Jej przygoda z tańcem zaczęła się dość niewinnie, gdy w podstawówce występowała w przedstawieniu tanecznym, w którym była treserem. Coś z tamtej roli zostało jej zapewne do dziś, ponieważ dzięki swojej upartości, wytrwałości, cierpliwości, ciężkiej pracy i godzinach poświęconych na treningi dziś tańczy niesamowicie. Basia Pieroń tańczy w tanecznej formacji „Szok”, gdzie również jest instruktorką i udowadnia swoją postawą jak i przede wszystkim talentem, że taniec to sztuka.

Coś czuję, że na turnieju w Legionowie wasza formacja nie miała sobie równych.
Basia Pieroń – Poziom był wyrównany i wciąż miałam wrażenie, że wszyscy są lepsi od nas. Oglądając inne zespoły byłam pod ogromnym wrażeniem ich akrobacji – wszędzie salta, rundaki, fiflaki i inne figury, a z racji tego, że uwielbiam akrobatykę to wyjątkowo przykuło to moją uwagę, bo wiem ile pracy i trudu wymaga ta dziedzina.

Ale wygrałyście!
Tak, szczerze, to w ogóle się nie spodziewałyśmy, że to właśnie my otrzymamy główną nagrodę jaką jest Grand Prix! Wszystkie byłyśmy zestresowane, bo zwykle sezon konkursów zaczynał się z początkiem lutego albo marca, a co za tym idzie zawsze miałyśmy więcej czasu na przygotowania. Nie czułyśmy się zbyt pewnie i postanowiłyśmy potraktować ten konkurs jako zwyczajny występ, albo próbę, która przygotuje nas do następnych konkursów, bo choć w podróży byłyśmy pozytywnie nastawione to już na miejscu dobry nastrój nas opuścił.

11128313_896772167050226_1200245973_n

Nie ma chyba piękniejszej niespodzianki dla tancerzy niż niespodziewana wygrana i docenienie ich pracy, prawda?
Dokładnie! Nagroda zaskoczyła nas w stu procentach i w tamtym momencie było tak dużo pozytywnych emocji, że sama radość z wygranej zaczęła się nieco później, a wtedy cieszyłam się chwilą. Naprawdę ciężko było mi uwierzyć, że mamy Grand Prix.

Formacja „Szok” nieustannie zdobywa nagrody, więc Wasi fani i rodziny byli w duchu pewni, że i Grand Prix będzie wasze! Z jakich nagród jesteś najbardziej dumna i które zawody były dla Was, a może dla Ciebie najtrudniejsze?
Na wszystkie Twoje pytania jest jedna odpowiedź – Konin! Międzynarodowy konkurs składający się z kilku etapów, jest to konkurs, który trwa około tygodnia, ale, żeby się tam w ogóle dostać trzeba się najpierw zakwalifikować wysyłając filmik z nagraniem. Można tam wystąpić aż trzy razy, po pierwszych dwóch razach wywieszana jest lista z zespołami, które przechodzą dalej, a ostatecznie tańczy się na wielkiej i jednocześnie przepięknej scenie na świeżym powietrzu. To jest moment na który każdy czeka. Wszystko zaczyna się korowodem w którym wszyscy uczestnicy konkursu biorą udział, a później zaczyna się właściwa Gala na której w końcu zostają ogłoszone wyniki, który zespół zajął które miejsce. Właśnie pierwszy raz, kiedy pojechałyśmy do Konina, a to chyba było jakieś 6 lat temu, to zajęłyśmy trzecie miejsce to było chyba moje najpiękniejsze przeżycie. Co do zawodów to muszę jeszcze wspomnieć o Sosnowcu. Przyjeżdżają tam naprawdę profesjonalne zespoły i zawsze jest tam dużo stresu. W tym roku wróciłyśmy z 3 miejscem, z którego wszystkie jesteśmy dumne, ponieważ poziom był bardzo wysoki.

DSC_0541a

Pierwszego miejsca nie było?
W zeszłym roku było! Nie wspominałam, że jest to Międzynarodowy Dziecięcy Konkurs Piosenki i Tańca w Koninie, więc jestem już na ten konkurs za stara hehe 🙂 ale miałam przyjemność gościć tam rok temu w zastępstwie za koleżankę. To była ostatnia szansa, żeby spełnić swoje marzenie, no i udało się!

Takie wyjazdy dostarczają zapewne ogromnej dawki energii, stresu i przeróżnych emocji!
O tak. Jakbym miała opisać wyjazd w paru słowach to powiedziałabym – stres, nerwy, płacz, szczęście, radość, niewyspanie, wspaniali ludzie, ciągłe próby. Warto pojechać i warto to przeżyć, ponieważ takie wyjazdy nie tylko umacniają zespół, ale dają szansę na przeżycie czegoś niezwykłego i niepowtarzalnego.

