Młoda, piękna, niezwykle silna kobieta, od której bije tak pozytywna energia, taki blask wiary w lepsze jutro i własne możliwości, że oślepia nim każdego. Miałam ogromną przyjemność porozmawiać z Julią Dudzik, która dzięki własnej determinacji zawalczyła o swoją wymarzoną sylwetkę i zdrowszą duszę zmieniając nie tylko swój wygląd, stan zdrowia, nawyki żywieniowe, ale i sposób myślenia.

 

Co Cię skłoniło do tego, aby ćwiczyć z Ewą Chodakowską?
Julia Dudzik – O Ewie usłyszałam chyba przypadkowo, było to osiem lat temu! W wakacje szukałam jakiejś aktywności dla siebie, która sprawiałaby mi przyjemność. Wcześniej próbowałam biegać, chodzić na basen, ale zawsze zniechęcałam się po paru tygodniach, po prostu jakoś mnie to nie kręciło. Pewnego dnia przypadkowo trafiłam na YouTube na Kilera i i Turbo spalanie Ewki. Już gdzieś słyszałam o niej i byłam ciekawa jak sobie poradzę… No i spróbowałam. Pamiętam, że nie miałam nawet odpowiednich butów i maty – po prostu włączyłam trening i zaczęłam ćwiczyć ! No i padłam po 5 minutach stwierdzając, że to chyba nie dla mnie! Byłam wściekła na Ewkę i złościłam się na siebie, że nie potrafię wykonać tych ćwiczeń.

Ale nie zrezygnowałaś!
Wtedy dałam sobie czas i wracałam do programu co parę dni – stopniowo zwiększałam trening o parę minut. Chyba cały trening wykonałam po paru miesiącach i dopiero wtedy poczułam te endorfiny unoszące się w powietrzu. Wtedy jeszcze nie ćwiczyłam regularnie, ale była to dla mnie jedyna aktywność która dodawała mi tyle energii, no i nie musiałam wychodzić z domu, żeby ćwiczyć! Wcześniej korzystałam tet z siłowni, ale powiem szczerze, że nigdy nie chodziłam na nią dłużej niż trzy miesiące, bieżnia czy ćwiczenia z ciężarkami to chyba nie jest aktywność dla mnie.

Ćwiczenie z filmikami z YouTube ma naprawdę wiele zalet, jeśli ktoś potrafi się zmobilizować
Dokładnie. U Ewy świetne było to, że nie musiałam wychodzić z domu, płacić za karnet i wystarczyło tylko włączyć program. Później pojawiły się płyty Ewki i jeszcze bardziej miałam ochotę ćwiczyć, podobała mi się różnorodność ćwiczeń, co chwile coś nowego, zero nudy i szybkie tempo, to coś dla mnie! Kupiłam parę płyt i mieszałam programy, nigdy mi się nie nudziło. Od razu poprawiał mi się humor, cała błyszczałam i czułam się świetnie! Człowiek jakby wyrzuca z siebie wszystkie negatywne emocje, które nazbierały się po całym ciężkim dniu i nic innego tak nie poprawiało mi samopoczucia, co było skutkiem, którego się nie spodziewałam.

Postanowiłaś ćwiczyć bo uważałaś, że warto zrzucić parę kilogramów czy chciałaś po prostu się poruszać?
Tak, na samym początku moim celem było głównie zrzucenie kilogramów, ponieważ jako mała dziewczynka często stykałam się z tak zwanym hejtem. Często byłam obrażana przez rówieśników, wyśmiewana przez najbliższe otoczenie i bardzo negatywnie wpłynęło to na moją psychikę. Łatwiej było obrażać mnie niż wyciągnąć pomocną dłoń, czy porozmawiać, przez to trochę zamknęłam się w sobie i na sile starałam się zrzucić dodatkowe kilogramy. Często stosowałam restrykcyjne diety, głodówki które zawsze kończyły się efektem jojo. W pewnym momencie stwierdzałam, że muszę zacząć od akceptacji siebie, takiej jaka jestem! Zrozumiałam z czasem, ze nie warto słuchać się ludzi, którzy wygadują bez skrupułów okropne rzeczy na temat drugiej osoby, bo każda z nas jest cudowna, wyjątkowa i ma w sobie na pewno wiele cech, z których powinna być dumna.

