Młoda, przepełniona pozytywną energią i chęcią walki o swoje lepsze życie. Chciałaby być inspiracją dla wielu dziewczyn i pomóc im spełniać marzenia, ale myślę, że już dziś nią jest. Zachęcam do bliższego poznania Justyny i czerpania garściami energii od tej kobiety, która opowiada o swoich zmaganiach z podstępną chorobą, motywacji do odchudzania, modzie i marzeniach.

 

W jakim momencie swojego życia pomyślałaś, że chcesz coś zmienić?
Justyna Homa – Odkąd pamiętam, zawsze miałam nadwagę. Już od dziecka nie mogłam sobie poradzić z dodatkowymi kilogramami. Nikt nie wiedział co się dzieje, lekarze odsyłali mnie za każdym razem z kwitkiem do domu, a waga ciągle rosła. Już nie wspominam nawet o moim samopoczuciu – depresja, stany lękowe, chroniczne zmęczenie, nie potrafiłam wstać z łóżka. Generalnie lepiej żyło mi się wieczorem niż rano.

To brzmi przerażająco, tym bardziej, że byłaś dzieckiem!
W sumie nie mogę tego nazwać życiem, a ciągłą wegetacją. Bywało już tak ciężko, że nie potrafiłam umyć sobie włosów, bo nie widziałam w tym najmniejszego sensu. W końcu powiedziałam sobie koniec. Jak długo ten koszmar będzie jeszcze trwał? Pomyślałam, że nikt o mnie nie zawalczy, jeśli SAMA tego nie zrobię. Poszłam zapłakana do swojego lekarza rodzinnego. Opowiedziałam mu o wszystkim, o wszystkich dolegliwościach – o nic więcej nie pytał, wypisał mi wszystkie możliwe badania w kierunku tarczycy, TSH, FT3, FT4 i antyTPO. Okazało się, że choruję na niedoczynność tarczycy i chorobę Hashimoto. Te dwie na pozór niegroźne choroby wykańczały cały mój organizm, a w tym mnie. Dostałam odpowiednią dawkę tabletek i tak z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc czułam ogromną poprawę, aż w końcu potrafiłam podnieść się z łóżka. Boże Drogi, co to była za ulga… Doprowadziłam swój umysł i stan ducha do pionu, potrafiąc cieszyć się życiem, cieszyć się z najmniejszych efektów, ale ciągle czułam niedosyt. Postanowiłam zadbać o swoją figurę. W najgorszym stadium mojej choroby ważyłam 72kg przy wzroście 162cm. To naprawdę sporo. Zgłaszając się do mojej trenerki Hanny Heldt startowałam z wagą 70kg. Hania rozpisała mi dietę, razem trenowałyśmy, waga spadła mi do 59kg. REWELACJA!

 

Chodziłaś na siłownię?
Tak, i na siłowni czułam się jak w drugim domu. Wszyscy ludzie, którzy tam trenują są dla mnie jak rodzina. Uwielbiam kiedy siłownia pęka w szwach, ponieważ to mnie niesamowicie motywuje do efektywniejszego treningu, już nie wspominając o sytuacjach, gdy widzę progres u osób, które ze mną zaczynały swoją przygodę z treningami. No i niestety coś niedobrego podziało się w moim organizmie i okazało się, że choruję dodatkowo na insulinooporność. Gwałtowny zwrot akcji – 8kg więcej na wadze. Insulinooporność bardzo często chodzi w parze z niedoczynnością i Hashimoto – teraz to wiem i regularnie przyjmuję Metforminę. To dzięki niej i odpowiedniej diecie białkowo-tłuszczowej znowu mogę cieszyć się zgrabną sylwetką.

