Niezwykle pogodna, inteligentna i rozgadana dziennikarka, która największą radość czerpie właśnie z rozmów z drugą osobą. Wywiady przeprowadza zawsze i wszędzie i przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie jej w innej roli – jest do tego po prostu stworzona! Dziś porozmawiamy o tym czy po ośmiu latach wciąż jest stres, spotkaniach z młodzieżą, o tym co lubi w Polsce i o dziennikarskich marzeniach – przed wami Mariola Morcinková!

 

Pytanie może zabrzmi banalnie, ale zawsze mnie to ciekawi i zastanawia jak zaczęła się czyjaś historia, więc skąd w ogóle pomysł, by zostać dziennikarzem?
Mariola Morcinková – Moim zdaniem życiu nie ma przypadków. Uważam, że nic nie dzieje się bez powodu. Skryte pragnienie o zostaniu dziennikarzem długo we mnie tkwiło. Pamiętam, jak bodajże w siódmej klasie podstawówki wybrałam się na pierwsze spotkanie szkolnego kółka redakcyjnego. Był to moment, w którym pokochałam poniedziałkowe poranki!

A co potem?
Kiedy skończyłam podstawówkę, edukacji nie mogłam niestety kontynuować po polsku i musiałam pójść do czeskiej szkoły średniej. Świat mi się zawalił. Myślałam, że to koniec. Kiedy ochłonęłam, wzięłam kilka głębokich wdechów i obiecałam sobie, że nie stracę kontaktu z polszczyzną. Dużo siedziałam w necie, szukając jakiejkolwiek alternatywy i w pewnym momencie natknęłam się na Wiadomości24 (ówczesny portal dziennikarstwa obywatelskiego). Publikacje zamieszczone na stronie udowadniały, że pisać każdy może. Pamiętam, że skontaktowałam się wtedy z jedną z publikujących tam autorek – umówiłyśmy się, że spróbuję. Miał to być jeden artykuł, ale… no właśnie, wpadłam jak śliwka w kompot!

I z pasji powstał pomysł na zawodową ścieżkę!
Nie wiem skąd, ale wiedziałam od zawsze, że dziennikarstwo będzie moim sposobem na życie. Nie wyobrażam sobie siebie w innym zawodzie. Kocham ludzi. Uwielbiam z nimi rozmawiać i poznawać ich historie, a dziennikarstwo mi na to pozwala.

Pierwsze doświadczenia zdobywałaś na wspomnianym wcześniej portalu, ale czy od początku były to wywiady?
Spędziłam w tym miejscu prawie 6 wspaniałych lat. Pierwszym tekstem, który opublikowałam w 2011 roku na łamach portalu o którym rozmawiamy, był apel o pomoc dla kilkuletniego chłopca. Później było kilka recenzji, artykuły o akcjach społecznych i właśnie wywiady.

Wywiady z których słynie dziś Twoja strona!
Dokładnie tak, kiedy w 2017 roku portal zamknięto, zdecydowałam, że wszystkie moje dotychczasowe rozmowy przeniosę w jedno miejsce. I tak powstał mój autorski projekt WywiadyMarioli.pl

To teraz opowiedz o swoim pierwszym wywiadzie!
Nie pamiętam z kim przeprowadziłam swój pierwszy korespondencyjny wywiad, ale za to pierwszą rozmowę na żywo pamiętam tak dokładnie, jakby odbywała się dzisiaj! Porozmawiałam z Białym, Sebastian Białek, raperem, który był uczestnikiem pierwszej edycji programu „Must be the music. Tylko muzyka”. Towarzyszył mi duży stres, ale także satysfakcja. Wiedziałam, że jeśli ta rozmowa się uda, na pewno na niej nie poprzestanę i postaram się o kolejne. Zaledwie trzy miesiące później, czyli w listopadzie 2012 roku przeprowadziłam pierwszy wywiad we wnętrzach Teatru im. Adama Mickiewicza w Cieszynie, w którym…pojawiam się do dzisiaj. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez rozmów z drugim człowiekiem.

