Absolwentka międzynarodowej uczelni i Politechniki Wrocławskiej, gdzie ukończyła kierunek zarządzanie, który zmotywował ją do otwarcia własnej działalności. Uwielbia ubrania i zabawę modą, stąd tematyka jej bloga, oraz organizowanie wrocławskich imprez SWAP Wrocław, na których ludzie wymieniają się ubraniami, czy pokazów mody. Na co dzień pracuje w Agencji Marketingowej POMELOGO, gdzie zajmuję się interesującymi projektami. Ostatnio największą frajdę sprawiają jej wystąpienia publiczne, gdzie głośno obala mity na temat prowadzenia własnej działalności. Mocno stąpa po ziemi, jest niewiarygodnie kreatywna i pracowita, a do tego piecze najpyszniejsze babeczki pod słońcem, o czym sama miałam okazję się przekonać dzięki miłemu upominkowi od bohaterki wywiadu. Zapraszam do rozmowy z Julią Daroszewską i przesyłaniu ludziom dookoła smacznej dawki miłości i czułości w postaci babeczki.

Gdy pierwszy raz, całkiem przypadkiem, natknęłam się na Pani stronę to byłam strasznie zachwycona. Babeczkowa poczta, kto to widział! Niesamowicie oryginalny pomysł, skąd go Pani wytrzasnęła?
Julia Daroszewska – To było dokładnie 20 grudnia 2011, czyli tuż przed Bożym Narodzeniem, gdy pierwszy raz po długim czasie poczułam klimat i magię świąt. Stwierdziłam, że zwyczajne życzenia „wszystkiego najlepszego” to tym razem za mało. Każdemu chciałam coś dać, ale wiadomo – nie było mnie stać, jak chyba nikogo, na to, żeby każdego dobrego znajomego obdarować sensu stricte prezentem. Razem z przyjacielem wpadłam na pomysł upieczenia małych babeczek, które mieliśmy wręczyć bliskim wraz z tradycyjnymi życzeniami. Pomysł okazał się być naprawdę trafiony. Obdarowani byli zachwyceni nie tylko pomysłowością, ale i smakiem babeczek. Wówczas nie planowałam, że będzie z tego coś więcej do czasu, gdy brat mojego przyjaciela stwierdził, że babeczki są tak smaczne, że moglibyśmy je sprzedawać. Ta myśl kiełkowała we mnie cały rok, aż 10 grudnia 2012 roku zarejestrowałam babeczki jako swoją działalność gospodarczą. Tym sposobem babeczki Cookie with Love stały się dostępne dla wszystkich, by każdy mógł podarować bliskim i przyjaciołom coś naprawdę szczególnego i pysznego.

Wielu ludzi nie realizuje swoich planów z powodu strachu. Nie bała się Pani zaryzykować? Nie obawiała niepowodzenia?
Babeczek byłam pewna, mimo że biznesplan nie wróżył z nich kokosów. Mocno wierzyłam i wierzę nadal, że coś z tego kiedyś będzie, mimo że dopiero wyszły na zero. Tak naprawdę Babeczkowa Poczta jest jednym z kilku marek, które posiadam i nie jest to główny biznes. Teraz po tych dwóch latach, które właśnie minęły, muszę stwierdzić, że przy prowadzeniu własnej firmy trzeba być mocno zdeterminowanym i wytrwałym.

Babeczkowa Poczta wygląda tak jak sobie ją Pani wyobrażała?
Początkowo wyobrażałam sobie własną fabrykę z dużym piecem, która, pracując od rana do nocy będzie produkować babeczki dla kupców z całej Europy. To ta wizja motywowała mnie, żeby biegać zimą o dwudziestej wieczorem do sklepu z gorączką tylko po to, żeby zrealizować zamówienie na jedną (jedną!) babeczkę. Obecnie wizja fabryki kurzy się gdzieś na półce moich myśli, ale niezależnie od wszystkiego chcę ten biznes kontynuować. W obecnym świecie nie ma miejsca na uczucia, niestety nikt nie ma na to czasu. Babeczki mają to zmienić. Zresztą już powoli zaczynają, bo treści i życzenia do bilecików, jakie odbieram od zamawiających sprawiają, że serce rośnie.

ja

„Babeczkowy biznes” prowadzi Pani sama czy jednak ma swoich pomocników? Kto zajmuje się biurokracją, zamówieniami, reklamą i przede wszystkim pieczeniem babeczek, bo pracy zapewne jest mnóstwo.
Wszystkim zajmuję się całkiem sama – wliczając w to grafiki promujące babeczki, projekty ulotek, logo, a nawet samą stronę www! Pieczeniem również zajmuję się sama i póki co, jako jedyna znam ich tajemną recepturę.