Wspomniałaś, że na siłowni czujesz się jak w drugim domu – myślę że wiele z nas chciałoby czuć się podobnie, jednak niejednokrotnie spotykam się z historiami o wstydzie, by ćwiczyć wśród tych, które mają dobrą kondycję.
Ja rzuciłam się na głęboka wodę. Poszłam z dnia na dzień, bo wiem, że pewnie odwlekałabym siłownie w czasie. Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego dnia – wchodziłam ze łzami w oczach, w głowie miałam tylko przerażające myśli o tym, że każdy mnie obserwuje, każdy mój ruch. Było mi tak niesamowicie wstyd zrobić jakiekolwiek ćwiczenie. Jest to ciężkie uczucie, by je opisać i sama tego nie rozumiem. Nigdy nie wchodziłam sama na strefę wolnych ciężarów bez mojej trenerki – bałam się, ze zrobię sobie krzywdę i strasznie krępowałem się ćwiczyć między mężczyznami. Nie kupowałam drogich ubrań na siłownie- poszłam w starych prześwitujących legginsach, białej bluzce, a na biodrach miałam przepasana obszerną bluzę. Strasznie wstydziłam się moim potężnych ud, a bluza miała odciągnąć od nich wzrok ludzi.

Masz jakieś rady – jak zacząć? Rady, które wtedy Tobie bardzo by pomogły?
Jeżeli nie wiemy jak mamy ćwiczyć, to radziłabym sięgnąć po opiekę trenera, chociażby przez parę dni. Jest to skarbnica wiedzy – ja wiele się nauczyłam. Ludzie, którzy tam ćwiczą, to są naprawdę bardzo mili, jeden drugiemu pomaga, zawsze. Na początku jak coś źle robiłam i ktoś mnie poprawił, to uznawałam to jako atak w moim kierunku. Teraz dopiero wiem jak bardzo się myliłam. Później sama prosiłam o pomoc przy danym ćwiczeniu. To jest normalne, że jak wchodzi osoba na siłownię to każdy patrzy, bo przyszedł ktoś nowy. Ja też sama czasami się na tym łapię, ale staram się szybko postawić do pionu, bo wiem, co taka osoba czuje. Poza tym, na siłowni jest naprawdę mnóstwo ludzi, którzy właśnie tak samo ćwiczą, ale obawiają się, że ktoś patrzy właśnie na nich. To takie błędne koło. Jak wstydziłam się pójść na strefę wolnych ciężarów, to mówiłam sobie „Teraz, albo nigdy. Teraz, albo znowu będziesz w domu z siebie niezadowolona, bo tego nie zrobiłaś. Naprawdę znowu chcesz czuć się przegrana?” Poszłam! To zawsze mi pomagało, wyznaczenie sobie celu i celebrowanie go, gdy zwyciężyłam nad własną osobą.

Marzyłaś o tym, by być szczupłą i za wszelką cenę chciałaś do tego dążyć? Nie martwiło Cię to?
Kiedyś strasznie dążyłam do tego, aby być szczupłą kobietą, najlepiej, żeby na wadze było 50kg, ciało bez żadnej skazy, bez cellulitu. Dzisiaj już zupełnie inaczej na to patrzę. Pozbawiłabym siebie wszystkich kobiecych walorów i na pewno nie byłabym szczęśliwą kobietą. Mam spory cellulit na udach. W żaden sposób nie mogę sobie z nim poradzić, lekarze mówią, że taka jest po prostu moja uroda i niezależnie od tego jak ciężko będę trenowała, to on i tak będzie. Jeśli ktoś ma predyspozycje ku temu, to nic innego nie pozostało mu zrobić, jak go zaakceptować. I ja to zrobiłam, ale jeżeli są metody na chociażby minimalne zredukowanie to jak najbardziej z nich korzystam!

Opowiadaj!
Moim ulubionym sposobem jest żelazko antycellulitowe i zabieg karboksyterapii w gabinecie kosmetycznym Guido Beauty w Rybniku. Uwielbiam atmosferę stworzoną przez personel. Dziewczyny są naprawdę cudowne! To właśnie dzięki takim kobietom, które rozumieją nasze kobiece problemy chce nam się walczyć o siebie!