Też nie wyobrażam sobie Ciebie w innym miejscu, a nawet jeśli wyobrażam to nie taką szczęśliwą. Na każdym zdjęciu po wywiadzie, czy nawet w trakcie wyglądasz na najszczęśliwszą na świecie. Czy towarzyszy Ci po tylu latach jeszcze stres?
Dziękuję Ci bardzo. To szalenie miłe. Przyznam, że z zegarmistrzowską precyzją uchwyciłaś wszystkie odczucia, które towarzyszą mi podczas wywiadów. Bardzo się cieszę, że są one tak widoczne- to umacnia mnie w poczuciu, że wybrałam dla siebie właściwą drogę. Co do stresu to oczywiście, że towarzyszy. Czasami mniej, czasami więcej, ale zawsze w jakimś stopni jest obecny. Nie paraliżuje, nie przeszkadza w działaniu, a wręcz przeciwnie – motywuje i napędza.

Czy masz osobistą listę osób z którymi chciałabyś przeprowadzić wywiad?
Pewnie, że taka lista jest i na bieżąco ją aktualizuję! Składa się na nią wiele nazwisk wspaniałych aktorów, muzyków, ale również takich osób, które poświęcają swoje życie dla rozwijania swoich ciekawych pasji i osiągania wyznaczonych przez siebie celów.

No zdradź nam coś!
Marzy mi się wywiad z Teresą Lipowską, Ireną Santor, Kamilem Kulą, Michałem Żebrowskim i…Bradleyem Cooperem!

I to jest największe dziennikarskie marzenie?
Chciałabym wydać swoją książkę, która dla młodzieży byłaby motywacją do spełniania marzeń. Chciałabym, by opublikowane w niej zostały najważniejsze dla mnie rozmowy.

Motywacją – to świetna inicjatywa. Masz jakieś rady dla początkujących dziennikarzy?
Nie bójcie się postawić pierwszego kroku. Bądźcie odważni, dążcie do wyznaczonych celów i spełniajcie marzenia. Jeśli wiecie, czego chcecie, nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.

zdjęcia – Małgorzata Krawczyk

Pozwolę sobie skupić się na chwilę na wspomnianej młodzieży, bo wiem, że chęć napisania książki to nie jedyny pomysł. Bierzesz udział w spotkaniach organizowanych właśnie dla młodych ludzi!
Od 2017 roku mam ogromną przyjemność uczestniczyć w spotkaniach z młodzieżą. Spotkania odbywają się w Warszawie, a ich organizatorem jest Pan Sebastian Kosecki. Pierwsze spotkanie odbywało się na Rembertowie, a towarzyszył mi Grzegorz Daukszewicz. W drugim spotkaniu, które miało miejsce w Sulejówku wraz ze mną udział wzięli Hania Kochańska i Krzysztof Kwiatkowski. Na trzecim spotkaniu na Targówku, w Domu Kultury Świt towarzyszył mi Arek Smoleński. Głównym celem takich spotkań jest zaznajomienie młodzieży z zawodem aktora i dziennikarza. Przeprowadzam wywiad, aktorzy których zapraszam opowiadają o swoich doświadczeniach zawodowych, wyświetlana jest prezentacja multimedialna, dzieciaki zadają pytania. Wszystko odbywa się w sympatycznej, luźnej atmosferze. Lubię takie momenty. Są okazją do zaprezentowania mojego autorskiego projektu #wywiadymarioli, ale również do zmotywowania młodzieży do walki o swoje marzenia. Moim dictum życiowym są trzy hasła – „Zawsze warto”, „Barany chodzą stadami, a orły latają samotnie” oraz „Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia”. Staram się, by podczas konfrontacji z dzieciakami wymienione przeze mnie motta były myślą przewodnią spotkań z nimi. Wszystkie trzy spotkania wspominam z radością i z utęsknieniem czekam na kolejne.

Czy korzyści ze spotkań płyną tylko na jedną stronę, czy Ty także czegoś się uczysz?
Oczywiście, że się uczę. Korzyści są obopólne. Dzielę się uzyskanym doświadczeniem, a jednocześnie od młodzieży uczę się spontaniczności, radości z drobiazgów, która zawsze podczas takich eventów jest widoczna. I na pewno szczerości. Zawsze wracam naładowana pozytywną energią, która pozostaje ze mną na długo.

