„Dlaczego nie spalą mnie jak ofiarnej owieczki, tylko każą mi cierpieć takie ohydztwa?”

„Kato-tata” odsłania tabu, dotyka wrażliwego ciała wykorzystywanego dziecka, które nie szuka nigdzie pomocy. „Kato-tata” to 184 strony mocnej, ale to bardzo mocnej nauki życia, życia brutalnego i niesprawiedliwego. Sto osiemdziesiąt cztery strony hipnotyzującej powieści, która otworzy nam oczy tak szeroko, że przez długi czas nie wrócą do normalnego stanu. „Kato-tata” to przerażający krzyk dziecka, które zostało potwornie skrzywdzone i nawet czas nie wyleczy jego ran.

Dzisiaj niechętnie rozmawia się o molestowaniu seksualnym dzieci, jest to swego rodzaju temat tabu, który za wszelką cenę spychany jest gdzieś na margines historii, które dzieją się tylko w filmach. Halszka Opfer („Opfer” z języka niemieckiego oznacza „ofiara”) to pseudonim, pod którym kryje się ofiara wieloletniego molestowania przez ojca i jest to kobieta, która przełamuje ten temat tabu.

Lata siedemdziesiąte, Dolny Śląsk, matka urzędniczka, ojciec ceniony kierownik i trójka dzieci. Można by nawet się pokusić o stwierdzenie, że Halszka pochodzi z dobrego domu, ale to tylko pozory, pod którymi kryje się piekło na ziemi. Ojciec nadużywa alkoholu. Codzienne picie, znęcanie się nad rodziną i bieda to chleb powszedni. Czy może być coś jeszcze gorszego? Owszem. Tata Halszki jest zwyrodnialcem. Molestuje córkę od najwcześniejszych lat, by w późniejszym okresie stała się jego małą, prywatną kochanką. Co więcej, matka Halszki sama wkłada córkę do łóżka tatusia, aby mieć święty spokój.
Każdy kto przeczytał tą książkę potwierdza, że jest to przerażająco szczera opowieść i aż trudno uwierzyć, że miała miejsce w rzeczywistości, jedno jednak jest pewne – warto ją przeczytać.

„Niesamowita książka…Opowieść autorki ryje psychikę do granic możliwości, mimo to czytelnik nie jest się w stanie od niej oderwać – dalej masochistycznie brnie w kolejne rozdziały” Klara

„Historia ciężka i brutalna, ale według mnie bardzo potrzebna, aby „zwykli” ludzie mający za sobą sielankowe dzieciństwo mogli zrozumieć tych, którzy mieli jego odwrotność do potęgi.” Magda

„Wspomnienia autorki przekraczają wszelkie tematy tabu. Opisy stosunków seksualnych z własnym ojcem są tak wstrząsające, że co chwila musiałam książkę odkładać na bok. W pewnym momencie prawie zwymiotowałam, tak było to wstrętne i obrzydliwe. Ojciec Halszki był po prostu chorym człowiekiem, nie tylko pedofilem ale również erotomanem. Najchętniej uprawiałby seks ze wszystkimi kobietami, jakie spotykał na swojej drodze.” Milena

Myślę, że nie jest to książka dla każdego. Trzeba mieć w sobie odwagę i jakąś psychiczną siłę, by przebrnąć przez te prawie dwieście stron piekła, ale ja nie żałuję. Uważam, że warto zapoznać się z tą historią, by nigdy nie dać się pożreć znieczulicy, która moim zdaniem powoli staje się czymś w rodzaju choroby cywilizacyjnej oraz żeby chronić swoje dzieci przed takimi potworami. Poniżej prezentuję krótki fragment, który może w jakiś sposób przybliży Wam o czym tak naprawdę jest ta książka i w jaki sposób została napisana.

“Moje życie seksualne z tatą nadal kwitło. Kiedy mama wcześnie rano wychodziła do pracy, cichaczem otwierał drzwi mojego pokoju, siadał na łóżku, ściągał powolutku kołdrę, bezszelestnie wślizgiwał się w pościel i szukał mojego ciała. Jego ręka powoli wędrowała do moich majtek. Czułam, jak mocno dociska moje pośladki do swoich narządów, które momentalnie sztywniały. Brzydziły mnie te jego genitalia. Jego mocno owłosiona łapa zdecydowanie zdejmowała ze mnie majteczki. Byłam wściekła, ponieważ byłam jeszcze śpiąca. Zaczynałam mu się wyrywać, ale jego to dodatkowo podniecało i zaczynał się dziko śmiać. Znowu wyglądał jak zaśliniony pies. Dopadał mnie wszędzie, gdziekolwiek chciałam uciec, śmiejąc się jeszcze głośniej. Gdy mnie znowu łapał, jego wielkie łapska błyskawicznie lądowały na moich piersiach. Ściskał je aż do bólu. Próbował na siłę włożyć mi do ust swój oślizgły ozór. Czułam na szyi i twarzy jego ślinę. Wyrywałam się, jednocześnie wycierając się ze wstrętem. Ojciec ściskał mnie za piersi, a kiedy odrzucałam jego ręce, jeszcze szybciej wędrowały do mojego kroku. Bawił się ze mną w kotka i myszkę. Nie nadążałam za jego rękami, które przemieszczały się raz w górę, raz w dół. W uszach ciągle dzwonił mi jego dziki śmiech. Walczyliśmy tak przez wiele minut, dopóki nie skapitulowałam. Miałam wrażenie, że jest wielkim pająkiem, który oplata mnie włochatymi odnóżami.”

Viktoria Skrzypiec