Tak sobie myślę, że to przerażające, by od najmłodszy lat walczyć ze skutkami choroby, o której się na początku nawet nie wie, czuć się tak źle ze sobą i z tą świadomością, że nawet nie ma się sił na zmianę.
Na początku tak jak wspomniałam, czułam się fatalnie. Nie miałam w ogóle ochoty do życia. Nie cierpiałam tylko ja, ale i moi rodzice. Chyba najgorsze uczucie dla każdej mamy to bezradność. To niesamowity ból widząc swoje dziecko w takim stanie. Owszem nie czułam się ze sobą dobrze, nie mogłam się w nic zmieścić co miałam w szafie, byłam cała opuchnięte, obrzmiała, włosy z głowy leciały mi garściami…

Cieszę się, że miałaś w sobie tyle siły, by o siebie zawalczyć!
Kochana, tylko dlatego, że wiem jak to to jest być na samym dnie swojego życia. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie dopuszczę do takiego stanu. Badam się regularnie, co dwa miesiące, czasami nawet co miesiąc. Odpowiednia diagnoza i leczenie mogą zdziałać cuda, ale najważniejsze jest to, żebyśmy się sami chwilę zastanowili nad naszym życiem. I pomyśleli, czy chcemy przeleżeć w łóżku całe tygodnie i lata, czy spełniać swoje najskrytsze marzenia? Ja wybrałam tą drugą opcję!

Zmieniłaś się o 180 stopni – to naprawdę niesamowite.
Wspominałam, że nie potrafiłam sobie zrobić nawet śniadania, a dzisiaj nie mogę doczekać się aż w końcu zrobię śniadanie, zaparzę kawę dla mnie i dla mamy i po prostu usiądziemy przed tv, włączymy „Dzień dobry TVN”. Kocham to, niby nic, a tak mnie to cholernie cieszy!

Czy zdrowy styl życia stał się Twoją pasją?
Moją pasją jestem moda, kochałam modę już od dziecka. Nie wyobrażam sobie, żebym w życiu zajmowała się czymś innym. Stanę na głowie, aby zostać stylistką. Zostałam zauważona przez Maję Sablewską, co jest dla mnie niesamowitym zaszczytem i wyróżnieniem. Chcę pomagać kobietom, które były, bądź są nadal na takim etapie życia, w którym ja się kiedyś znajdowałam. Wiem jak jest ciężko z tego wyjść!

Maja Sablewska?
Z Mają już się kiedyś poznałam na planie „Sposób Sablewskiej na Modę” i uprzedzam pytanie – nie byłam jego uczestniczką. Miałam straszny dzień na uczelni. Egzamin za egzaminem. Moja głowa już pękała w szwach. Koleżanka powiedziała mi, że Majka jest dzisiaj w Silesia City Center w Katowicach i zapytała czemu mnie tam nie ma. Odpowiedziałam tylko, ze nie mam dzisiaj humoru na żadne spotkania i wyjazdy. Tak sobie myślałam nad tym i poczułam taki impuls, że muszę tam pojechać, tak po prostu – to było dziwne uczucie. Dotarłam na miejsce, kupiłam sobie swoją ulubiona kawę i poszłam w kierunku sceny. Udało mi się dostać pod sama scenę, oparłam się o filar i słuchałam wywiadu. Majka cały czas na mnie zerkała. Myślałam, ze może jestem brudna, naprawdę. Udzielając wywiadu, przeprosiła prowadząca i powiedziała, że musi kogoś zaprosić na scenę i wyszła po mnie, zaciągnęła mnie za rękę na scenę. Zamarłam. Zadawała mi pytania czym się zajmuję i co w życiu robię. Od razu zauważyła, ze wkładam w modę całe swoje serce. Zaproponowała mi pracę. Oczywiście emocje i łzy szczęścia wzięły górę, a wszyscy pod scena klaskali. Boże, to było niesamowite uczucie, coś pięknego. Powiedziała mi, że jest zachwycona moją swobodą i odwagą w kwestii stylu ubierania się.  Byłam w szoku. Na następny dzień byłam już w Warszawie – było to dla mnie jak spełnienie marzeń, dar zesłany z nieba. Niestety z przyczyn osobistych i zdrowotnych nie mogłam skorzystać z tej okazji, jednak wyznaje w życiu zasadę, ze nic nie dzieje się bez przyczyny. Widocznie tak musiało być. Każdy koniec niesie ze sobą jakiś początek.