Podziwiam Cię, że radzisz sobie ze stresem podczas przemówień przed tak dużą grupą
Mam wrażenie, że towarzyszy mi nieco większy stres, niż podczas przeprowadzania wywiadów. Tu nie ma tylko zaplanowanych pytań i przewidywalnych odpowiedzi, ale są spontaniczne reakcje, emocje i co tu ukrywać – dużo jest zaskoczeń. Trzeba umieć zareagować. Podczas tegorocznego spotkania w DK Świt w Warszawie, podczas którego towarzyszył mi Arek Smoleński, poprzeczka postawiona była wysoko, ponieważ w spotkaniu udział brały dzieciaki z podstawówki, a to trudna widownia. Trzeba umieć zaciekawić. Dziecko wyczuwa, kiedy nie wiesz, co masz powiedzieć. Przydaje się bycie czujnym, spontanicznym, a nawet nieco zabawnym. Dzieciaki nie lubią jak jest inaczej. Dziecięca radość jest zaraźliwa, pozytywna energia również.

Domyślam się, że energia z kwietniowych warsztatów wciąż Cię rozpiera!
Spotkanie odbyło się we wspominanym już przeze mnie DK Świt. Warsztaty dziennikarsko – aktorskie skierowane były do uczniów z Zespołu Szkół z Oddziałami Integracyjnymi nr 41 w Warszawie. Ja dzieliłam się doświadczeniem dziennikarskim, powiedziałam kilka słów po czesku, choć przyznam, że zdania „Kogut zapiał o piątej rano” nie udało mi się przetłumaczyć. Towarzyszący mi aktor opowiedział o pracy na planie serialu „M jak miłość”, przybliżył tajniki pamiętnej sceny z koniem z serialu „Korona Królów” i wspomniał o swojej formacji estradowej – Kabarecie Polefka. Kilka dzieciaków przyznało się do oglądania „Korony…”, ale nawet ci, którzy seriali nie oglądają, aktywnie uczestniczyli w warsztatach. Serdeczne podziękowania należą się pracownikom DK Świt za udostępnienie miejsca na spotkanie mimo trwającego w tym terminie strajku nauczycieli. Dziękuję także Arkowi Smoleńskiemu, Sebastianowi Koseckiemu i Agnieszce Fabisiak.

Wspomniałaś o tym, że przy wywiadach odczuwasz mniejszy stres, to dlatego, że przed masz zawsze przygotowaną listę pytań?
Na samym początku mojej drogi było tak, że trzymałam się sztywno pytań, które przygotowane miałam na kilka dni przed rozmową. Nie miałam tyle pewności siebie, by pozwalać sobie na spontaniczne pytania, wychodzące z rozmowy. Wszystko się zmienia, ja również. Pamiętam, jak podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu Kino na granicy / Kino na hranici zauważyłam, że kawałek ode mnie stoi Kamil Wodka, jeden z moich ulubionych aktorów z serialu „Na sygnale”. Przez głowę przeszła mi myśl, że chciałabym z nim porozmawiać. Tu i teraz. To był ułamek sekundy. Choć nie był to jeszcze ostatni dzień festiwalu, wiedziałam, że nie musi mi się udać złapać go ponownie. Podeszłam, zapytałam, czy ma ochotę na krótką rozmowę bez planu i…tak zrobiliśmy wywiad. Wspominam ten moment z radością. Był to moment, w którym przekonałam się, że rozmawiać można nawet wtedy, kiedy nie ma się przy sobie kartki, a w głowie całego, w punktach wytyczonego planu rozmowy. Plan przychodzi w momencie, kiedy zadajesz pierwsze pytanie, a potem już z górki. Nie żałuję tego eksperymentu i często wdrażam go w swoje zawodowe życie.

Zdarza się, że rozmówca okazuje się być całkiem inną osobą, niż myślałaś?
Jeśli chodzi o aktorów, zdarzają się sytuacje, że oceniam rozmówcę przez pryzmat roli, którą gra. Stwierdzam, że rozmowa może być stresująca. Pytanie to spowodowało, że doszło do mnie, że to są trochę ciemne strony tego zawodu – pamiętam wywiad, który wyczerpał mnie psychicznie. Rozmówca był bardzo trudny, nawiązanie z nim rzeczowego kontaktu było wręcz graniczące z cudem. Choć wiem, że byłam przygotowana do tej rozmowy, to kiedy ją skończyłam, wydawało mi się, że weszłam tam jako totalny „świeżak”, który nic nie wie na temat komunikowania się z drugim człowiekiem. Nie powiem, o kogo chodzi, ale zapewnię, że niczego nie żałuję. Była to cenna lekcja. Wszystko jest po coś. Nic nie dzieje się bez powodu.


