Niezwykle ambitna, zawzięta, uparta i pracowita właścicielka dwóch pięknych psów. Marta Wierna trenuje ze swoimi psami i uczy ich niesamowitych rzeczy, które dla przeciętnego właściciela pupila są wyczynem niemalże nieosiągalnym. Ponadto od jakiegoś czasu w internecie można podziwiać fotografie jej autorstwa, zapewne jak się domyślacie, przedstawiające psy. Miałam szansę porozmawiać z Martą o jej marzeniach, przygotowaniach do zawodów oraz czy jest coś w tym, że „jaka Pani, taki pies” – zapraszam!

Przygarnięcie psa było momentem przełomowym w Twojej miłości do czworonożnych istot?
Marta Wierna – Psy uwielbiałam od zawsze, marzyłam o tym, aby mieć własnego, ale z powodu sprzeciwu rodziców nie mogłam sobie na to pozwolić. Muszę jednak przyznać, że w momencie, gdy pies się już pojawił to moje zainteresowanie stało się jeszcze większe i mój świat zaczął się kręcić wokół psów.

Nie dość, że rozwinęłaś w sobie prawdziwą pasję to na dodatek uratowałaś psa przed samotnością!
Pierwszy pies, Psikut, faktycznie został przygarnięty prosto z ulicy. Znajowa mojej mamy go znalazła, ale nie mogła go zatrzymać, więc miał trafić do schroniska…. Przyznam szczerze, że na początku nie byłam przekonana, ponieważ co prawda chciałam psa ze schroniska, ale szczeniaka. W momencie, gdy zobaczyłam Psikuta na zdjęciu to zakochałam się bez pamięci i nie mogłam dopuścić do tego, by trafił do schroniska.

A drugi?
Drugi jest rasowym pieskiem z rodowodem, którego wzięłam prosto z hodowli.

15

Widać różnice w zachowaniu? Czy pochodzenie i wczesne dzieciństwo odbijają się jakoś na charakterze psa?
W przypadku moich psów widoczna różnica jest ogromna. Psikut miał sporo problemów wychowawczych, nad wielom rzeczami trzeba było pracować i sporo zachowań wymagało poprawy. Najważniejsze było to, aby nauczył się spokojnie zostawać sam w domu i aby zrozumiał, że inne spotykane na spacerze psy to niekoniecznie osobniki, które trzeba od razu zagryźć. Agresja miała podłoże lękowe, ale kontakt z przyjaźnie nastawionymi osobnikami pozwolił ją zniwelować do całkowitego minimum. Jeśli chodzi o Frugo, to tak naprawdę obyło się bez większych problemów wychowawczych. Jego charakter i posłuszeństwo było kształtowane od samego początku, więc miałam na to większy wpływ i mogłam uniknąć niektórych problemów.

Podziwiam Cię za cierpliwość i determinację. Weterynarze podkreślają, że wychowanie psa, który liczy sobie już parę lat jest trudne, a czasem nawet i niemożliwe.
Tak bardzo cieszyłam się z tego, że mam psa i myślę, że ta radość przyćmiła wszystkie problemy. Żadne nieudane próby mnie nie zniechecały, tym bardziej, że Psikut jest bardzo pojętnym psem i wiedziałam, że przy odrobinie pracy uda nam się wszystko zrobić. Oczywiście nieocenioną pomocą okazał się internet, w którym znalazłam wiele cennych informacji na temat behawioralnych problemów. Do wychowawczego sukcesu przyczynili się też właściele innych psów, których spotykałam na spacerach, obawiam się, że sama mogłabym nie podołać, choć wielu ludziom wydaje się, że wychowanie psa to tak naprawdę żaden problem. Trzeba pamiętać przede wszystkim o tym, że pies to nie zabawka, a żywe stworzenie, które również ma swój charakter.

To dlaczego pielęgniarstwo? Dlaczego ludzie, a nie zwierzęta? Dlaczego nie zdecydowałaś sie na weterynarię?
Całe gimnazjum myślałam nad weterynarią i byłam święcie przekonana, że są to studia dla mnie. Byłam wolontariuszką w weterynaryjnej przychodni, gdzie miałam szansę poznać ten zawód od kuchni i coraz bardziej czułam, że to właśnie to. W liceum nie miałam rozszerzonej chemii co powoli zaczęło samoistnie kształtować moją dalszą drogą, aż ostatecznie stwierdziłam, że weterynaria to nie to. Myślałam też o zawodzie behawiorysty, ale ksozty takich kursów są po prostu tak wysokie, że przekraczają moje możliwości. Może kiedyś się uda, nie mówię nigdy nie, człowiek może kształcić się całe życie, ale na razie zwierzęta, a głównie psy, to moje szeroko pojmowane hobby.

Nie zwierzęta to ludzie?
Od zawsze lubiłam pomagać, sprawiało mi to radość i dobrze się w tym czułam. Skończyłam studia, mam tytuł ratownika medycznego, a pielęgniarstwo to po prostu kolejny krok w moim życiu. Praktyki na ratownictwie utwierdziły mnie w przekonaniu, że ta droga jest tą, którą chciałabym w przyszłości podążać i jestem tego pewna.

