Marta Bijan pochodzi ze Śląska, a dokładniej z Sosnowca, gdzie już jako mała dziewczynka oczarowywała publiczność swoim talentem wokalnym. Drugie miejsce w programie „X-factor”, ogromne ilości odsłuchań na prywatnym YouTube i grono wiernych fanów to nie wszystkie osiągnięcia – Marta wydała niedawno płytę! Wyczekiwaną przez nas wszystkich, ale zdecydowanie warto było czekać te parę lat – każdy utwór na płycie jest niesamowity. Słowa, muzyka, dźwięk, a nawet każdy słyszalny oddech wokalistki dopełniają piękno utworów nadając im niepowtarzalnego klimatu. Dziś będziemy mogli bliżej poznać kulisy powstawania „Melancholii” oraz zobaczyć, co zmieniło się w życiu Marty od naszej ostatniej rozmowy – zapraszamy.

Aż ciężko mi uwierzyć, że rozmawiałyśmy pięć lat temu i że od tego czasu tak wiele się zmieniło – pamiętam jak byłaś w szoku, gdy nagle Twoja piosenka miała 50 tysięcy wyświetleń. Dziś są to setki tysięcy, a nawet i miliony – jakie to uczucie?
Marta Bijan – To było sześć lat temu! Przeczytałam ten wywiad i trochę się z siebie pośmiałam (głównie z tego, że miałam iść na medycynę), a trochę pokiwałam głową ze zrozumieniem, bo paradoksalnie wcale aż tak dużo się nie zmieniło w moich poglądach. Co do odpowiedzi na pytanie to dalej jestem w szoku!

Myślę, że ludziom w dzisiejszych czasach potrzebna jest prawdziwa muzyka płynąca prosto z serca, teksty, tak prawdziwe, że aż bolesne i słowa z którymi wielu z nas może się utożsamić. Dziś potrzebujemy kogoś takiego jak Ty.
Cieszę się, że tak myślisz. Wiedziałam to cały czas, te wszystkie lata walczyłam właśnie o to, by była prawdziwa. To zawsze będzie ważniejsze od modnych brzmień, fajnych efektów nałożonych na wokal, czy chwytliwych fraz w refrenie.

Wspomniałaś mi podczas ostatniej rozmowy, że boisz się być sławna, bo obawiasz się, że musiałabyś zrezygnować z siebie i stać się wykreowaną przez media postacią. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że wciąż jesteś sobą, ale jednocześnie zostałaś doceniona i zauważona. Czy ciężko było nie ugiąć się pod presją telewizji i tego całego medialnego świata?
Niestety, presja jest ogromna, dlatego tak długo trwało oczekiwanie na ten album. Cieszę się, że w końcu mi zaufano i mogłam wydać płytę taką, o jakiej marzyłam. I tak musiałam pójść na wiele kompromisów, które do dzisiaj nie dają mi spać.

Kompromisów?
Jest kilka aranżacji nie do końca wymarzonych, jedna piosenka singlowa, bez której płyta byłaby bardziej ,,moja”, ale i tak zdecydowana większość została.

Czy dziś uważasz, że jesteś pewna siebie, pewna swojego muzycznego daru i talentu?
Pewna siebie w stu procentach na pewno jeszcze nie, ale swojej muzyki, swoich poglądów – tak.

Dziś studiujesz, zajmujesz się nie tylko muzyką, ale i filmem!
Tak, to ma ze sobą dużo wspólnego. Kocham muzykę filmową i czerpię z niej dużo inspiracji do swoich brzmień, a robienie filmów, podobnie jak muzyka, pozwala mi się obnażyć emocjonalnie. Zawsze czerpałam przyjemność zarówno z patrzenia na piękne kadry, jak i słuchania pięknych dźwięków.

