Wojtas, Siódmiak, Byzdra, Grzyb, Kulwińska, Koniuszaniec, Kudłacz. Przyznajcie sami, ile nazwisk z tej krótkiej listy znaliście? A czy oglądaliście mecze polskich piłkarek ręcznych w mistrzostwach świata rozgrywanych w Serbii?

To, co zrobiła nasza kadra, jest naprawdę niewiarygodnym wyczynem. Może zacznijmy od początku. Polki wyjechały na najważniejszą imprezę w cyklu czteroletnim w zupełnej ciszy i bez rozgłosu. Jakże inaczej w porównaniu do piłkarzy… Nikt na sportsmenki nie stawiał. Ba! Większość z nas praktycznie nie wiedziała o wielkim wydarzeniu. Przyznam się szczerze, więcej uwagi poświęcałam piłce ręcznej w wydaniu mężczyzn, do kobiet zawsze jakoś było mi daleko. O mistrzostwach wiedziałam, jednak słysząc opinie „znawców” tej dyscypliny sportu, nie przywiązałam do tej informacji zbyt wielkiej uwagi. Jednak szczypiornistki tak jakby się w ogóle tą opinią publiczną i jej zdaniem, a właściwie brakiem zdania wcale nie przejęły. Te, które miały szybko wrócić do kraju, nagle stały się objawieniem całego turnieju. Polki pokonały kolejno Paragwaj, Angolę, Argentynę i awansowały do 1/8 finału. Dalej walka toczyła się o pozycję lidera w grupie, akurat o nią przyszło nam walczyć z Norwegią. Ten rywal okazał się dla naszych dziewczyn trudny do przejścia, a mecz przegrały. O awans w ćwierćfinale nasze panie musiały mierzyć się z Rumunią. Ach co to był za mecz! Pełen zwrotów akcji, potu i jak się później okazało – łez szczęścia, bo Polki pokonały dobrze dysponowanego rywala. O półfinał trzeba było zagrać z niezwykle utytułowaną drużyną Francji. W tym spotkaniu nasze dziewczyny zagrały kapitalnie. Po Francuzkach było widać zdumienie i niedowierzanie, tak dobrze zagrały biało – czerwone, że rywalki w kluczowych momentach były bezradne i kończyły mecz w wielkim szoku. Wtedy nasze kochane i niedoceniane zawodniczki udowodniły sobie i kibicom, że potrafią pokonać każdego, a marzenia mogą się spełniać. Tak oto drużyna skazana na porażkę powalczyła i znalazła się w najlepszej czwórce mistrzostw.

Półfinał i mecz o trzecie miejsce z reprezentacją Danii niestety został przegrany, lecz brak medalu nie przesłonił dokonań dziewczyn.

Praktycznie z dnia na dzień stały się popularniejsze i rozpoznawalne, przynajmniej dla tych 4 milionów widzów pewnej stacji telewizyjnej. Dostały się do finałowych rozgrywek po raz pierwszy od prawie 25 lat. Zajęły miejsce 4, ale dla wielu kibiców już wygrały, bo pokazały ogromną chęć do walki, poświęcenie i zaangażowanie. Nawet jeśli nikt nie był w stanie postawić na ich dobry występ chociażby złotówki. Dla mnie stały się heroskami! Możecie być pewni, że jako sportowy kibic o nich będę pamiętać, a następne imprezy z pewnością obejrzę.

Źródło zdjęć  1, 2, 3,  4

Joanna Świderek