Cholerne przyzwyczajenia i jeszcze bardziej cholerne przeświadczenia. Do tego upartość i brak argumentów potwierdzających własną, wydumaną, tezę. Nie znam się, to się wypowiem. Tak oto, w skrócie, można by opisać proces kupowania prezentowanej dzisiaj zupy.

Producent, który wbił się w pamięć z jednym – konkretnym – wyrobem, tworzy coś innego. Mocno innego. Może nie aż tak, jakby Algida wypuściła fasolkę po bretońsku, ale jednak odmiennego. Marchewka. Z tym – i tylko tym! – kojarzyła mi się firma na eM. I choć logo widywałem na innych opakowaniach, to z premedytacja je odpuszczałem. Bo przecież oni są od karotki, a nie zupy. Zupy z pewnością robią do kitu, bo się na nich nie znają.

Marwit zupa krem z soczewicy z chilli nie dość, że był mijany, to jeszcze swoje przeleżał w lodówce. W momencie zabrania mi z konta konkretnej kwoty, data przydatności do spożycia wynosiła jakieś 8 dni. Robiąc przegląd lodówki, zobaczyłem, że z życia wyleciał mi tydzień, a na żadnej imprezie nie byłem. Przerażające.

Skoro przełamałem się w jednej kwestii, postanowiłem wykonać i drugi krok. Wyjąłem rondelek (mikrofalówki nie posiadam) i przelałem całość do turbo-nowoczesnego naczynia z nieprzywieralną powłoką. Plusku uderzenia kremu o dno garnka nie było. Zupa była gęsta jak farba, czy też budyń rozrobiony w innych (niż zalecane) proporcjach. Miałem nadzieję, że wzrost temperatury tego nie zmieni, bo wyglądało to po prostu apetycznie (mimo może niezbyt żywieniowego porównania).

Z minuty na minutę zapach był coraz bardziej intensywny. Grochówka, leczo, parówki, leczo, grochówka, parówki. Aromat był daleki od czegoś niemięsnego. Koniec końców nie podgrzałem całości do 60 stopni, bo zauważyłem, że krem tracił na swojej gęstości. Najważniejsze: nie pachniało czymś chemicznym z puszki, a wycieczką i wielkim garnkiem zawieszonym nad ogniem. Pachniało też (o dziwo!) delikatną dawką chilli! Fajno.

Bardziej zupowa niż kremowa (ale nie wodnista!) konsystencja była czymś na pograniczu wspomnianych dań. Z pewnością nie była „wywarem” z dwóch warzyw, a mieszanina (przynajmniej) piątki. Pojawiająca się momentami cierpkość bardzo fajnie współgrała z papryczką, której obecnością język nie musiał odcierpieć.

Bez grudek, bez strzępków, z wyczuwalną nutą pikantności. Nie wiem jak Marwit zupa krem z soczewicy z chilli smakowałby na zimno, ale na gorąco była czymś cholernie dobrym. Gdyby po podgrzaniu była bardziej „zwarta” byłaby wręcz idealna. Innych wariantów (m.in. brokułowa czy kalafiorowa) smakowych zup nie spróbuję, ale tę z chęcią powtórzę.

Skład

Woda, marchewka 19%, soczewica czerwona łuskana 12%, sól, sok z limonki z soku zagęszczonego, czosnek 0,5%, mieszanka przypraw, chili 0,01%.

Słowniczek

Zbędny.

Wartości odżywcze

Marwit zupa krem z soczewicy z chilli  to 330kcal (podział BTW: 19,5g/ 3,5g/ 50,5g) w 500-gramowym pojemniku.

Informacje o produkcie

Producent: Marwit
Nazwa: Zupa krem z soczewicy z chilli

Dietetyczne Demaskacje