30 stycznia 2013rok

 

– Marysia, przepraszam, że dzwonię w ostatniej chwili, ale musisz mi pomóc. Potrzebuję jednej wolontariuszki, bo Krystek zachorował i Jasiek nie ma z kim kwestować na cmentarzu jutro, mogę na Ciebie liczyć? – usłyszałam po południu w słuchawce głos Pana pedagoga – No Marysiu, chyba możesz to dla mnie zrobić.
– No dobrze.. O której i gdzie?
– Cmentarz Komunalny przy bramie głównej o godzinie 16
– Odbierze nas Pan potem?
– Tak, tak jesteście ostatni więc przyjadę po puszki i mogę przy okazji Was podrzucić bo pewnie będziecie nieźle wyziębieni, jutro ponoć ma spaść jeszcze więcej śniegu. W każdym bądź razie, dziękuję Ci Kamila i do jutra!

Wahałam się, naprawdę.. Od tamtego incydentu w szatni w ogóle nie rozmawialiśmy. Tamtego dnia unikałam go w szkole – wszystkie przerwy spędzałam z Klaudią bądź pędziłam do Pani pedagog. A na lekcjach? Pierwszy raz byłam uważna i słuchałam tego co nauczyciel ma do powiedzenia. Byleby nie dać się znów zatracić w własnych myślach i nie pozwolić, by te potworne uczucie znów do mnie wróciło. Potworne, ale jakże… jakże cudowne..

Bałam się więc spotkania z nim, ale pomyślałam, że trzeba stawić czoło temu co się dookoła nas dzieje, a strach? Strach ma tylko wielkie oczy.

W nocy jednak nie mogłam spać, kręciłam się w boku na bok przypominając sobie wszystkie dość dziwne gesty, które Jasiek w ostatnim czasie wykonywał. Jak szeptał mi do ucha, jak dotykał moich pleców, jak martwił się czy mi zimno, jak patrzył mi w oczy, jak nazywał mnie swoją Marysią, jak zdjął mi płaszcz i obejmował mnie w talii, jak się uśmiechał… Jak po prostu był przy mnie, czyli był tam, gdzie być nie powinien.

Bałam się z nim spotkać, ale jednocześnie odliczałam minuty, do tego, aż go zobaczę.

31 stycznia 2013rok

 

Już miałam wychodzić, gdy nagle dostałam esemesiaka – „Czekam na dole.”. Zdziwiłam się, bo nie miałam pojęcia, czy Jasiek wie, że będę z nim kwestować, a na dodatek sam fakt, że zamiast iść prosto na cmentarz (na który ma przecież pięć minut!) pofatygował się pod moją klatkę, czyli stracił jakieś pół godziny. Postanowiłam użyć jednak tego błyszczyka, nie, wcale nie dla Jasia. Po prostu z błyszczykiem na ustach czuję się lepiej. Czuję się seksowniej, odważniej, pewniej siebie. Czuję, że podobam się Jasiowi, a niech to szlag! Zbiegłam po schodach nie chcąc, by marznął, bo było naprawdę zimno.
– Cześć, co Ty taka zdyszana? Nie musiałaś się tak śpieszyć, przecież nigdzie Cie nie ucieknę! – przywitał mnie swoim olśniewającym uśmiechem niebieskooki przystojniak.
– Jasiek, nie dodawaj sobie, nie dodawaj. Myślisz, że śpieszyłam się na spotkanie z Tobą? Uwierz, że jakbym wcześniej wiedziała, że będziesz na mnie czekał to dopiero teraz zaczęłabym się ubierać. Zresztą, nieważne! – zakończyłam temat, który wprawiał mnie w zakłopotanie. Skąd on do jasnej cholery wiedział, że śpieszyłam się jak mogłam?

Szliśmy i normalnie rozmawialiśmy. O muzyce, o najnowszym filmie z Bondem, o ludziach, którzy krytykują Bonda, o matematyczce, która znów dała na kartkówce potwornie trudne zadania i o pani polinistce, która znów zaprosiła nas do siebie na potajemne lekcje matematyki, czego nikt nie rozumie. Śmialiśmy się, że trochę to jak tajne spotkania literackie za czasów, gdy Polska była pod zaborami i podlegało rusyfikacji bądź germanizacji. Uwielbiam z nim rozmawiać i się śmiać. On pewnie nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że zapominam przy nim o całym Bożym świecie, o problemach z Mamą, o kłótniach z bratem, o złych ocenach. Jest tylko on – jego słowa, jego śmiech, jego zapach, jego oczy…

Wybiła 16, a my punktualnie zaczęliśmy swoją dwugodzinną zbiórkę pieniędzy na rzecz Hospicjum Domowego, strasznie lubię angażować się w takie akcje i czuć, że jestem potrzebna. Jasiek robi to tylko dla dodatkowych punktów z zachowania, ale najważniejsze jest to, że jednak w jakiś sposób pomaga… Robiło się powoli ciemnawo, ale ludzi wciąż było sporo, mnożyli się jak mrówki. Ale niestety ich ilość nie przekładała się na ilość wrzucanych pieniędzy..