Cieszę się, że zamiast zostać lekarzem postanowiłaś pójść w stronę artystyczną – co Cię skłoniło do tak diametralnej zmiany planów?
Liceum dało mi w kość. Miałam dużo problemów emocjonalnych, musiałam zmienić szkołę, a razem z tym profil licealny. Pod koniec drugiego roku nagle znalazłam się na kierunku humanistycznym i to był strzał w dziesiątkę. Moja fascynacja medycyną była ogromna, ale odeszła równie szybko, jak przyszła. Nie nadawałabym się do pracy lekarza, o czym przekonuję się dopiero teraz, w dorosłym życiu.

Teledyski do “Śpiąca królewna”, “Lot na Marsa”, “Mówiłeś”, “Poza mną” oraz “Nasze miejsce” są niezwykle piękne, dopracowane, tworzące charakterystyczny dla Ciebie klimat. Wiem, że sama pracujesz nad większością prac przy powstawaniu klipów – z czego to wynika?
Właśnie z tego, że studiuję film. Jestem coraz bardziej świadoma i chcę uczestniczyć w każdym procesie powstawania swoich klipów. Kiedy stworzę piosenkę, zazwyczaj mam już w głowie teledysk do niej. Nie zawsze jest na to budżet, bo niektóre pomysły wymagałyby milionów, ale staram się w miarę możliwości wykorzystać to, że mogę zrobić klip samodzielnie czy z chłopakiem.

Po siedmiu latach mamy tą upragnioną przez Ciebie i wszystkich Twoich słuchaczy płytę. Czy da się opisać to co poczułaś, gdy fizycznie wzięłaś ją do ręki? Czy nigdy nie zwątpiłaś w to, że powstanie? Przyznam szczerze, że ja nie mogłam się doczekać, ale bardzo się bałam, że nie spotkasz na swojej drodze ludzi, którzy pozwolą i pomogą Ci stworzyć to o czym marzysz.
Nie wierzyłam i dalej nie wierzę w to, że się udało. Zwątpiłam zupełnie i był jeden długi, mroczny rok, kiedy zupełnie zaprzestałam walki o muzykę, znalazłam sobie pracę na etat, robiłam to, co mnie nie interesowało. Niestety spotkałam na swojej drodze wiele nieodpowiednich osób. W pewnym momencie zrozumiałam to i z dnia na dzień zaczęłam szukać realnego rozwiązania problemów. Było na wyciągnięcie ręki, tylko wystarczyło znaleźć w sobie trochę sił.

Wspomniałaś w jednym z wywiadów, że „Szklany klosz” jest utworem o który musiałaś walczyć – czy wynika to z jego bardzo mocnego i momentami niemalże wbijającego w ziemię ze smutnego przekazu?
Tak, niektóre osoby uznały ją za propagującą samobójstwo. Na szczęście ostatecznie zaufano mi i nie myliłam się – jest to ulubiony utwór z płyty większości moich słuchaczy. Wiedziałam, że odbiorą ją tak, jak mieli odebrać.

„Melancholia” tak bardzo pasuje do Ciebie, do zdjęć które prezentujesz, do każdego słowa oraz dźwięku na płycie, że nie wyobrażam sobie, aby mogła ona nosić inny tytuł!
Miałam dwa inne, ale nie będę ich zdradzać, bo może jeszcze je wykorzystam. Padło na ,,Melancholię” właśnie z tego powodu, o którym wspomniałaś. To słowo po prostu jest kwintesencją mnie i wszystkiego, co robię.

Płytę już masz, teraz czas na film oraz książkę – myślisz już o tym? Masz jakieś plany, czy na razie potrzebujesz czasu, by uwierzyć w sukces płyty?
Jeśli chodzi o film, muszę w tym roku zrobić film dyplomowy na koniec studiów, więc mogę uznać to za dobrą rozgrzewkę do przyszłego pełnego metrażu, o którym marzę. A książka… Plany są od bardzo dawna i myślę, że niedługo będę mogła zdradzić więcej.

Viktoria SKRZYPIEC
Zdjęcia – Tomasz Wilczyński