Napisała do mnie pani Joanna prosząc o pomoc, o nagłośnienie sytuacji jej synka i wspólną walkę o jego wzrok. Nie można przejść obok takich informacji obojętnie, krzywda drugiego człowieka nigdy nie może być dla nas czymś obok czego przechodzimy tak po prostu.

Która matka nie walczyłaby o ukochane dziecko do końca? Która nie skoczyłaby dla niego w ogień i nie próbowała przenieść gór? Pani Joanna Rudzka zrobiła już wszystko co można zrobić – wzięła ogromny kredyt pod zastaw domu, zorganizowała dziesiątki zbiórek pieniężnych, zaangażowała znane osoby, ale wciąż brakuje pieniążków.

Walka nie jest nawet o marzenia, o wymarzony wyjazd, o lepszą przyszłość w najlepszej szkole, nowy dom z basenem, walka jest o coś, co każdego dziecko powinno mieć zapewnione – zdrowie.

Antoś, który nie ma nawet trzech latek, zmaga się z siatkówczakiem obuocznym, który powoduje, że stan dziecka z dnia na dzień się pogarsza i jeśli nie dojdzie do operacji w Stanach Zjednoczonych to chłopiec straci wzrok, a być może i życie.

Nowotwór to podstępna choroba, która odbiera szczęście, normalność, życie, siłę, zdrowie, ale niestety czasem i życie. Zróbmy wszystko, by ocalić Antosia, który DZIĘKI NAM ma szansę – możemy odmienić jego los, jeśli spróbujemy wspólnymi siłami o niego zawalczyć.

Nie chodzi o wielkie pieniądze, bo gdy każdy z nas wpłaci chociaż parę złotych to w zupełności wystarczy. Zamiast wyjścia do kina czy chociażby paczki chipsów możesz przelać te pieniążki na konto, a nie tylko poczujesz się lepiej, będziesz aniołem dla Antosia i jego rodziny, ale przede wszystkim uratujesz jego wzrok. Uratujesz Antosia.

Zostały tylko TRZY DNI, ale wiem, bo nie rzadko widzę i słyszę o tym, że w trzy dni można wszystko. My możemy uratować pięknego i radosnego chłopca i jego oczy w kolorze nieba.

Proszę, pomóżmy Antosiowi.

 

Informacje na temat zbiórki, chłopca jak i formy pomocy znajdziecie TUTAJ.

 

Viktoria SKRZYPIEC