Zastanawialiście się kiedyś na czym polega diametralna różnica w statystykach katastrofy, o której media wspomną półgębkiem po to, by z całym Patosem Kretynów wychwalać jakiegoś bezmózgiego posła? Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądałaby wasza reakcja, gdyby inaczej przedstawiono tragedię, z innej, całkowicie innej perspektywy?
Nie jestem pewien czy jest to świadomy zabieg, ale media po prostu ograniczają do maksimum wiedzę przekazaną społeczeństwu na temat jakiegoś przerażającego wydarzenia. Niekoniecznie widać to w poważniejszych przypadkach (jak np. tegoroczna katastrofa kolejowa pod Szczekocinami), ale gdy rzecz dotyczy innej liczby osób, lub zdarzenia, które przebiegło zupełnie inaczej i nie miało na to wpływu państwo – to wypadek zwykle uznany przez media za nieważny.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: wydarzyła się losowa katastrofa, w telewizji mówią: „Nie opodal Kielc miała miejsce katastrofa lotnicza, ostateczne statystyki mówią, że ofiar śmiertelnych jest 10, ciężko ranni w liczbie 17 osób odwiezieni zostali do Szpitala Wojewódzkiego w Kielcach”. No właśnie! Statystyka! Jakież to elastyczne słowo. Zwykle kojarzy się z tak błahym idiotyzmem, jak np. „Statystycznie co dwudziesty trzeci Polak tańczy salsę, wymyślając niestworzone fantazje erotyczne z proboszczem swojej parafii”. Lub „statystycznie co drugie ziarnko piasku na plaży w Niechorzu nie jest kwarcem, lecz zmielonym kawałkiem ołowiu”. I słysząc: „statystycznie, 10 ofiar śmiertelnych, 17 ciężko rannych”, wzbudza to w nas raczej znikome uczucia empatii, chęci współczucia; inaczej sprawa ma się, gdy wiemy, że np. tymże samolotem, który rozpadł się nie opodal Kielc, leciał twój własny ojciec.

A wyobraźcie sobie taką sytuację: „Nie żyje 10 osób. Pierwsza ofiara miała na imię Jan Kowalski. Umarł w wieku 47 lat, górnik na kopalni „Bogdanka”, żonaty, dwójka dzieci, jego największym marzeniem było polecieć na koncert Guns n’ Roses. Druga ofiara miała na imię Lucyna Nowak. Umarła w wieku 25 lat, studentka medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim, w grudniu miała brać ślub, jej największym marzeniem było urodzić i wychować córeczkę. Trzecią ofiarą był Wojtuś Kaczmarek. Umarł w wieku 9 lat, uczeń sportowej szkoły podstawowej, świeżo po komunii, największym marzeniem była gra dla Realu Madryt. Czwartą ofiarą była Angelika Frankowska. Umarła w wieku 15 lat, uczennica gimnazjum, jej największym marzeniem był kilkudniowy pobyt w Tokio. Piąta ofiara to Stanisław Gałkiewicz, umarł w wieku 88 lat, weteran II Wojny Światowej, działał w AK, emerytowany nauczyciel wychowania fizycznego. Jego największym marzeniem było dożyć prawnuków…”. I tak dalej, i tak dalej…

„Śmierć jednego człowieka to tragedia. Śmierć milionów ludzi to statystyka.” – głosi zdanie błędnie przypisywane Józefowi Stalinowi. Zdaje się absurdalne – dopóki nie zajrzy się na trzeźwo na suche fakty, które nas – tak często – otaczają…

Artur Żołądź