Od czego zacząć? To pytanie chyba najczęściej zadawane pod zdjęciami wszystkich metamorfoz.
Po dostaniu tylu wiadomości, komentarzy z pytaniami od czego zacząć, to zawsze odpowiadam- „Zacznij od pokochania siebie”! I na pewno będzie Ci lżej! Musimy się wspierać i uświadamiać, że hejtowanie ludzi za to, że maja parę kg więcej, czy wyglądają trochę inaczej od kanonów tworzonych przez media, może mieć ogromny wpływ na późniejsze życie wyśmiewanej osoby! Myślę tutaj głownie o dzieciach i nastolatkach, które dojrzewają, potrzebują wsparcia. To okropne, dlatego tak bardzo pragnę wspierać kobiety, które piszą mi, że się wstydzą, że nie mogą na siebie patrzeć! Chciałabym je wszystkie wyściskać i powiedzieć, że będzie dobrze! Czasem trzeba stać się taką zdrową egoistką, nie słuchać się tych którzy wmawiają nam, że się nie uda, tylko robić swoje i uwierzyć w swoje możliwości, ale i też zawalczyć o siebie!

Jak myślisz, dlaczego ludzie hejtują osoby grubsze? Sama się z tym spotkałaś i doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, jakie to przykre i niesprawiedliwe. Dlaczego ludzie nie potrafią zaakceptować inności? I mają problem z wagą innych osób?
Często bywa tak, że ludzie po prostu sami mają problem ze sobą, kompleksy, z którymi sobie nie radzą i wolą wytykać je innym. Czasami łatwiej jest kogoś obrazić niż wyciągnąć pomocną dłoń, często takie podejście niestety może wyrządzić więcej szkód niż nam się wydaje. Słowa naprawdę mają moc i potrafią ranić. Nie bez powodu mówi się, że znęcanie psychiczne jest tak samo kaleczące dla człowieka jak fizyczne. Kolejną przyczyną może też być niezrozumienie takiej osoby. Gdy nigdy nie było się w danej sytuacji nie jest się w stanie realnie ocenić skali problemu. Wszystko wydaje się takie łatwe do zrobienia, często słyszałam, że przecież „wystarczy mniej jeść!”. Właśnie, nie zdajemy sobie sprawy, że kobiety często maja problemy z hormonami, tarczycą, również zbyt duże ilości jedzenia mogą mieć podłoże emocjonalne (kompulsywne objadanie, zajadanie stresu, problemów i tu już czasem potrzebny jest psycholog, a nie „koleżanki dobre rady”, które powodują jeszcze większe problemy). I na koniecj, jak już wspomniałam wcześniej – problemem są również media, które narzucają czasem nierealne „idealne” ciało, wysportowane, fit bez grama tłuszczyku…

Rada „zacznij od pokochania siebie” jest chyba moją ulubioną, naprawdę piękne słowa. Zastanawiam się też, czy niektórzy nie wezmą jej sobie zbyt dosadnie do serca i dojdą do wniosku – „mogę jeść ile chce, mogę ważyć ile chcc, mogę jeść niezdrowo, bo ważne, że kocham siebie” i zacznie się szerzyć plaga osób walczących nie z nadwagą, a otyłością. A nawet nie walczących tylko rujnujących sobie zdrowie!
Tak, pokochanie siebie to podstawa, ale oznacza to także, że będziemy o siebie dbać! O swoje zdrowie, które powinno być dla nas priorytetem, dlatego tutaj powinniśmy zadać sobie pytanie co jest dla nas najważniejsze? Nie jestem ani dietetykiem, ani psychologiem, ale uważam, że pokochanie siebie i tym samy objadanie się dużą ilością niezdrowego jedzenia nie jest zdrową relacją. W moim przypadku dużą rolę odegrały negatywne komentarze, z którymi jako mała, wrażliwa dziewczynka nie umiałam sobie poradzić. Było to na tyle traumatyczne dla mnie, że czasem do dzisiaj mi przykro. Chciałabym uświadamiać ludzi, wpłynąć choć trochę na ich sposób postrzegania tego, że wyśmiewanie się nie jest okej. I nie są to tylko słowa.

