Odważny, młody, potrafiący tworzyć piękne obrazy i łączyć kolory w sposób niezwykły. Dziś rozmowa z Samuelem Miśkiewiczem – artystą z Jastrzębia-Zdroju, który dziś podbija Londyn, organizuje swoje wystawy i sprzedaje obrazy.

Na papier przelewa nie tylko swoją duszę i emocje, ale także talent, który od samego początku miał w sobie. Nie osiadł na laurach i wciąż walczy o swoje marzenia i rozwija swoje umiejętności.

Wciąż akwarela jest Twoim ulubiony środkiem tworzenia obrazów?
Samuel Miśkiewicz – Jeżeli chodzi o moje ulubione medium, chyba wciąż pozostanę przy akwareli. Intensywne, magiczne odcienie sa zamknięte w malutkiej kostce farby, którą możesz zabrać wszędzie ze sobą. Cały zestaw zmieści się w każdej, nawet najmniejszej torbie. Bardzo cieszy mnie możliwość, że cały obraz może być gotowy w
krókim czasie w porównaniu do farb olejnych, z którymi to moja przygoda sie zaczęła.

To zapewne ważne dla artysty, by w każdej chwili móc przelać swoje myśli i wizualizacje na papier.
Tak, to bardzo wdzięczna możliwość. Prowadząc dorosłe życie w którym czas na przyjemności jest tak naprawdę czasem limitowanym możliwość rysowania w każdych warunkach pozwala mi pielęgnować swoją pasję. W Londynie życie przelatuje przez palce, biegnie w zastraszającym tempie, a dodatkowo w wynajmowanym pokoju nie zawsze jest miejsce, by rozłożyć sztalugę, tworzyć sztukę i jednocześnie wielki bałagan dookoła.

Co, poza tym, że fenomenalnie się rozwinąłeś, zmieniło się na przestrzeni tych pięciu lat, które minęły od naszej poprzedniej rozmowy?
Czy to już naprawdę pięć lat minelo? Ciężko mi to zrozumieć, szczerze mówiąć nawet się nie spodziewałem, ale to kolejny dowód na to, że czas leci nieubłaganie.

I dowód na to, że trzeba czerpać z życia pełnymi garściami i iść po swoje!
Dokładnie. Przez te lata całe moje życie stanęło do góry nogami i potoczyło się zupełnie inaczej niż sobie je zaplanowałem. Zrozumiałem, że często nie mamy wpływu na scenariusze, które są dla nas pisane, być może, odgórnie. Mam wrażenie, że na przestrzeni czasu dojrzałem, wszystko działo się tak szybko, jak na rollercosterze. Bycie samodzielną jednostką uczy niesamowicie dużo, a dodatkowo podjęte przeze mnie decyzje nie były łatwe.

Wyjechałeś z kraju…
Po zakończeniu ukochanego technikum wyprowadziłem się do Londynu, gdzie nic nie było łatwiej, choć tak myślałem. Początki były trudne, myślę, że z perspektywy czasu zmieniłbym pewne decyzje, ale cieszę się, że nie przestałem tworzyć. Jasne, bywały momenty zatracenia w tym wielkim świecie, ale ngidy nie porzuciłem sztuki. Po dwóch latach od wyprowadzki wszystko zaczęło się ukłądać – dobra praca w labolatorium, związek, mieszkanie.

Praca w labolatorium?
Pamiętam, że gdy dostałem pracę w jednym z najlepszym londyńskich labolatorium jako asystent to tak nieziemsko się ucieszyłem, ale po roku, gdzie tak naprawdę coraz więcej czynności jest zaumatyzowanych, a główną rolę odgrywa administracja to dochodzę do pewnych wniosków – życie jest za krótkie i zbyt cenne na to, aby marnować je robiąc coś, co nie przynosi mi radosić. Teraz ciężko pracuję nad swoim portfolio i składam aplikacje na Universitet of Arts London w kierunku Graphic Design and Media Comunication. Jeszcze bardzo dużo pracy przede mną, a coraz mniej czasu.

Zmiana do wielkiego świata dała Ci większe możliwości – rozwoju, twrzenia, zdobywania doświadczenia, prezentowania swojej twórczości
Wyjazd do Londynu okazał się być najlepszą decyzją w moim życiu, a na pewno najlepszą jaką mogłem podjąć będąc w tamtym momencie. Możliwości są przeogromne, natomiast znalezienie drogi, aby z nich skorzystać jest już trudne. Mieszka tutaj ponad 8,8 miliona ludzi, ciężko jest się przebić jednostce, która nie ma żadnych kontaktów ani znajomości.

Poznajesz inspirujących ludzi?
W ciągu ostatnich miesiący poznałem osoby projektujące ubrania, tworzące kampanie reklamowe i wielkie strony internetowe dla Asos, Topshop/Topman, Burton, Dotothy Perkins i wiele innych highstreet firm. To właśnie oni uświadomili mi, że pozornie nieosiągalne jest na wyciągnięcie ręki, ale wymata to niezwykle ciężkiej pracy, czasu i cierpliwości. Cieszę się, że ostatnio moja sztuka ma bardzo pozytywny odzew, to dodaje sił i motywacji, a ponadto uświadamia mi, że wszystkie decyzje tak naprawdę słuszne i warto walczyć o swoje marzenia.

Jak jesteśmy przy marzeniach – czy Twoje marzenie o tym, aby robić to co kochasz i zarabiać na tym spełniło się w londyńskim świecie?
Na dzień dzisiejszy od czasu do czasu organizuje mniejsze wystawy i sprzedam jakiś obraz, ale moje decelowe marzenie jest w trakcie spełnienia się. Nie chcę zapeszać, dlatego miejmy po prostu nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

 

Zapraszam na fanpage Samuela, gdzie możecie zobaczyć jeszcze więcej, a ponadto na bieżąco śledzić jego artystyczne kroki w wielkim świecie!

Viktoria SKRZYPIEC