Jak bardzo ważne są dobre relacje z rodzicami i jak dużo możemy się od nich dowiedzieć o sobie, a co za tym idzie, jak wiele mogą nas nauczyć – tego dowiedziałem się bardzo późno w swoim życiu. Teraz mam 20 lat, pożyłem już sobie dwie dekady i nigdy bym nie przypuszczał, że moje marzenie spełni się ot tak, bez moich starań, czy jakiegokolwiek poświęcenia. Szczęście, niczym strażak podczas akcji, wleciało mi do mojego domu z hukiem przez frontowe drzwi.

Odkąd zmarł mój ojciec, a stało się to, kiedy miałem 11 lat, została mi już tylko jedna osoba, która tworzyła fundament mojego życia. Może samo określenie, że rodzice są „fundamentem w życiu każdego człowieka” wieje kiczowatą mądrością prosto ze strony temysli.pl, której sentencje inspirują tylko do rozjebania monitora głową, ewentualnie wyskoczenia z okna, ale uważam, że to prawda.

Sam nie mam w zwyczaju dawać wiarę prostym radom życiowym, lecz ta jedyna stanowi dla mnie wyjątek. Rodzice są naprawdę ważni, a widzę to najwyraźniej, kiedy mój brat nieświadomie kopiuje zachowania swojego ojca, mój przyjaciel swojego i tak dalej…

Wydaję mi się, że o wiele łatwiej jest dostrzec podobieństwa między ojcem, a synem niż między matką, a córką. Żeby zauważyć wspólne cechy charakteru między ludźmi, trzeba najpierw ich poznać i zrozumieć. Nie od jednej dziewczyny słyszałem, że sama siebie nie ogarnia, a skoro ona już tego nie potrafi to tym bardziej ja tego nie zrobię.

Ale kogo ja kopiuję? Bardzo długo sądziłem, że nie mam żadnego autorytetu. Byłem w błędzie, myśląc, że skoro nie mam ojca, to mnie takie zjawisko nie dotyczy. Oczywiście jak zawsze kompletnie się myliłem. Ja również się na kimś wzorowałem, też miałem swój męski autorytet, też miałem blisko siebie kogoś, kogo zachowanie i postawę podziwiałem.

Nie miałem ojca, ale mimo to i tak go miałem. Wiem, brzmi to absurdalnie. I nie, nie miałem halucynacji, nie jestem medium i nie miałem kontaktu z „tym drugim światem”. Po prostu mam to szczęście, że mam ojczyma. Mojej mamie udało się szczęśliwie ożenić po raz drugi, a jej mąż postanowił wziąć na swoje barki ten ciężar i rozpoczął nad nami żmudną i bardzo wyczerpującą pracę pod tytułem „wychowanie”.

Och, było mu ciężko. Nie raz musiał dać mi szlaban lub ochrzanić mnie z góry na dół za moje nieodpowiedzialne zachowanie, ale mimo tych przeciwności i mojego nastoletniego uporu finalnie odniósł  zwycięstwo i niczym mistrzowsko uzdolniony mentalista zmanipulował mnie i wpoił mi najróżniejsze zachowania, które były identyczne z jego charakterem. Musiało minąć kupę czasu, żebym wyraźnie dostrzegł, że moja mania odprowadzania swojej dziewczyny nocą domu, żeby nie musiała bidulka sama o tak późnej porze narażać się na jakieś niebezpieczeństwo – to najwyraźniejszy dowód na to, że jego wpływ na mnie musi być niesamowicie ogromny, skoro taką samą troską otacza moją mamę, a ja swoją dziewczynę.

Takie wzorowanie się jest najbardziej naturalne, bo chyba oczywiste jest, że jak podziwiałem troskę swojego ojczyma, to chciałem podobnie do niego postępować. Całkiem logiczne, nie sądzicie?

Bardziej niezrozumiała sytuacja powstaje, kiedy dostrzeże się podobieństwo między moją mamą, a jej ojcem. Najlepiej widać to po organizowaniu sobie obowiązków w trakcie dnia. Mój dziadek jest bardzo pedantyczny, ma obliczone, ile zużywa cukru w ciągu miesiąca i zawsze taką ilość ma pochowaną w szafkach. Ma ustalone pory praktycznie co do minuty, kiedy wstaje, je śniadanie, wychodzi na zakupy. Moja mama nie robi tego, aż tak skrajnie, ale również ma unormowany rytm dnia, bo na przykład sprząta zawsze przed obiadem. Nie mieści jej się w głowie, że można poodkurzać o 18 godzinie. I mimo tego, że moja mama za młodu narzekała na zachowanie swojego ojca, sama zdała sobie sprawę w pewnym momencie, że całkiem podobnie do niego się zachowuje.

Gdy się nad tym głębiej zastanowić, to w pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że niektórzy kopiują swoich rodziców tak bardzo nieświadomie, że muszą już pożegnać się z osobą, którą chcieliby się stać, po to żeby być osobą, którą już muszą być i bardzo ciężko jest im zrobić coś zupełnie przeciwnego.

Bardzo często pijani ludzie w Śledziu mówią, że są sobą, a nie tacy sami jak wszyscy wokół. Czy są w błędzie? Myślę, że tak. Nikt nie jest w pełni sobą, ponieważ każdy dopuścił się plagiatu i skopiowania jakiejś cechy od kogoś, kto mu imponował.

Czas chyba jednak wrócić do nadrzędnej sprawy… Kiedy już zrozumiałem, jak wielką wagę stanowi dla mnie opinia mojego ojczyma i jak bardzo swoim zachowaniem wpływa na mnie, zapragnąłem jednej rzeczy. Obiecałem sobie, że kiedyś, kiedy będę starym koniem (tak u mnie w domu nazywa się dwudziestoparolatków, którzy skończyli szkołę, ale jeszcze nie założyli rodziny), pójdziemy sobie do baru, wypijemy piwo i pożartujemy sobie. Spędzę czas z człowiekiem, którego tak bardzo kocham i szanuję. No i nie musiałem czekać zbyt długo, on sam zaproponował, żebyśmy poszli do dopiero co otwartego baru w naszej okolicy, a w którym podają jego ulubione piwo. No cóż. Co tu dużo gadać? Po prostu jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.

A ty, Czytelniku? Jakie zachowania swoich rodziców kopiujesz i jak duży mają one wpływ na ciebie? Podziel się swoją historią i zostaw komentarz.

Piotrek MOSAK