Zespół Queen zna chyba każdy – brytyjski zespół rockowy utworzony w 1970 w Londynie przez Briana Maya, Rogera Taylora i Freddiego Mercury’ego, który dziś jest legendą. Dzięki charakterystycznym brzmieniom, oryginalnemu podejściu do muzyki, artystycznej duszy członków zespołu i samej osobowości wokalisty Queen jest jednym z najpopularniejszych zespołów w historii muzyki. I chociażby z tego powodu warto wybrać się do kina na „Bohemian Rhapsody”.

Oczywiście nie to tylko film dla fanów muzyki Queen, czy muzyki w ogóle – to film dla każdego. Film opowiada piękną historię powstawania zespołu, nie ukrywam, że jest to główny motyw filmu, jednak poboczne wątki są tak piękne, że nie można ich przemilczeć. Historia opowiada o walce o własne ja, o to, by żyć w zgodzie ze sobą i odważnie mówić o swoich poglądach, o walce o własne marzenia, nawet wbrew najbliższej sobie osobie. „Bohemian Rhapsody” to piękna opowieść o przyjaźni, takiej prawdziwej o którą należy walczyć do samego końca i o której każdy z nas skrycie marzy. Opowieść o rodzinie, sile wsparcia i sile miłości, o tym jak ważna w naszym życiu jest muzyka, albo po prostu pasja, która potrafi nas podnieść z największego upadku i dać ogień nadziei, gdy niemożliwym wydaje nam się zobaczenie chociażby płomyczka.

Całość jest zrobiona pięknie – genialne kadry, świetny klimat, koncert podczas „Live AID” odwzorowany niemalże identycznie, aktor zagrał wszystko perfekcyjnie. Wiele piosenek nabrało dla mnie całkiem nowego wymiaru i wczoraj cały wieczór słuchałam Queen. Przyznam, że podczas filmu wielokrotnie miałam łzy w oczach, czułam zalewającą mnie falę smutku, miłości, radości, wściekłości. Film zdecydowanie wzbudza emocje. I dla tych emocji warto wybrać się do kina!

Viktoria SKRZYPIEC