Widziałam, bo kątem oka cały czas go obserwowałam, jak Jasiek ściąga swoje rękawiczki i swoją ciepłą dłonią łapie mnie za rękę.
– Masz zimne ręce – powiedział, ale wciąż trzymał moją dłoń. Jestem przekonana, że to stanowczo za długo, by sprawdzić czy kogoś ręka jest zimna, z drugiej strony, mógł mnie zwyczajnie spytać czy zimno mi w ręce. Ale nie bo to przecież Jasiu.. – Masz moje rękawiczki – dodał i podał mi je zabierając mi z ręki naklejki, które rozdawaliśmy ludziom.
– Nie Jasiek, mogłam wziąć swoje rękawiczki, ale zapomniałam. Nie będziesz marznął przez moje roztargnienie – pokręciłam głową oddając mu rękawiczki
– Wiesz, gdyby nie fakt, że powodem Twojego roztargnienia jestem ja to pewnie i bym się z Tobą zgodził. Ubieraj te rękawiczki, nie będę patrzeć jak zamarzasz – powiedział i sam ubrał mi te rękawiczki, co prawda trochę niezdarnie, ale… to było naprawdę słodkie. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. To straszne uczucie, naprawdę.. Ja zawsze sobie radzę w rozmowach z ludźmi, ale nie z Jaśkiem. Pokręciłam więc tylko głową i zrobiłam mój uśmiech numer osiem który mówił tylko „Nie wiem co mam Ci powiedzieć, ale śmieszysz mnie.”

Minęły dwie godziny, było mi już zimno, a pan pedagog się nie zjawiał. Śnieg padał jak oszalały, było ciemno i wiał wiatr. Wyszliśmy już za bramę cmentarza i postanowiliśmy wyjść trochę panu pedagogowi na przeciw bo, gdy staliśmy to mieliśmy wrażenie, że zamieniamy się w sopel lodu. Zima w tym roku była cholernie mroźna… Szliśmy więc polną drogą w milczeniu. Nie krępowaliśmy się, bo to nie było złe milczenie. To właśnie podoba mi się w mojej relacji z Jaśkiem – oboje wiemy kiedy nic nie mówić. Moglibyśmy rozmawiać na milion różnych tematów bo nigdy nam ich nie brakuje, ale oboje czuliśmy potrzebę milczenia. Nie czułam się skrępowana, nie było mi głupio, co więcej – było mi bardzo dobrze. Z Jasiek nawet milczenie wydaje mi się atrakcyjną formą spędzania czasu… Jak piszę takie rzeczy to czuję się jak wariatka, jak niedojrzała wariatka, która na dodatek jest opętana.

