Pochodząca z Raciborza, młoda, piękna, niezwykle uzdolniona, a do tego będąca wulkanem niekończącej się energii i pozytywnych wibracji – Magdalena Wydriński. Pedagog, trener wokalny, kompozytor, autor tekstów, wokalistka, członek stowarzyszenia Power of Soul oraz współorganizatorka wielu ogólnopolskich festiwali muzycznych. Każda możliwość posłuchania jej na żywo to prawdziwy zaszczyt i uczucie niezwykle trudne do opisania – przekonajcie się sami i gwarantuję, że nigdy nie zaśpiewa piosenki nawet dwa razy tak samo.

 

Jak to się stało, że w Twoim życiu pojawiła się muzyka z myślą „Hej, może jestem w tym dobra!”?
Magdalena WydrińskiStandardowo powiem, że dźwięki otaczały mnie od dzieciństwa (śmiech). Pierwszy ważny krok na scenie, postawiłam będąc w przedszkolu. Lekcje śpiewu rozpoczęłam mając 13 lat. Wcześniej uczęszczałam na dodatkowe zajęcia pozalekcyjne z muzyki, które były odskocznią od rutyny małego miasta, w którym nic się nie dzieje, a jako młoda dziewczyna szukałam sposobu na wyrażenia siebie.

Już wtedy myśląc o swojej przyszłości myślałaś o muzyce?
Nie wiązałam ze sztuką zawodowej przyszłości, aż do klasy maturalnej – kiedy pomyślałam, że wokalistyka oraz pisanie piosenek to jedyne co naprawdę potrafię robić. W sytuacji gdy powiedziałam A, trzeba było powiedzieć B. Postanowiłam zaryzykować, zdałam egzaminy wstępne do Szkoły Muzyki Rozrywkowej II st. – klasa wokalistyki estradowej, zaczęłam współpracować z chórem gospel, a potem rozkręcać jeden projekt za drugim. Dzięki temu dziś jestem człowiekiem zapracowanym, ale w pełni spełnionym zawodowo. To co tworzę i co powstaje na moich oczach jest bezcennym darem. Myślę, że wszystko do czego dążyłam, osiągnęłam dzięki determinacji i wierze we własne możliwości oraz wsparciu rodziców, za co bardzo im dziękuję.

Widocznie od urodzenia byłaś do tego stworzona!
Zawsze czułam, że mam duszę artysty, jestem bardziej wrażliwa niż moi rówieśnicy. Sztuka, rozwój kulturalny i artystyczny były ważne, jednakże nie na tyle żeby wiązać z tym przyszłość. Jak wcześniej wspomniałam, dopiero w ostatniej klasie szkoły średniej dotarło do mnie – tak, to jest to. Wcześniej jak każdy miałam wiele różnych pomysłów, wszystkie bardzo społeczne, rozwijające moje człowieczeństwo, empatię oraz otwartość na świat, życie i tak też zostało, jednakże w kierunku twórczym.

Wspomniałaś, że uczęszczałaś na lekcje śpiewu. Czy uważasz, że są potrzebne, czy jednak można się wszystkiego nauczyć będą samoukiem?
Tak, uczęszczałam na lekcje zarówno w domach kultury, szkole muzycznej jak i prywatnie. Na dzień dzisiejszy bardzo pomogło mi to w wykonywaniu pracy zawodowego muzyka. Oczywistym jest, że bez wkładu własnego, determinacji – nic się nie osiągnie. Talent można mieć, ale żeby stał się diamentem trzeba ćwiczyć. Osobiście jestem za podjęciem wyzwania i nauki pod czujnym okiem trenera wokalnego. Ucząc śpiewu, doświadczam jak cenne mogą być wskazówki, dawane uczniom bezpośrednio. Pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie wyłapać tak jak ucho, świadomość artystyczna osoby zawodowo związanej z tą dziedziną sztuki. Zazwyczaj drobne błędy stają się kamieniem milowym do pokonania, jednak gdy nauczyciel pokaże jak obejść pewne kwestie, zrobić coś inaczej, chętnie dzieli się wiedzą, doświadczeniem oraz umiejętnościami to wszystko staje się prostsze. Wokal zazwyczaj porównuję do jazdy samochodem – trzeba wykonywać wiele czynności na raz, jednocześnie – będąc w pełni skupionym na tym co robimy. Jeżeli wiążemy z tym przyszłość zawodową to trzeba to wyzwanie podejmować codziennie od nowa.