Od dziecka piekła Pani babeczki, czy jednak dopiero po latach odkryła Pani swój kulinarny talent?
Z powodu tego pytania szczerze się uśmiałam! Jestem kulinarnym beztalenciem, ale bardzo się staram. Pamiętam, jak w podstawówce zrobiłam ciasto na zimno i zaprosiłam znajomych. Po „uczcie” owi znajomi poprosili mnie, żebym już więcej niczego nie gotowała. Mama była tego samego zdania, twierdząc, że przez swoje kulinarne eksperymenty marnuję jedzenie.
Babeczki bazują na przepisie na ciasto, które dała mi moja nauczycielka angielskiego mająca dość uczenia i otwierająca własną kawiarnię. Ostateczny przepis na babeczki powstawał blisko 10 lat i jest to jedyna rzecz, którą potrafię upiec.

Zastanawia się Pani w takim razie nad rozszerzeniem smaków i rodzajów babeczek?
Babeczki dostępne są obecnie w czterech smakach. W sklepie internetowym podane są trzy – wszystkie czekoladowe. Do czwartego smaku – tzw. albinosa (ta babeczka nie ma kakaa, a czekolada z wnętrza zastąpiona jest krówką) nie jestem jeszcze do końca przekonana i piekę go tylko na specjalne zamówienia. W najbliższym czasie mam w planie wprowadzenie jeszcze jednej babeczki, więc jeśli moi testerzy w postaci znajomych przyjmą ją pozytywnie, to datę premiery wstępnie planuję przed Wielkanocą. Dzięki temu osoby, chcące wysłać bliskim Wesołego Alleluja, będą mogły zrobić to już z nowym smakiem Cookie with Love.

Jestem ciekawa jakie jest zainteresowanie ludzi – sporo osób doceniło Pani pomysł i starania?
Póki co można powiedzieć, że Babeczkowa Poczta mocno raczkuje, aczkolwiek robi to coraz szybciej (i mam nadzieję, że niedługo zacznie już sama chodzić). Jak wspomniałam – uczucia i dzielenie się nimi nie jest krzykiem mody XXI wieku. Nie mniej jednak zauważam, że ludzie podchwycili główny sens tego pomysłu i zamawiają babeczki, by życzyć komuś po prostu miłego dnia! To naprawdę miłe. Natomiast jeśli chodzi o opinie dotyczące ich smaku, to przez 3 lata usłyszałam tylko 4 negatywne: od swojej mamy, która nie je słodyczy, od babci, z wypiekami której nic nie mogło się równać, od przyjaciółki mamy, która jest na wiecznej diecie i od jednego z klientów, którego babcia dostała babeczkę z okazji tegorocznego Dnia Babci i… chyba była nieco za twarda dla jej zębów. Otrzymałam jednak kilka naprawdę sympatycznych maili z wiadomością zwrotną odnośnie nie tylko smaku babeczek, ale i samego pomysłu na biznes.

Czy nie myślała Pani by otworzyć sklep stacjonarny? Myślę, że mnóstwo osób chętnie zjadłoby domowej roboty babeczkę, która pięknie wyglądałaby na witrynie. Czy jednak kawiarnia to nie jest to, co Panią kręci?
Początkowo myślałam o otwarciu małej kawiarenki, gdzie serwowana byłaby pyszna kawa i babeczki Cookie with Love, ale później, kiedy zobaczyłam, że własnego biznesu nie rozkręca się tak, jak w legendarnych czasach PRL, kiedy to powstało większość doskonale prosperujących dziś film, moje plany w tym kierunku nieco się ostudziły. Nie mniej jednak nie chcę całkiem z nich rezygnować i mam nadzieję, że kiedyś się to uda. Cudownie byłoby mieć sieć, nie koniecznie w największych miastach Polski, takich malutkich, firmowych kawiarenek.

 

1

 

Strona „Babeczkowej Poczty”
http://cookiewithlove.pl/                                                                                                                                    Viktoria Skrzypiec

 

PS: Postanowiłam przedstawić Wam historię mojej babeczki, ponieważ nie mogłam się powstrzymać.  Dostałam tajemnicze pudełko z zachęcającym do otwarcia logo „Cookie with love”, a więc nie czekając zbyt długo – rozpakowałam i zawartość powaliła mnie na kolana. Najpiękniej zapakowana babeczka na świecie, wyglądająca jak niemalże wycięta z najwyższej klasy hollywoodzkiego filmu o miłości, gdzie kobieta podbija serce mężczyzny babeczką. I ten liścik powodujący, że dusza zaczyna odprawiać radosne tańce! Oczywiście smak jest ważniejszy od opakowania, więc podzieliłam ją sprawiedliwe na parę części, by uzyskać opinię obiektywną ze strony najbliższych. Wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że niesamowicie oryginalny smak babeczki przebija wszystkie wypieki na kolana i choć z początku jej cena wydawała mi się wygórowana to dziś jestem w stanie zapłacić trzy razy tyle, by znów skosztować tego rajskiego smakołyku.

Obraz 092
Obraz 099
Obraz 103

10382723_779226875463355_5895252200397117233_n