Rodzice w jakiś sposób dawali Ci odczuć, że ważysz więcej niż powinnaś, czy dla nich zawsze byłaś idealna, piękna i nic by w Tobie nie zmienili?
Rodzice zawsze mnie akceptowali taka jaka byłam, wspierali jak mogli i widzieli, że mam duży problem, bo kilogramy rosły bardzo szybko…. Wydaje mi się jednak, że tutaj emocje odegrały główną rolę i to właśnie zajadanie smutków przyczyniło się do coraz większej wagi, z którą nie mogłam sobie poradzić. Chociaż ze strony bliższej rodziny słyszałam wiele razy przykre słowa, które niestety pamiętam do dziś. Nie znalazłam zrozumienia nawet w przedszkolu, później w szkole (było tego naprawdę mnóstwo). Nie wiem czy trafiłam akurat na takie środowisko, ale no niestety były to przykre momenty… Gdy byłam starsza próbowałam wiele dziwnych diet, głodówek, oczyszczeń i to już była chyba desperacja… Byłam wiele razy u dietetyków i też było mi trudno trzymać się wszystkich wytycznych albo przez zbyt restrykcyjna dietę albo nadmiar składników lub też wspomagaczy, na które po prostu nie miałam pieniędzy…  Była też dieta oczyszczająca na 2 tygodnie przepisana przez Panią dietetyk i była to chyba najgorsza dieta jaka mogłam mieć – byłam wymęczona, nie miałam na nic siły i efekt jojo przyszedł bardzo szybko…

Czy do ćwiczeń z Chodakowską doszła w takim razie jakaś dieta?
Jeżeli chodzi o dietę to jakby nie ma tego słowa w moim słowniku – źle mi się kojarzy. Z jakimiś ograniczeniami i chyba tymi wszystkimi cudownymi dietami, z którymi się męczyłam. Zamieniłam to słowo na zdrowe odżywianie czy zdrowe nawyki.

Opowiedz o swoich zdrowych nawykach.
Dla mnie jedzenie musi być smaczne, staram się wybierać produkty nieprzetworzone i łączę je w taki sposób żebym miała z tego przyjemność. 1800kcal to minimum i na początku liczyłam mniej więcej kalorie, a teraz już na oko wiem jakie powinnam jeść porcje). Mało kiedy korzystam z super bio produktów, bo jestem studentką i szkoda mi pieniędzy na takie rzeczy. Tutaj też można pokazać, ze zdrowe jedzenie może być pyszne i tanie – naprawdę! Stawiam głównie na produkty nieprzetworzone i patrzę na jakość produktów. Korzystam często z sezonowych owoców i warzyw. Sama bardzo lubię gotować – tworzę różne fit słodycze, czy ciasta. Dzięki takim zamiennikom nie mam tak dużej ochoty na te niezdrowe słodycze. W internecie można znaleźć naprawdę mnóstwo przepisów na zdrowe i zbilansowane posiłki. W okresie zimowym kupuje mrożonki i korzystam z przetworów, które powstały z owoców w okresie letnim – bardzo zachęcam do takiej praktyki, bo własne przetwory są niezastąpione i przede wszystkim mamy pewność co do jego składu.

Całkowicie zrezygnowałaś ze słodyczy? Fast-foodów?
Umiar to drugi ważny punkt dla mnie. Jem słodycze i fast -foody, ale nie wcinam sześciu tabliczek czekolady, tylko 3 kostki. Zjem hot doga, ale już bez przesłodzonej coli i frytek. Mały batonik, jedno piwo lub kawałek pizzy jak najbardziej się zdarzają, jednak kolejny posiłek jest zdrowy i oczywiście ruch, ruch i jeszcze raz ruch. Umiar – to słowo klucz.

Czy teraz nie boisz się efektu jojo, o którym wcześniej wspomniałaś?
Teraz już nie boję się efektu jojo, choć w ciągu miesiąca moja waga waha się do czterech kilogramów w zależności od intensywności treningów. Wieloletnie wypracowane nawyki zmieniły moje podejście i możliwe, ze może kiedyś będę w takiej sytuacji, że te kilogramy nagle wzrosną, ale będę już wiedziała w jakim kierunku podążać i co robić aby w zdrowy sposób sobie pomóc.