Nagle dostałam kulką w plecy. Nie, nie będę dłużna więc też schyliłam się, by uformować ze śniegu kulkę, którą potem chciałam idealnie wycelować w głowę Jaśka. Co jednak nie wyszło i to nie dlatego, że nie trafiłam, a dlatego, że nie dane było mi nawet rzucić. Gdy tak kucałam by zebrać śnieg, Jasiek popchnął mnie i wpadłam w zaspę śnieżną. Była ona dość spora ponieważ całkiem niedawno odnieżarka przejeżdżała tą polną drogą i cały śnieg z ulicy zgarniała na pobocze. W jednej chwili na całym moim ciele poczułam dreszcze i byłam wściekła na Jaśka. Dobrze wiedział, że jest mi strasznie zimno, a co zrobił? Wepchnął mnie w wielką zaspę!
– Kurwa Jasiek, popierdoliło Cię? Ja wiem, że jesteś facetem co oznacza, że zawsze będziesz zachowywał się jak szczeniak, ale myślałam, że choć czasem potrafisz myśleć! Śmieszy Cię to? Nienawidzę Cię! Mam śnieg wszędzie: za koszulką, we włosach, na twarzy, w butach! Jasiek, kurwa! – chciałam wstać, ale śniegu było tak dużo, że nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Byłam wściekła, zmęczona, zmarznięta i chciało mi się płakać. Jasiek stał przede mną i wyciągnął do mnie rękę – Nie chce Twojej pomocy, spierdalaj! – krzyknęłam i czułam, że moje oczy zapełniają się łzami. Zdjęłam te cholerne rękawiczki, które mi dał i wrzuciłam do śniegu. Niech się nimi wypcha, nienawidzę go ani tych jego rękawiczek! Jasiek podszedł blisko mnie, ale zamiast mi jednak pomóc to co zrobił? Schylił się i zaczął wyciągać ze śniegu rękawiczki. Tego już było za wiele. Nie wiem gdzie znalazłam w sobie tyle siły, ale wywróciłam go do śniegu. Nie spodziewał się tego, zresztą ja też. Usiadłam mu na brzuchu i zaczęłąm smarować śniegiem twarz, a jak zobaczyłam, że on bezczelnie się śmieję to miałam ochotę mu w tą twarz jeszcze przywalić. Wzięłam garść śniegu w obie ręcę i wsadziłam mu je pod kurtkę rozmarowując mu go po nagim torsie. Jasiek wcale nie pozostawał mi dłużny bo gdy otrząsnął się z pierwszego szoku to z łatwością przeniósł się nade mnie. Teraz to ja leżałam plecami na zimnym śniegu, a on opierał się rękami nade mną. Gdy zobaczyłam, że bierze do ręki śnieg i zbliża się w kierunku mojej szyji chciałam zaprotestować, wyrwać się, ale on był silniejszy. Poczułam cholerne zimno na szyji i na plecach.
– Jasiek, teraz przesadziłeś. Puść mnie i kurwa zostaw mnie w spokoju! Jasiek, słyszysz mnie? Jasiek, zimno mi, proszę Cię, zostaw mnie. ZOSTAW MNIE! – krzyknęłam i zaczęłam płakać. Nie mam pojęcia dlaczego tak nagle wybuchnęłam płaczem. Mój płacz przepełniony był żalem, smutkiem, bezradnością, zmęczeniem, ale i złością. Gorące łzy spływały mi po policzkach, piekły mnie ponieważ moja twarz była czerwona z zimna.
– Marysia… przepraszam… Nie płacz.. – powiedział zdezorientowany Jasiek, który chyba naprawdę przestraszył się moich łez. Lodowatą dłonią próbował powstrzymać potok łez ścierając mi je z policzków.
– NIE DOTYKAJ MNIE, SŁYSZYSZ? NIE DOTYKAJ MNIE! – krzyknęłam i szarpnęłam się mocniej. Ale zbyt mocno przywierał do mnie swoim ciałem, bym mogła się oswobodzić. Miałam wrażenie, że zaraz eksploduję ze złości. Obiecałam sobie, że już nigdy, ale to nigdy się do niego nie odezwę. A on? Przybliżył swoją twarz do mojej, był bardzo blisko, patrzył mi w oczy, które zaszkolne były od łez. Pocałował mnie. Jasiek mnie pocałował. Wrzeszczę na niego, wyzywam go, a on mnie całuje. Całuje mnie w momencie, gdy czuję się okropnie źle, w momencie w którym nienawidzę i pragnę go jednocześnie. Pocałował mnie delikatnie badając moją reakcje, a widząc, że nie protestuję ponowanie przywarł do moich ust. Po chwili jego gorące usta pocałowały też mój policzek. Przechwytuję jego wzrok, patrzy na mnie i zamiera. Mijają sekundy, żadne z nas nie wykonuje nawet ruchu. Widzę zdumienie w jego oczach. Wyciągam dłoń i dotykam jego twarzy, przymyka oczy i rozchyla usta. Wplata palce w moje włosy i pochylając się smakuje moich ust. Spływa na mnie poczucie ulgi i szczęścia. Całuje ostrożnie, po chwili przysysa się do moich warg, jak spragniony wody wędrowiec. Jestem podniecona. Podniecenie rozpływa się, budząc moje uśpiona od tak dawna ciało. Dotyka mojego ciała przez ubranie, a doznania się tak intensywnę, że czuję jego męskość w spodniach.
– Przepraszam, naprawdę Cię przepraszam… Gdybym mógł scałować z Ciebie wszystkie Twoje łzy, by zabrać Twój smutek zrobiłbym to bez wahania – szepnął mi do ucha i znów pocałował mnie w usta. Nie wiedziałam co myśleć, co robić, co powiedzieć. Przestałam chyba myśleć. Zamknęłam oczy i oddałam się pocałunkom Jasia. Nagle cała złość, nienawiść i smutek zniknęły. Jego pocałunki naprawdę potrafiły zdziałać cuda. Gdy oderwał swoje usta od moich usłyszałam swój przyśpieszony oddech, a na swojej klatce piersiowej czułam bicie jego serca. Biło tak samo szybko jak moje, zdecydowanie zbyt szybko. Patrzył mi w oczy, głaskał moje włosy, a drugą dłonią strzepywał pozostałości po śniegu z mojej kurtki, szyji i twarzy. Pomógł mi wstać.

Staliśmy koło siebie. Oboje oszołomieni tym co przed chwilą się między nami wydarzyło. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że teraz wszystko poszło o krok dalej, a może właśnie o ten krok za daleko. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc nie mówiłam nic. Miałam wrażenie, że Jasiek myślał w podobny sposób. Nie rozmawialiśmy, nie czekaliśmy na pana pedagoga, nie patrzyliścmy na siebie, po prostu szliśmy w stronę domu. Jasiek podał mi swoje rękawiczki, a ja znów miałam je na swoich dłoniach.

Tym razem szliśmy bardzo blisko siebie, cały czas było słychać szelest naszych kurtek, które się o siebie ocierały. Ja i Jasiek w tą piękną noc, gdzie księżyc uśmiecha się do nas swoją pełnią.

 

 

~~~~*~~~~*~~~~*~~~~*~~~~

Jesteście ciekawi jakie sekrety, historie i życiowe problemy znajdą się w następnych kartkach pamiętnika Marysi? Już niedługa kolejna odsłona!