Masz może inne pasje poza tańcem, czy jednak to jest coś, co wypełniło całe Twoje serce?
Taniec jest nieodłącznym elementem mojego życia i dopełnia je, ale mam jeszcze inne rzeczy poza nim. Aktualnie robię kurs masażu, zaczęłam interesować się rozwojem osobistym, kocham karaoke, a od października zamierzam pójść do Krakowskiej Szkoły Artystycznej na aktorstwo, ponieważ od zawsze było to moje marzenie. Stwierdziłam, że człowiek żałuję tych rzeczy których nigdy nie spróbował, więc nawet jak mi nie wyjdzie to będę szczęśliwa, że chociaż spróbowałam.

Kochasz karaoke, więc może jednak muzyka, a nie aktorstwo?
Lubię śpiewać, ale nie jestem w tym dobra na tyle na ile bym chciała. To nie jest coś do czego się nadaję i w czym czuję się na tyle dobrze.

Chodzi o stres? Chociaż nie, bo przecież podczas występów również są setki par oczu zwróconych ku Tobie i patrzących jak tańczysz.
Stres jest zawsze i wszędzie, przy każdej pracy, czy nowej sytuacji towarzyszy stresowa iskierka, ale z tańcem jest inaczej. Owszem, czasem mnie on złapie, ale gdy już stoję na scenie to wszystko się zmienia. To jest inny świat. Świat w którym wszystko inne przestaje mieć znaczenie, jestem szczęśliwa i próbuję dać z siebie wszystko.

Być może powinnam zapytać o to na początku, ale nie mogłam się powstrzymać, by nie zapytać o turniej. Jak zaczęła się Twoja przygoda z tańcem?
Chodziłam wtedy do podstawówki i parę moich koleżanek tańczyło w „Szoku”, a ja byłam po prostu ciekawa jak to jest, ponieważ wiedziałam, że jeżdżą na konkursy i występują na różnych pokazach. Zajęcia odbywały się wtedy w naszej szkole, więc zapisałam się z paroma koleżankami i zaczęła się moja przygoda z tańcem.

11025954_801726859907140_2435626718236271560_n

11041739_780590302022661_9045199465151330848_n

I od razu poczułaś, że to to?
Wszystko było interesujące, a ja z podziwem patrzyłam na osoby, które były w formacji od dawna, które były bardzo dobrze porozciągane, potrafiły niesamowite figury i świetnie tańczyły. Chciałam być taka jak one, po prostu chciałam im dorównać. Minęło pół roku i zostałam przeniesiona do grupy zaawansowanej, a wszystko dlatego, że potrafiłam pewien dość trudny wyskok z którym wiele osób miało problem. Było to dość dawno temu, ale pamiętam to do dziś – nie tańczyłam wtedy całego tańca, ponieważ miałam swoją rolę na samym początku, a mianowicie byłam treserem. Taniec nosił nazwę „Cyrk” i było to swego rodzaju przedstawienie, ponieważ obok miałam dwa lwy, klauny i tancerki dookoła w przepięknych czerwono-złotych strojach.

Niesamowita pamięć!
Niektórych rzeczy chyba nigdy nie zapomnę. Pamiętam również, że na samym początku musiałam zrobić przejście w tył, czym zawsze się stresowałam.

Brzmi pięknie… A co najlepsze, właśnie tańce przedstawiające jakąś historię najbardziej mi się podobają!
Na początku tańczyłyśmy właśnie takie inscenizacje taneczne opowiadając przez ruchy na scenie, a style taneczne były całkowicie pomieszane, tańczyłyśmy między innymi: disco, show dance, współczesny itp.

A teraz?
Teraz to już głównie tańczymy hip-hop, ale taniec współczesny też jakoś cały czas się przewija.

Hip-hop jest żywiołowym tańcem, a więc zapewne często miałaś dość
Nigdy się nie zniechęciłam, choć były momenty, że coś się nie udawało, nie chciało mi się, nie miałam siły, ale zawsze był to stan chwilowy, który szybko mijał. Cały czas mam motywacje do ćwiczeń, bo właśnie taniec to takie paliwo, które dodaje mnóstwo energii. Dla większości najtrudniejsza jest akrobatyka, ale od dziecka byłam pojętna i nigdy nie bałam się próbować nowych rzeczy, wręcz uwielbiałam „latać w powietrzu”, dzięki temu szybko się uczyłam i sprawiało mi to radość. Teraz, gdy jestem starsza to faktycznie jest nieco gorzej, a czasem na dodatek odzywają się stare kontuzję. Teraz widzę, jak moje młodsze koleżanki śmigają, ćwiczą i pod względem akrobatycznym są już ode mnie lepsze.

Na koniec zapytam Cię o to, co w takim razie jest w tańcu najtrudniejsze?
Myślę, że poczucie rytmu, bo bez tego niestety ciężko jest iść dalej. Ważna jest również świadomość własnego ciała i jego możliwości, które ciągle trzeba rozwijać, co również może być trudne.

10422119_736043473144011_4383032727233519909_n

Formacja taneczna „Szok”
tel służbowy: 666 937 262
e-mail: szok_zespol@interia.p

 

Viktoria Skrzypiec