Piękna historia- to niesamowite, że Cię zauważyła.
To prawda. Czułam się niesamowicie doceniona. Cały czas o tym myślę, ale honor nie pozwala mi prosić o kolejną szansę, bo już jedną dostałam, którą niestety nie mogłam wykorzystać. Chciałabym sama dojść do takiego momentu, kiedy będę czuła się w stu procentach spełniona.

Panuje krzywdzący mit, że będąc na diecie jest się wiecznie głodnym i nieszczęśliwym, a Ty jesteś idealnym przykładem tego jaką bzdurą są te słowa!
Jeżeli człowiek jest na diecie z przymusu, to owszem, jest to być może prawda. Strasznie ciężko było mi się przestawić na zdrowe odżywianie, wciąż ubolewałam, ze nie mogę wielu rzeczy. Jeszcze kiedy doszła do tego insulinooporność to już w ogóle, nie mogłam praktycznie nic jeść, nawet ciast z naturalnymi słodzikami. Mogę jeść zaledwie 15 produktów. Jest takie powiedzenie: ”Jeśli nie możesz zmienić otoczenia, to zmień do niego nastawienie.” Ja właśnie tak zrobiłam, wszystko jest w naszej głowie. Wystarczy zmienić nastawienie. Nie pozwolę na to, żeby to dieta była wyznacznikiem mojego szczęścia. Wiem, że robię to dla siebie, własnego zdrowia, szczęścia i lepszego samopoczucia. Chwała Bogu, że nasz mózg jest bardzo neuroplastyczny. Możemy zrobić z nim wszystko, co tylko chcemy. Szukam wielu alternatyw dla posiłków, na przykład zamiast kupna zwykłych bułek pszennych, piekę sobie je sama z jajek, serka i proszku do pieczenia.

Na koniec koniecznie podaj przepis na swoje domowe bułeczki – myślę, że nie jedna z nas zastąpi nimi te niezdrowe, sztuczne i napompowane bułki pszenne ze sklepu!
Te bułeczki są ostatnio hitem, każdy pyta o przepis. Obserwuję na instagramie mnóstwo kont ze zdrową żywnością, właśnie tam znalazłam ten przepis. Jest niesamowicie banalny. Jajka, proszek do pieczenia, sól, pestki dyni, słonecznika i serek do smarowania kanapek. Smak dowolny – każdy daje taki jaki najlepiej mu odpowiada. Białka ubić na sztywną pianę, a resztę wymieszać, następnie dodać do ubitych białek. Formujemy bułeczki, wkładamy do piekarnika na 25 minut w temperaturze 200 stopni i gotowe!

Trzymam kciuki za Twój własny kanał na YouTube i bloga, bo wspominałaś, że to Twój najbliższy cel – nie tylko po to, byś realizowała swoje marzenia i czuła się spełniona, ale po to, abyś pomogła wielu dziewczynom, bo jestem pewna, że to zrobisz.
Boże Drogi, czytając te słowa, aż łzy cisną mi się do oczu, bo marzyłam o tym od czasów technikum. Niestety wszystko przeciąga się w czasie, już 4 lata, a to z braku pieniędzy na sprzęt, a to jakaś choroba, inne czynniki. Na wszystko muszę sobie sama zapracować, zbieram aktualnie na aparat z odchylanym ekranem, żebym mogła kontrolować kadr, Tłumaczę to sobie w ten sposób, że nic nie dzieje się bez powodu. Widocznie tak musi być, bo czeka na mnie coś wielkiego.

Viktoria SKRZYPIEC