w jedno.
Dlatego właśnie takich mikrofonów używa się jedynie jako „scratch” , ścieżkę do której synchronizuje się nagrania z zewnętrznych rejestratorów/mikrofonów bądź używa jako tło nagrania.
Problem takich mikrofonów jest także jeden – znajdują się tam gdzie kamera która bardzo często znacznie oddalona jest od źródła dźwięku (np. ust osoby wypowiadającej się) co jeszcze bardziej niekorzystnie wpływa na wyrazistość i jakość nagrania. Nawet najlepszy i najdroższy mikrofon nie zbierze dobrego dźwięku jeśli odległość jest zbyt duża.

 

źródło: envatotuts

Jedną z najlepszych metod na zlikwidowanie tego problemu jest użycie małego mikrofonu krawatowego przypinanego do koszuli/krawata co sprawia że na nagraniu dialog jest bardzo wyrazisty a tło – dalekie i ciche. Taki mikrofon podłączamy zazwyczaj do bezprzewodowego transmitera który przesyła sygnał do odbiornika zamontowanego na kamerze. Sprawia to że niezależnie od tego w którą stronę skierowana jest kamera i w jakiej odległości się znajduje (do pewnego momentu oczywiście) dźwięk nie zmienia swojej charakterystyki. Jest to rozwiązanie idealne kiedy mamy czas na założenie sprzętu a w filmie wypowiada się tyle osób ile mamy zestawów.

Mikroporty mają trzy kluczowe minusy – potrzebują zasilania do działania, długo się je zakłada i są mega drogie. Dobry zestaw mikroportów (jeden odbiornik i nadajnik) kosztuje ponad 1000zł a jest to narzędzie dosyć specjalistyczne – nagramy nim wspomniany wyżej dialog albo wywiad ale już muzyki albo ogólnego dźwięku tła nie bardzo. Do takich celów stosuje się mikrofony mocowane na kamerze i o jednym z nich teraz napiszę.

Kiedy szukałem mikrofonu do swojego Lumixa G7 szukałem przede wszystkim czegoś małego i taniego. Mam duży mikrofon i zazwyczaj zostawiałem go w domu – rzucał się w oczy, trzeba go było odpinać przy chowaniu do torby, dodatkowo był zasilany baterią co sprawiało że trzeba było pamiętać aby go włączyć i co jakiś czas wymieniać baterię. Obejrzałem wiele recenzji i zdecydowałem się na bohatera tego tekstu – Rode Videomicro.

Lumix G7 + Rode Videomicro

Jak widzicie na zdjęciach jest przede wszystkim malutki – długości małego palca. Bez osłony przeciwwietrznej wygląda wręcz komicznie ale dla mnie to zaleta – nie rzuca się w oczy, wygląda jak zabawka więc osoby postronne nie mają cię od razu za profesjonalistę co ułatwia wtopienie się w tłum. Wspomniana wyżej osłona sprawdza się bardzo dobrze – nieźle ogranicza słyszalność dźwięku na nagraniu, jest wykonana z dobrego materiału, nie spada, nie wchodzi w kadr.

Odpinany kabelek.

Sama budowa mikrofonu jak i jego mocowania również nie budzi zastrzeżeń – ten pierwszy zrobiony został z mocnego metalu i wszystkie elementy są bardzo dobrze spasowane natomiast to drugie to plastik który znośnie wytłumia drgania przekazywane przez stopkę aparatu. W zestawie otrzymujemy również odpinany kabelek który w razie czego można wymienić bez potrzeby rozbierania całego mikrofonu. Całość po wyjęciu z pudełka sprawia bardzo dobre wrażenie i mamy poczucie dobrze wydanych pieniędzy.

 

Ale nie to jest przecież najważniejsze – jak ten mikrofon brzmi?

Ciężko było mi uwierzyć, że taki malec produkuje tak mocny i wyrazisty sygnał. Zamontowany na stopce aparatu trzymanego na odległość ręki bardzo dobre zbiera dialog jednocześnie nieźle eliminując dźwięki tła. Videomicro posiada charakterystykę kardioidalną – dobrze zbiera dźwięk z przodu, trochę po bokach i eliminuje tył. Oczywiście magia nie istnieje, jeśli za mikrofonem strzela karabin a z przodu ktoś próbuje mówić to jasne że wystrzał zagłuszy mowę. Taka sytuacja to jednak wyjątek i w codziennym użytkowaniu widać wpływ tej charakterystyki – kiedy mówię zza kamery do osoby przed obiektywem, mój głos jest bardzo niski i wytłumiony. Nadal słyszalny (dźwięk odbija się od wszystkiego a moje usta znajdują się bardzo blisko mikrofonu) ale zepchnięty na dalszy plan. Nawet w bardzo głośnym barze gdzie ja sam ledwo słyszałem osobę siedzącą obok mnie mikrofon całkiem dobrze zebrał nasze głosy które ledwo bo ledwo ale wysuwały się z gwarnego tła. Podobnie było kiedy nagrywałem nad rzeką gdzie wiał mocny wiatr – osłona dobrze spełniła swoje zadanie i w tle słychać było tylko lekkie dudnienie zamiast zagłuszającego powiewu.

Videomicro pobiera zasilanie ze złącza mikrofonowego co sprawia że nie trzeba pamiętać o jego włączaniu i dbaniu o dobry stan baterii. Dodatkowo jeśli chcemy możemy dokupić inny kabelek i podłączyć go do telefonu dzięki czemu uzyskamy o wiele lepszy dźwięk.

Jeśli chodzi o wady:

  • jest trochę ograniczony jeśli chodzi o niskie częstotliwości co sprawia że brakuje w nagraniach trochę basu. Do moich zastosowań jest to niewyczuwalna zmiana ale domyślam się że niektórym może to przeszkadzać.
  • potrzebuje zasilania z kamery a nie każdy model takie napięcie udostępnia
  • w aparatach ze słabymi przedwzmacniaczami (jak choćby lustrzanki Canona) usłyszymy dużo szumu. Mój Lumix G7 posiada dobre preampy i sygnał wychodzący z Videomicro jest w pełnie wystarczający jednak na niektórych sprzętach może być za słaby.
  • mocowanie – wcześniej je chwaliłem ale muszę wspomnieć o tym że nie wytrzyma ono wrzucenia całego zestawu do torby czy plecaka. Trzeba mimo wszystko na nie uważać bo koniec końców to plastik i jakakolwiek większy ciężar czy uderzenie je złamie. Może lepsze byłyby gumki jak w Rode Videomic Pro. Na szczęście jest odczepialne i możemy dokupić zamiennik bez kupowania całego mikrofonu czego nie można powiedzieć o wspomnianej wcześniej wersji Pro. Coś za coś.
  • podczas zoomowania obiektywem trochę słychać jego pracę. Myślę że to kwestia po prostu lżejszego operowania pierścieniem niż samego mikrofonu ale wspominam o tym.

Rode Videomicro bez osłony przeciwwietrznej.

 

Koniec końców ja jestem bardzo zadowolony ze swojego zakupu. Do moich zastosowań jest prawie idealny i jedyne co bym w nim zmienił to trochę pewniejsze mocowanie. Za taką cenę i w takim kompaktowym rozmiarze nie ma na rynku lepszej propozycji.

 

Adam Kuźniar

Home