Kolejny liść upada niewidocznie na ziemię, delikatnie kołysząc się pośród fal powietrza pod bezchmurnym, czyściutkim jak czysta łza najczystszej człowieczej duszy niebie. Upada, upada, aż wreszcie kresu swej dochodzi wędrówki, gdy przydeptuję go z werwą człowieka, chandrą ogarniętego. Chandrą jesieni, wszechmocnej, potężnej i absolutnej. Ocieram kolejną łzę zza lica wylatującą w dalekie kierunki, a wiatr najmocniejszej z pór roku unosi ją w nieznane mi dotąd lądy i wiem – że cząstka mnie, słaby atom mojej obecności, zawita w dali wszelkie stworzenie. I dalej…

          I dalej idę, nadciągam. Oto ja – w jesieni człowiek. Opatulony szalem liści zwiędłych, dochodzących kresu swojego nie wieczystego żywota. Spojrzenie me złowrogie, napastliwe wręcz daje ludziom wrażenie, żem jest jednorodnym synem tej pory roku, która – żyjąc – zasmuca, niszczy, dołuje, gniecie, rzuca wszelką wartość człowieka w powszechny śmietnik zadumy…

           Panuje środek jesieni. A jesteśmy już po wielu jej humorkach. Najmniej szczęśliwa okazała nam arsenał jesieni, obsypując nas zapasem śniegu z wielu zeszłorocznych świąt. Najbardziej radosna spośród istoty jej trwania dała nam okazję, b y – przykrytym będąc tylko cieplutkim kocykiem bluzy – kontemplować nad opadającymi liśćmi. Jesień – pora romantyków i wszech obecnego romantyzmu. Czyż nie ta pora właśnie kojarzy nam się z Werterem? Czyż nie przypomina nam wszystkich tych, którzy – dla istoty swojego życia – poświęcili swą egzystencję?

          Jesień – pora idiotycznych marud. To przecież tu zaczynają się doły egzystencjalne niewyżytych w łożach nastolatek, które mężczyzn nie opatulonych w majtki nie widziały na własne oczy. To przecież tu kończą się niespożyte fantazje chłopców, chętnych niewidocznym niemal biustom dziewcząt, które nie zasmakowały jeszcze komunijnej hostii. Jesień – ależ Tyś jest kretyńskim czasem…

         I idę tak – przydeptawszy kolejny liść topoli – myśląc nad tym, czy jesień – faktycznie jest istotnym czasem w naszym życiu? I nagle kropla na mój czerep upada… „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…” …

Artur Żołądź