Nie jestem konsultantką firmy Oriflame, nie dostałam od tej firmy żadnych kosmetyków ani nie zapłacili mi ani grosza za to, bym coś o nich napisała, także wszystkie poniższe opinie wynikają tylko z mojej oceny, którą postanowiłam się z Wami podzielić. Szukając kosmetyków często sugeruje się opiniami internautów, choć oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma to jak przetestować kosmetyk na własnej skórze, by znaleźć ten najbardziej właściwy. Od pół roku co jakiś czas zamawiam sobie kosmetyki z najnowszych katalogów Oriflame, często są to rzeczy, które chce sprawdzić, ale zdarzają się perełki, które wpisały się w listę moich ulubionych kosmetyków.

Obraz 496

Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem, którą stosuję się aby dodać blasku włosom i je wygładzić. Muszę przyznać, że nie chciało mi się bawić w całe to odżywanie włosów na gorąco, ponieważ produkt trzeba podgrzać, ale w przypływie nadmiaru wolnego czasu postanowiłam w końcu to zrobić. Zużyłam parę odżywek i jestem zachwycona. Oczywiście, efekt nie utrzymuje się miesiącami, ale przez parę dni moje włosy nie przypominają siana, nie puszą się na wszystkie strony, a naprawdę są miękkie i gładkie. Teraz z mniejszymi wyrzutami sumienia używam prostownicy bo wiem, że olejek doprowadzi je do względnego porządku. Tubka jest dość mała, ale na średnią długość moich włosów wystarcza spokojnie na dwa użycia.

Obraz 497

Podkład kryjący z młodzieńczej serii Very Me (Smoothie Foundation, Porcelain) wywołał mieszane uczucia. Niby fajnie, ale niby nie do końca, a może wcale nie fajnie? Wzbogacony ekstraktem z owoców leśnych i jogurtem, a więc pachnie fajnie, ale czy to wystarczający powód, by sięgnąć po podkład, który nie ma być perfumem dla twarzy, a kosmetykiem kryjącym niedoskonałości? Kryć nie bardzo kryje, ewentualnie lekkie zaczerwinienia, ale bardziej przypominam krem BB niż podkład. Plusem jest to, że w miejscach idealnie gładkiej skóry świetnie wyrównuje koloryt skóry i nadaje jej zdrowy blask, ale nie jest to podkład kryjący niedoskonałości. Dodatkowym minusem jest fakt, że produkt skierowany do cery tłustej jeszcze bardziej ją nastłuszcza i po krótkim czasie twarz się świeci. Po prostu bomba.

Obraz 488
Obraz 489Obraz 490

 

 

 

Było dobrze, było źle, a więc teraz zostaniemy przy kosmetykach, które zrobiły na mnie dobre wrażenie. Trzy kosmetyki z serii „Nuture Secrets”, których zapach podbił moje serce na zawsze. Wyobraźcie sobie krzaki świeżych malin, które są najsłodszymi owocami świata i obok krzak mięty, który pachnie intensywnie, jeśli to połączymy i zamknięmy w buteleczce to dostaniemy bajeczny zapach. Myjąc się  złuszczającym żelem pod prysznic z energetyzującą miętą i maliną to nie mamy ochoty wyjść z wanny, a po kąpieli przez długi czas czujemy zapach kosmetyku. Ponadto żel ma drobinki peelingujące, więc dodatkowo pielęgnuje skórę złuszczając martwy naskórek. Skóra jest gładka i pachnąca, a smuci tylko cena – za 250ml trzeba zapłacić 17 złotych… Bogu dzięki w promocji kupiłam zestaw trzech kosmetyków za 14 złotych, a gdyby nie ta promocja to nigdy nie miałabym szansy poczuć tego magicznego zapachu. Żel polecam znacznie bardziej niż dezodorant. Orzeźwiający produkt w kulce nie pozostawia śladów na ubraniu, pięknie pachnie, zapach utrzymuje się długo, chronić chroni dostatecznie, ale ma coś czego nie lubię – po użyciu długo się wchłania i pozostawia uczucie „klejącej się pachy”. Został jeszcze krem do rąk – zapach oczywiście wciąż nieziemski, ręce są bardzo gładkie przez długi czas i jeśli chodzi o skuteczność to nic nie mogę zarzucić. Małym minusem znów jest czas wchłaniania się, ponieważ krem przez dłuższy czas pozostawia specyficzną warstwę na skórze dłoni, a ja lubię jak wszystko szybko i już.