10 4
 Foto – Agata Łapińska                                   Foto – Maciek Kwiatkowski&Paula Guminska     

5Foto – Katarzyna Góra    Foto (na dole) – Jagoda Matejczuk
7

Treningi z psami zaczynałaś przy pomocy internetowych poradników, a teraz jeźdzsz na zawody!
Zaczynałam od naprawdę prostych rzeczy, a każdy najmniejszy sukces motywował mnie do dalszej pracy. Na zawodach z dwa razy udało mi się coś wygrać, ale to nie ma dla mnie znaczenia. Puchary i medale nie robią na mnie takiego wrażenia jak właśnie wspomniane wyżej osobiste sukcesy i zadowolenie psów. To naprawdę niesamowite uczucie, kiedy widzisz, wiesz i czujesz, że to co robisz daje efekty i ma sens.

Nie boisz się pokazać? Nie obawiasz się porażki?
Zawsze są wątpliwości i lekka obawa, ale dlaczego nie próbować? Byłam na zawodach jako obserwator i poczułam, że chciałabym być po tej drugiej stronie, być częścią tej magicznej atmosfery i sytuacji. To naprawdę niesamowite emocje i wspaniali ludzie.

Na jakie zawody jeździcie?
Z Psikutem startowałam w agility (psi tor przeszkód) i we frisbee, a z Frugo tylko frisbee. Zawody odbywają się w różnych stronach Polski, ale największa podróż, w którą się wybraliśmy, aby wystartować w zawodach to zdecydowanie wycieczka do Sopotu. Na razie startujemy tylko w Polsce, ale mam nadzieję że w przyszłym sezonie wyruszymy również poza nasze granice. Z Psikutem, mamy na swoim koncie kilka sukcesów w agility. Nic spektakularnego, ale fakt, że zdobyliśmy pare medali czy pucharów cieszy niesamowicie i pokazuje, że z kundelkiem z odzysku również można coś osiągnąć, a nie tylko z rasowcem, jak wielu ludziom się wydaje. Frugo w swoim dorobku ma kilka pucharów. Większość zdobył na zlocie swojej rasy, gdzie startował chociażby w konkursie pływackim i był nie do pokonania. Największym naszym wspólnym sukcesem, był puchar zdobyty w czerwcu tego roku – po kontuzji, dość spontanicznie wystartowaliśmy na zawodach frisbee w Poznaniu. Udało nam się stanąć na 3 miejscu podium!

13
Foto – Alicja Zmysłowska

Czy cały ten szum nie rozprasza Twoich psów?
Zawody faktycznie są przeładowane niesamowitą ilością bodźców. Nie każdy pies sobie z nimi radzi, ale są też takie których taka sytuacje motywuje i napędza do działania. Gdy wychodzimy na pole startowe to liczymy się tylko ja i moje psy. Nie interesuje ich głośna muzyka, głos osoby komentującej czy dziesiątki, a nawet setki osób stojących za banerami. I to jest właśnie najfajniejsze. To jest nasz moment w którym nikt ani nic się nie liczy.

Teraz MUSISZ mi opisać jak to wszystko działa – codziennie wychodzicie i trenujecie? Jak wyglądają takie treningi? Skąd psy wiedzą czego od nich oczekujesz?
Treningu takiego stricte nigdy codziennie nie robię,  zwykle w czasie sportowego sezonu ćwiczymy co dwa, może co trzy dni, ponieważ to nie ma być przykry obowiązek i ciężka praca, a zabawa. Jak wygląda trening? Ważnym elementem jest to, żeby go sobie wczesniej zaplanować. Nie robić wszystkiego podczas jednego wyjścia, a jeden element. Zabieram odpowiednie wyposażenie – psa, smakołyki, ulubione zabawki czy np. frisbee (jeśli mamy ćwiczyć frisbee) i idziemy. Trening zawsze zaczynam od rozgrzewki, ponieważ często elementy, które ćwiczymy są dość trudne i wymagające. Nierozgrzane mięśnie są bardziej podatne na kontuzje a tego byśmy chcieli uniknąć. Tak więc najpierw parę minut rozgrzewki, a następnie trening właściwy. Od samego początku szkolenia psy poznają komendy zarówno optyczne jak i słowne. Dzięki temu komunikacja jest łatwiejsza.  Zwykle nauka trudniejszych elementów opiera się na kilku prostszych, ponieważ łatwiej jest osiągnąć zamierzony cel mając już podstawy. Na każdym spacerze wplątuje w zabawę jakieś małe elementy treningowe, żeby pieski nie zapomniały, że mają myśleć. Mój młodszy pies ma silny charakter i często lubi pokazywać, że wie lepiej ode mnie co trzeba robić. Nie zawsze jest idealnie, ale i tak o wiele lepiej niż na początku. Psikut jest bardzo grzeczny, nie oddala się, nie traci z oczu, od razu przybiega na zawołanie, po prostu pies idealny. Praca nad psami wymaga regularności i wytrwałości, a ja wciąż się staram i próbuję.

Na koniec zdradź nam małą tajemnicę – jaka Pani taki pies?
Psy miewają czasem humorki, są po prostu nie do zniesienia. Marudzą, zaczepiają bez najmniejszego powodu doprowadzając mnie do tym do szewskiej pasji. Miewają też te lepsze dni i mam wtedy ochotę postawić im pomnik. Powiedzenie sprawdza się… Czasami mają dużo do powiedzenia, za dużo.

Tak jak wspomniałam wcześniej – Marta zaczęła robić zdjęcia i nie mogłam się powstrzymać, aby nie pokazać Wam jej wielkiego fotograficznego talentu!

_MG_6510
_MG_5340
DADADA (4)
DADADA (1)
4 (1)
DADADA
_MG_6259

Viktoria Skrzypiec