21 styczeń 2013rok

Dziś zamiast lekcji poszliśmy na wykład, byłam święcie przekonana, że chodzi o prawa fizyki, ewentualnie filozofie z epoki oświecenia, bo gdybym wiedziała o czym ta kobieta będzie mówić, słowo daję – nie poszłabym.

„Bardzo obawiamy się samotności, ale z drugiej strony uciekamy przed ludźmi, zamykamy się w swoim świecie odcinając się od rzeczywistości. Nikogo nie wpuszczamy do swojego świata, a gdy ktoś wchodzi drzwiami to po chwili wyrzucamy go oknem. Ale pozbywamy się intruza szybko – bo jeszcze się przywiążemy! I będzie bolało, a jak! Więc, gdy ktoś próbuje się do nas zbliżyć my instynktownie odwracamy się do tej osoby plecami i idziemy w swoją stronę. W stronę samotności, którą po chwili przeklinamy.”

Zamykam oczy ze wściekłości i staram się nie słuchać, próbuję się wyłączyć, bo nie wypada na sali pełnej ludzi zatkać sobie uszu. Oddycham głęboko żałując, że siedzę gdzieś na środku tego wielkiego tłumu nie mogę tak po prostu wstać i wyjść. Nie chodzi o to, że pani psycholog nie ma racji, otóż właśnie ma rację i to mnie najbardziej boli. Zaczynam wsłuchiwać się w odgłosy, który dochodziły zza okna, zatraciłam się w świerkaniu ptaków, pędzących samochodach, stukotach kropli deszczu i krzyczach rozbawionych dzieciach, które pewnie bawią się w najlepsze skacząc po kałużach.

„Boimy się. Czego? Myślę, że zaangażowania, prawdziwej więzi, która być może kiedyś się zerwie, a co za tym idzie – będziemy cierpieć. Boimy się więc cierpienia, porzucenia, odtrącenia, zranienia, odrzucenia. Miłości i samotności. Uczucia i pustki. Radości i smutku. Czy wy też to widzicie, te wszystkie sprzeczności? My boimy się prawie wszystkiego! Chcemy kochać, ale się tej miłości boimy. Jesteśmy bezradni.”

A ona dalej mówi, ona dalej mówi! Utożsamiam się z każdym jej słowem, odnajduję swoje lęki i zachowania, ale co mi po tym? Codziennie robię wszystko, by o tym nie myśleć, uciekam od tego tematu i zajmuje myślami czymś innym, a teraz co? Trafiłam na wykład, który trwa już od godziny i nie potrafię od tego uciec. Muszę stanąć oko w oko z tym przed czym uciekam od miesięcy, cholera jasna! Siedzę więc i uważnie słucham, albo sprawiam wrażenie jakbym uważnie słuchała bo myślami jestem zupełnie gdzie indziej.

Nagle wykład pani profesor został przerwany ponieważ nie zważając na poważną tematykę, na powagę tego przedsięwzięcia (na którym byli i przedstawiciele miasta i telewizja i pół tysiąca ludzi…) ktoś nagle zaczął śpiewać „Bo fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić się na całego!”. Jasiek, a któżby inny? Mimowolnie uśmiechnęłam się i zaczęłam kręcić głową.

 
22 styczeń 2013rok

Na lekcji religii rozmawiałam z Natalią o sukience, którą sobie wczoraj kupiłam ponieważ w niedziele wybieram się na chrzciny.

– Muszę iść do spowiedzi, kompletnie o tym zapomniałam! Tylko z czego ja mam się w ogóle spowiadać?
I jak zawsze nagle nie wiadomo skąd obok naszej ławki pojawia się Jasiek. Oddycham głęboko, by dać upust swoim emocją i przywrócić jakąkolwiek równowagę. Muszę wyglądać i zachowywać się całkiem normalnie, co w takim sytuacji naprawdę nie jest sprawą łatwą.
– Z tego, że jesteś wrednym pasztetem! – odezwał się Jasiek
– Wiesz Jasiu, żaden ksiądz mi nie wybacza tego, że jestem pasztetem – powiedziałam sarkastycznie z wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy.
– Ale to nie on tylko Bóg ma Ci wybaczyć – jak zwykle on i ta jego gotowa odpowiedź na wszystko. Jak on to robi?
– Przecież to nawet nie moja wina i nawet tego nie żałuję, dla wrednych ludzi jestem po prostu wredna – i mój piękny uśmiech numer sześćdziesiąc osiem mówiący „Wiesz co? Żałosny jesteś!”
– No tak, Bóg sam skopał sprawę, to teraz nawet się nie przyzna, a i nie wybaczy. – powiedział, zaśmiał się i po prostu wrócił do swojej ławki.

Po co on w ogóle podchodził? Po co się odzywał, skoro nikt nie pytał go o zdanie? Czemu nie poszedł irytować kogoś innego? Nawet nie potrafię się na niego złościć dłużej niż pięć minut. On tak pięknie pachnie…

 
23 styczeń 2013rok

Liczyłam na to, że dziś, w sobote, w końcu się wyśpię bo ciężkim szkolnym tygodniu. Zarwane noce, zakuwanie do czwartej nad ranem, godziny spędzone nad książkami i ten steres, przed każdym sprawdzianem czy jestem wystarczająco nauczona, by napisać go na dobrą ocenę.. To wszystko naprawdę mnie męczy. Dlatego z utęsknieniem czekam na każdą sobotę, śpię wtedy do południa.

Ale nie dziś. Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Zaspana, jeszcze w pół śnie próbowałam wygrzebać z pod poduszki mój telefon. W między czasie planowałam plan zbrodni doskonałej – zabiję i doszętnie spalę zwłoki osobnika, który odważył się zadzwonić do mnie po szóstej.

Patrzę na wyświetlacz, ale moje zaspane oczy widzą tylko rozmazane literki, odbieram. „Cześć, wredny pasztecie, mam nadzieję, że Cię obudziłem, ile można spać, wstawaj!” – i ten znajomy śmiech, który od parunastu miesięcy odbija się echem w mojej głowie. Jasiek.

Plan idealnego zabójstwa poszedł w niepamięć.

 

 

                                            ~~~~*~~~~*~~~~*~~~~*~~~~

Jesteście ciekawi jakie sekrety, historie i życiowe problemy znajdą się w następnych kartkach pamiętnika Marysi? Już niedługa kolejna odsłona!