montaż – Michał Krawczyk 

Widziałam Twój spot reklamowy autorskiego projektu #wywiadymarioli!
W listopadzie miną dwa lata, odkąd go założyłam. Mam wrażenie, że zaczyna już coś znaczyć w sieci. Kiedy mój blog raczkował, któraś z koleżanek podsunęła mi pomysł na specjalną zakładkę, do której zdjęcia mogliby podsyłać zadowoleni rozmówcy. Swoją fotkę z napisem #wywiadymarioli do tej pory wysłało ponad 40 rozmówców, z którymi miałam przyjemność przeprowadzać wywiady na przestrzeni lat. W tym gronie znaleźli się m.in. Monika Mazur, Ania Haba, Łukasz Płoszajski, Joanna Mądry, czy Arek Smoleński. Zdjęcia napływają do mnie cały czas, ale oprócz nich są także krótkie filmiki video z zaproszeniami. O spocie myślałam już od dłuższego czasu, ale rozważałam kilka opcji jego realizacji. Ostatecznie zdecydowałam, że wykorzystam film, który podesłała do mnie kiedyś aktorka Iga Górecka, wezmę wszystkie nadesłane zdjęcia. Wymyśliłam również, że do tego dodam moje zdjęcia z sesji, którą jakiś czas temu zrobiła mi w przepięknym Cieszynie zdolna pasjonatka fotografii, Małgorzata Krawczyk, z którą mam ogromną przyjemność pracować również na łamach portalu www.sci24.pl – Śląskie Centrum Informacji. Wspominałyśmy o fotografiach, powstających w czasie wywiadów. To Małgosia tak wspaniale umie uchwycić emocje towarzyszące w chwili rozmów, za co bardzo jej dziękuję. Montażem spotu zajął się Michał Krawczyk, któremu również należą się serdeczne podziękowania. Myślę, że reklama oraz systematyczność w prowadzeniu własnego projektu jest na wagę złota. Chciałabym, aby z każdą chwilą #wywiadymarioli docierały do większego grona czytelników i cieszyły się zainteresowaniem.

Czy poza WywiadamiMarioli masz jeszcze jakieś pasje?
Lubię słuchać dobrej muzyki i czytać książki. Moim ulubionym gatunkiem są biografie polskich artystów oraz tytuły, powstałe na podstawie polskich seriali. Jestem chyba największą fanką „M jak miłość”, w mojej kolekcji książek nie może więc zabraknąć pozycji „M jak miłość – Początki”. Nie opuściłam jedynego odcinka, a to zobowiązuje. (Śmiech.) Zdradzę również, że jestem szczęśliwą posiadaczką wszystkich płyt z odcinkami serialu, które w sprzedaży były kilka lat temu. Do każdej płyty dołączona była gazetka kolekcjonerska. Gazetek już niestety nie posiadam, ale płyty ocalały co do jednej! Jestem maniakiem serialowym, więc w wolnych chwilach laptop idzie w ruch i albo oglądam przedpremierowe odcinki różnych produkcji albo te, których obejrzeć nie zdążyłam w czasie premiery telewizyjnej.

Mało kto wie, że studiujesz język polski i literaturę na Ostravské Univerzitě!
Tak, na studiach dobrze się czuję. Obrona pracy licencjackiej już w sierpniu. Jestem Zosią – Samosią, lubię chodzić własnymi drogami, a co za tym idzie, temat sama sobie wymyśliłam. Nawiązuje poniekąd do mojej serialowej pasji. „Wpływ polskich seriali medycznych na społeczeństwo i aktorów” to temat mojego licencjatu. Podczas pisania zaliczyłam wiele wzlotów i upadków, ale z wersji końcowej jestem zadowolona.

Zdradź nam na koniec jak to jest z Twoim pochodzeniem i za co tak lubisz tą naszą Polskę?
Urodziłam się w czeskiej Ostravě. Uwielbiam przebywać w Polsce. Stopniowo ją odkrywam. Moim ulubionym miastem jest Warszawa, za każdym razem wracam tam z rozkoszą. Mam ulubione miejsca. Kocham Stare Miasto, lubię się zatrzymać w Łazienkach, czy na Polach Mokotowskich. Najlepsze sushi jadam w Izumi nieopodal Hotelu Mariott, a najsmaczniejszą kuchnią meksykańską cieszę podniebienie w klimatycznym El Popo. Za te miejsca lubię Polskę!

 

 

Viktoria SKRZYPIEC