Rzucając kamieniem o wody taflę,
Wierząc, że doleci dalej niż moje nadzieje,
Rozbijam, tworząc uszkodzenie w płynnej szybie
Czekam aż wiatr północy skowytem swym zawieje.
Stojąc, widzę jak odbija się z gracją baletnicy,
Choć pozornie ciężki mógłby prędzej tonąć,
Jednak biegnie i utonie gdy zapragnie,
Po wszech strony kręgi trwoniąc.
I choć woda czuje, nie pamięta
Kto chciał stąpać po jej płaszczu delikatnym,
Lecz ochroni go gdy padnie w jej otchłanie,
Łatwiej mu tam będzie w swoim żywocie szkaradnym.

Robert Hałuza