Ciuchy to coś, co kobiety ubóstwiają. Ich szafy zwykle nie domykają się pod naporem wystających wieszaków, półki z akcesoriami wcale nie uginają się mniej, a szafki na buty niemal zawsze wydają się mało pojemne. Na odzienie kobiety wydają fortunę. Są jednak i te nieco bardziej zaradne…

Lumpeksy przeżywają renesans. Jak to możliwe? Pierwsze powstały w latach 60. ubiegłego wieku w Europie zachodniej. Odzież używaną można było kupić w sieci sklepów, które lokowano w garażach. Z tych „dobrodziejstw” korzystali najczęściej ludzie ubodzy, ale lumpeksy z tamtych lat cieszyły się popularnością również wśród subkultur.

Młodzi ludzie widzieli w nich możliwość wyszukania oryginalnego stroju za niewielkie pieniądze. Niemal ramię w ramię, garaże okupowali hipisi, razem z punkami czy heavymetalowcami, ale też artystami. Dziś lumpeksy to coś więcej, niż miejsca, gdzie za niewielkie pieniądze można kupić czasem niemal nieużywane ubrania. Lumpeksy to sposób na życie, moda XXI wieku, którą propagują gwiazdy, m.in. Elton John, Kate Moss czy też te w Polsce. No dobrze, taka jest historia, a jak to wygląda w praktyce?

Dziś lumpeksy wyglądają jak sklepy, takie z wieszakami, przebieralniami, ciepłymi kolorami na ścianach. To właśnie najlepiej zachowane ubrania trafiają na wieszaki – te są wyceniane indywidualnie, cała reszta trafia do koszów i płaci się za wagę każdego ubrania. Kto zagląda do lumpeksów? Wszyscy, od tych najbiedniejszych, po osoby zamożne, które szukają po prostu wyjątkowych ubrań. Dzięki temu mają pewność, że nie znajdą drugiej takiej bluzki czy pary jeansów. Ceny wyglądają różnie – od kilku do nawet kilkudziesięciu złotych w zależności od danego lumpeksu, „promocji dnia”, czy też części garderoby, jak również stanu zachowania ubrania.

No właśnie, a czy oprócz ubrań można tam coś znaleźć? Oczywiście tak – oryginalne buty, od adidasów, po buty wyjściowe, w tym szpilki, czółenka, czy oficerki, przez różnego rodzaju akcesoria. Tutaj prym wiodą paski do spodni, opaski, krawaty, jak również modne torebki. Naprawdę jest w czym wybierać, a jeśli nie ma, to pewnie znajdzie się inny lumpeks, w którym znajdzie się to, czego szukamy.

Lumpeksy powstają zarówno w małych miasteczkach, jak i w wielkich. W przypadku tych drugich, częstymi klientkami są studentki. Wśród nich panuje kilka niepisanych zasad, w tym jedna najważniejsza – „jeśli idziesz do lumpeksu, nie zabieraj koleżanki!”. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że dwóch takich samych kiecek nie znajdziecie, a zasada „kto pierwszy ten lepszy” może doprowadzić do popsucia relacji.