Czytając co piszesz odnoszę wrażenie, że jesteś naprawdę świetnym nauczycielem wokalnym – skąd pomysł, by uczyć innych?
Dziękuję, to miłe co mówisz. Chyba najlepiej byłoby zapytać uczniów jakim jestem trenerem – aczkolwiek, na moich oczach robią postępy, realizują pasje, uczą się samozaparcia oraz z zajęć na zajęcia wracają z uśmiechem, to mówi samo za siebie. Przygoda z nauczaniem zaczęła się spontanicznie. Nie planowałam pracy jako pedagog. Przez długi czas wydawało mi się, że nie jestem do tego stworzona, nie nadaję się do przekazywania swojej wiedzy i nabytego doświadczenia. Jednak życie zweryfikowało ten opór. Podjęłam pracę w prywatnym studium muzycznym, jednocześnie dostając szansę nabywania doświadczenia w zawodzie coacha. Po czasie, dotarło do mnie że potrafię, spełniam się w roli nauczyciela, a wracając na lekcje odczuwam satysfakcję. Kolejne wyzwania jakie podejmowałam to warsztaty, prelekcje, a na dzień dzisiejszy prowadzę obozy artystyczne, jestem wykładowcą w dwóch szkołach muzycznych.

Co jest najtrudniejsze w byciu nauczycielem? Masz niewielki staż, dlatego zastanawiam się, czy są rzeczy, które na dzień dzisiejszy sprawiają Ci kłopot.
Zdecydowanie tak (śmiech)! W zawodzie muzyka, niewskazana jest perfekcja, znajomość wszystkiego. Chodzi o kreatywność, poszukiwanie innych rozwiązań, umiejętność radzenia w sytuacjach stresowych, nieprzewidzianych… Nie jestem w stanie wymienić konkretnych przykładów lecz wiem, że borykam się z tego typu wyzwaniami codziennie.

Jest jakaś rada, którą mogłabyś się podzielić, a którą najczęściej przekazujesz swoim uczniom?
Jednej żelaznej nie ma, choć „złotym środkiem” będącym kluczem do pokonywania barier jest szczerość i zaufanie – takie jakie daje nam muzyka. Uważam, że XXI wiek zmusza nas do koloryzowania, przybierania masek, udawania. Zbyt wiele jest kłamstwa, bezmyślnego dążenia do perfekcji, ulegania sugestiom. Człowiek jest istotą rozumną i powinien sam móc o sobie stanowić. Najlepsze co w tym wypadku można zrobić, to być autentycznym.

Jestem pewna, że nie zajmujesz się tylko tym, ponieważ jesteś jedną z najbardziej zapracowanych osób, które znam!
Rzeczywiście, nie jest to jedyne moje zajęcie. Współorganizuję festiwale o zasięgu ogólnopolskim oraz międzynarodowe warsztaty muzyczne, jestem również przedstawicielem stowarzyszenia „Power of Soul”. Tego typu zadania, wiążą się z ciągłym wyznaczaniem kolejnych trendów, rozwijaniem danych imprez w taki sposób, by uatrakcyjniać i podwyższać ich rangę. W dużym skrócie prowadzę biuro, w którym poza podstawowymi wytycznymi – piszę projekty, tworzę grafiki, zajmuję się fotografią (amatorsko) dzięki czemu mogę uwieczniać owe wydarzenia, gdy potrzeba jestem sekretarzem, wolontariuszem – zostając przy tym sobą. Kobieta przedsiębiorcza, kobieta wielozadaniowa (śmiech).

Mam ogromną nadzieję, że pracujesz także nad własnym materiałem muzycznym!
Zdecydowanie, teraz to sprawa priorytetowa. Biorę udział w kilku projektach muzycznych lecz płyta z autorskim materiałem to spełnienie marzeń. Jeszcze w tym roku ukaże się singiel promujący album, nad którym intensywne prace studyjne trwają. Wraz z ekipą techniczną oraz muzykami działamy by „dopieścić” nagrania. Na razie więcej nie zdradzam – aczkolwiek mam nadzieję, że spotkamy się ponownie i wtedy zdradzę więcej szczegółów mojego nadchodzącego debiutu fonograficznego.

 

Viktoria SKRZYPIEC