Jesień i zima to zdecydowanie te pory roku podczas których najwięcej chłodnych wieczorów, wietrznych poranków i deszczowych południ spędzamy w domu. Alternatywą do książki i wielu ciekawych zajęć jest film. Czy jest ktoś, kto nie lubi siedzieć pod grubym kocem z pyszną herbatą, przy przygaszonym świetle i poznawać historie bohaterów z ekranu? Na pewno nie! Mamy dziś dla Was cztery filmy o miłości, które ostatnio miałam szansę obejrzeć. I zdecydowanie polecam, są to lekkie, przyjemne i po prostu urocze historie miłosne, które wycisnęły nie jedną łzę.

„Stolen years”

Film to chińska produkcja, czyli półka na którą raczej nie sięgama, obejrzałam całkiem przypadkiem i od razu poleciłam przyjaciółce, która tak samo jak ja przepłakała dużą część filmu. Na filmwebie możemy przeczytać krótki zarys fabuły – „Rozwódka budzi się ze śpiączki po wypadku samochodowym, w wyniku którego straciła pamięć. Ostatnie wspomnienia, jakie posiada, dotyczą jej miesiąca miodowego.”

Film to jednak coś więcej niż próba odzyskania własnego życia, rozrachunki z przeszłością, chęć zmiany. Film pokazuje piękną historię, której zdradzać Wam nie mogę – po prostu w momencie w którym myślicie, że gorzej być nie może okazuje się, że jednak może. Po filmie siedziałam zapłakana, smarkałam i zastanawiałam się „A co ja bym zrobiła? Czy jest tak naprawdę dobra odpowiedź na pytanie, co powinno się zrobić?”. Koniecznie obejrzyjcie i nie zrażajcie się początkiem.

„Nie ma drugiej takiej”

„Niespodziewana i okrutna diagnoza sprawia, że Abbie zaczyna szukać nowej dziewczyny dla Sama – swojego narzeczonego, który nie ma pojęcia o randkowaniu.” – Filmweb

Film poza piękną historią miłości pokazuje walkę o życie, godzenie się z diagnozą, proces żegnania się z życiem i przypomina o wartościach, które są ponad wszystko. Ponad problemy, którymi codziennie zaprzątamy sobie głowę. Mam nadzieję, że po obejrzeniu tego filmu będziemy częściej pamiętać o tym co mamy i doceniać swoje życie z którego powinniśmy czerpać pełnymi garściami.

 

„I że cię nie opuszczę”

Główny bohater, Leo, jest dla mnie wzorem męża, który kocha na tyle mocno, by walczyć, by mimo tylu przeciwności i problemów, tylu przykrości i kłód rzucanych pod nogi wciąż się nie poddawać. Leo walczy o miłość kobiety, którą kocha najbardziej na świecie i wie, że nigdy nikogo nie obdarzy takim uczuciem. Sprawa jest dość skomplikowana – jego żona straciła pamięć w wypadku samochodowym i nie tylko nie pamięta, aby była mężatką, aby znała Leo, ale przede wszystkim – ma wrażenie, że nie zna kobiety o której wszyscy jej opowiadają.
Leo gra tak wiarygodnie i przerażająco smutno, że autentycznie mu współczułam. Odczuwałam ogromną złość i bezradność bo ciągle z tyłu głowy miałam myśl, że przecież to film oparty na faktach. Taka historia naprawdę się zdarzyła. Kogoś naprawdę spotkała taka tragedia.

 

Viktoria SKRZYPIEC