Po jakim czasie zauważyłaś pierwsze efekty?
Pierwsze efekty były chyba po około miesiącu. Zauważyłam, że staje się coraz silniejsza, mam więcej energii no i same ćwiczenia zaczęły sprawiać mi powoli przyjemność. Chcę podkreślić, że zaczynałam od 5-10 minut i z dnia na dzień zwiększałam czas treningu. Dałam sobie czas, nie katowałam się jak czułam, że moje ciało więcej nie da rady. Pierwszy trening w całości zrobiłam chyba po dwóch miesiącach i wtedy właśnie już poczułam ten zastrzyk endorfin, po których czułam się wspaniale!

Czy były jakieś chwile zwątpienia? Rezygnowałaś? Wracałaś i znów odpuszczałaś?
Oczywiście, wiele razy rezygnowałam, miałam gorsze chwile… Wtedy robiłam sobie przerwy. Wiele zależało też od dysponowanego czasu czy samopoczucia – staram się zawsze dostosować intensywność treningu do cyklu menstruacyjnego. Wiem kiedy mogę pozwolić sobie na intensywne treningi, natomiast kiedy mam gorsze dni czy na przykład tak jak niedawno miałam bardzo stresujący czas- sesję, wtedy trochę zwalniam i daję sobie czas na regenerację i odpoczynek, który jest bardzo ważny.

Na koniec chciałam Cię spytać o coś co moim zdaniem jest istotne w dążeniu do każdego celu – co było Twoją motywacją? Co dodawało Ci sił, gdy ich brakowało?
Motywacja? U mnie było to trochę skomplikowane… Myślę, że ważne jest, aby sam cel nie był na początku jakiś bardzo wymagający, by nie stawiać sobie zbyt wysokiej poprzeczki. Ważne jest by dać sobie czas, bo jedno to osiągnąć cel, a drugie to utrzymanie efektów i pielęgnowanie tego co już się osiągnęło. Indywidualne podejście jest bardzo istotne. Każdy z nas jest inny, ma inne predyspozycje, możliwości i tutaj ważne jest to, by osiągać cel w zgodzie ze sobą, ze swoim ciałem i psychiką. Kiedy jeszcze nie ćwiczyłam z Ewą, moim głównym celem i motywacją była chęć bycia szczupłą! Niestety wtedy potrzebowałam akceptacji rówieśników i samej siebie i tak strasznie miałam dosyć tego ciągłego dogryzania i zwracania uwagi na wagę. Takie podejście i dążenie tylko do tego by waga malała i katowanie się tymi wszystkimi „wspaniałymi ” dietami doprowadziły mnie do strasznej kondycji psychicznej i fizycznej. Depresja, brak siły na cokolwiek, ciągły efekt jojo, było właśnie spowodowane moim głupim myśleniem – „muszę być chuda, bo tak mi każą, bo mnie nie lubią, bo jestem inna”. Dopiero kiedy zaczęłam interesować zdrowym odżywianiem, czytać na ten temat książki, również te dotyczące psychodietetyki i poznałam Ewę Chodakowsķą, wtedy moim celem i motywacją stało się zupełnie co innego! Uczyłam się akceptować powoli siebie, małymi kroczkami, polubiłam swoje super kobiece kształty no i zauważyłam, że ruch wspaniale na mnie wpływa! Stałam się dużo odważniejsza, uśmiechnięta, miałam coraz więcej energii i regularny trening utrzymywał ten stan i właśnie wtedy moją motywacją była chęć poczucia tych unoszących się endorfin! Zaczęłam walczyć o siebie, często było mi ciężko, ale wiedziałam, że nic tak nie poprawi mi humoru jak wyskakanie się na macie z Ewką! Ruch sprawił, że już nie miałam ochoty na objadanie się słodyczami, wolałam wybrać zdrowa sałatkę i trening zamiast kubełka lodów.

Nie tylko schudłaś, ale stałaś się szczęśliwsza i odważniejsza!
Dzięki temu odważyłam się także zdawać na Akademie Muzyczną. Nie słuchałam się ludzi, którzy wmawiali mi, ze nie dam rady, choć było ich wielu. Zawsze chciałam połączyć moje dwie pasje, czyli muzykę i ruch, no i udało się! Studiuje rytmikę! Teraz tańczę, skaczę, gram na fortepianie i robię to co kocham.

 

Viktoria SKRZYPIEC