Obraz 500

Korektor kryjący niedoskonałości jest naprawdę świetny. Zacytuję słowa producenta, ponieważ podpisuję się pod nimi rękami i nogami – ‚Wygodny w użyciu korektor 2-w-1 kryje niedoskonałości i zapobiega ich powstawaniu. Formuła z dodatkiem antybakteryjnego olejku eterycznego z drzewa herbacianego. Zielona strona niweluje wypryski, a beżowa maskuje je i rozjaśnia zaczerwienienia.” Ale polujcie na promocje, bo 25 złotych to lekka przesada.
Obraz 526

Miodzik do ust genialny – pachnie prawdziwym, naturalnym miodem, nawilża usta, smakuje przesłodko, opakowanie jest urocze i żałuję tylko, że nie ma tego produktu w sztyfcie, ponieważ byłoby znacznie wygodniej i higieniczniej. Uwaga, produkt uzależnia i człowiek po czasie zaczyna czuć się dziwnie bez miodziku na ustach.

Obraz 506
Jak jesteśmy przy ustach to wspomnę o trzech pomadkach, które postanowiłam zakupić. Balsam do ust BB wygląda ślicznie, proste opakowanie zachwyciło mnie bez dwóch zdań, ale i jego działanie jest niczego sobie – rozświetla usta pięknymi drobinkami, nadaje im delikatny odcień różu, nawilża, koi, a usta wyglądają niezwykle naturalnie. Pure Colour Lipstick to jedna z tańszych pomadek, które oferuje Oriflame, ale uważam, że naprawdę sprawdza się świetnie. Kolor wygląda ładnie, nakłada się ją przyjemnie, nie pozostawia dziwnych śladów, ale nie trzyma się tak długo jakbym tego chciała. Minusem jest również zakończenie pomadki, które trochę utrudnia używanie i samo opakowanie, które jest delikatne i tak kruchę, że wiem, że przy pierwszym upadku się połamie. Czuję to. I moja ulubiona – Very Me Lip Addict, która trzyma się bardzo długo, a po całym dniu usta wciąż moją intensywniejszy kolor niż normalnie. Kolor jest śliczny, wygląda na ustach bajecznie, a ponadto jest bardzo intensywny, więc nałożenie delikatnej warstwy zupełnie wystarcza. Usta są nawilżone i wygłądają świetnie, polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Obraz 485

I trzy wody toaletowe, które były w promocji, więc skusiłam się na trzy zapachy. Dwa pachną pięknie, a jeden tak nie przypadł mi do gustu, że musiałam podarować go siostrze, której nawet przypadł do gustu. Cena regularna to 38 złotych, ale gdy traficie na promocję to kupicie i za 9 złotych! Są trzy zapachy – ten o bursztynowym kolorze (Fire) pachnie właśnie bursztynem, goźdzkiem, drzewem i korzenną nutą, dla mnie zbyt intensywny i specyficzny. Air pachnie czarną porzeczką i konwalią – magia, a Ice to orzeźwiająca mieszkanka frezji, melonu, mandarynki i białej róży. Pachną pięknie, są delikatne, subtelne, kobiecę i trzymają się dość długo na skórze jak i na ubraniach. Polecam szczerze, bo za cenę promocyjną warto bez dwóch zdań.

Muszę jeszcze wspomnieć o produkcie, który podbił serce moje i mojej Mamy, ale którego zdjęcia niestety nie mam, ponieważ zużyta tubka wylądowała w koszu. Krem do stóp „Feet Up Advanced Cracked Heel Repair Foot Cream”, który jako jedyny krem do stóp idealnie sprawdził się na wymagające naprawy stopy i pękające pięty. Najważniejszym jego składnikiem jest urea, czyli mocznik, który złuszcza, wygładza, zatrzymuje wodę, a więc intensywnie nawilża. Nie mogli wymyśleć lepszego kremu, słowo daję! Rewalacyjny, polecam z ręką na sercu i zapewne kupowałabym go co miesiąc, gdyby nie fakt, że tubka 75ml w promocji kosztuje 12 złotych, a promocje zdarzają się dość rzadko. Nie polecam za to toniku do twarzy do twarzy z serii Pure Skin, który skierowany jest do młodej cery z problemami. Jasne, zmatować naszą cere zmatuje, ale tylko dlatego, że zawiera alkohol. Trądzikowa skóra nie powinna mieć nic wspólnego z alkoholem, który nie tylko podrażnia, szczypie, ale i wysusza skórę, która wydziela jeszcze więcej sebum i koło się zamyka. Alkohol czuć już po otwarciu, skóra po nim jest wysuszona, szorstka i jej stan znacznie się pogarsza. Nie polecam.

Każdy z nas od kosmetyków oczekuje czegoś innego i zwraca uwagę na różne rzeczy, a co najważniejsze – każda skóra jest inna, dlatego jeśli coś nas zainteresuje to warto przekonać się samemu, czy warto kupić produkt po raz drugi, czy raczej poszukać gdzieś indziej. Firma Oriflame ma kosmetyki, które uwielbiam, ale ma również produkty, które nie mam pojęcia czemu znalazły się w ich katalogu. No i kupowanie w Oriflame to jak dla mnie czyhanie na promocje!

Viktoria Skrzypiec